środa, 10 listopada 2010
Zastanawiając się nad tym, próbowałem stworzyć system pracy, który mógłby ułatwić naukę tej właśnie czynności. Na początek zastanowiłem się jak stworzyć model, który będzie prosty i zarazem na tyle elastyczny, aby można było przy jego użyciu wykonać większość fryzur. Pomyślałem, że podzielę strzyżenie na dwa etapy. Pracę na włosach mokrych oraz na suchych. Pozostało pytanie – jak wytłumaczyć początkującej osobie, o co chodzi i jak odtworzyć to, co widzi na zdjęciach lub u innych? Moje tendencje do analizowania i rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze wzięły jak zwykle górę i rozpoczęły się kolejne podziały.
Zaczynamy od linii bazowej. Są to końcówki włosów wyznaczające kształt fryzury. Na razie pozostańmy tylko przy tym. W przypadku włosów długich sprawa jest prosta. Linia jest dobrze widoczna i wystarczy tylko ją odtworzyć. Sytuacja się zmienia, gdy włosy są długości takiej, że przestają się opierać na ramionach. Wówczas podzieliłem linie na trzy przypadki. Klasyczny bob, czyli tył krótszy od boków; paź, czyli boki krótsze niż tył oraz linia prosta. Jest to model uproszczony, ale na początek wystarczający. Należy oddzielić strefę grzywki, bo z nią różnie bywa i często niewielka zmiana w tej strefie bardzo zmienia charakter fryzury. Taki podział sprawdza się również na włosach krótszych. Reasumując, działamy tutaj w dwóch wymiarach – długość i szerokość. Jeżeli z tym się uporamy, możemy przejść do trzeciego wymiaru, jakim się wysokość. Zaczynamy zatem stopniowanie. Na początek dzielimy włosy na separacje takie, jakbyśmy kroili tort i... zaczynamy. Strefa tyłu jest stosunkowo prosta. Zauważyłem jednak, że wielu początkujących adeptów fryzjerstwa ma problem z bokami i przodem. Aby ten problem rozwikłać, należy przyjrzeć się zazwyczaj linii zarostu. Gorące punkty to strefa nad uszami i trochę bardziej z przodu, czyli tzw „zakola”. Tu należy szczególnie uważać, gdyż bardzo łatwo podczas stopniowania zmienić długości i wówczas powstają brakujące miejsca, czyli po prostu dziury. Dodajemy strefę grzywki i właściwie trzy wymiary mamy załatwione. Mamy zatem wykonany dość popularny ostatnio model w 3D i to w HD. W tym momencie możemy przejść do suszenia włosów. Praca fryzjera jest podobna do pracy rzeźbiarza. Najpierw wykonujemy ogólny zarys i dopiero potem przechodzimy do delikatnych szczegółów. Po wysuszeniu i wymodelowaniu włosów dodajemy następny wymiar. Zaczynamy oczywiście efilowanie, czyli nadawanie odpowiedniej struktury końcówkom. Można to robić na wiele sposobów. Zazwyczaj radzę, aby na początek wybrać jeden i przez jakiś czas się go trzymać. W tym momencie dobrze jest tak wysuszyć włosy, jak nasza klientka zrobi to w domu. Dodajemy wówczas jeszcze jeden wymiar – czas! Jest to istotne, bo tylko wtedy możemy zobaczyć włosy w ruchu i wyobrazić sobie, jak się będą zachowywały za dzień, tydzień lub więcej. Jest to również ważne dlatego, że wiele klientek ocenia strzyżenie po tym, jak włosy się układają po ich umyciu w domu.
Mam nadzieję, że ten model jest jasny i może komuś ułatwi to pracę. Po nauczeniu się takiego spojrzenia na strzyżenie i fryzury można, a nawet należałoby spróbować innych szkół. Niektóre podejścia są bardziej skomplikowane, ale niektóre fryzury są takie również.
Jest to oczywiście teoria, ale warto ją poznać. Istnieje jeszcze jeden element, który decyduje o tym, jakie to będzie dzieło. Ciężko go określić namacalnie, ale jest to ten pierwiastek, który nie wszystkim jest dany, a który decyduje o własnym charakterze i inwencji twórczej. Ostatnio rozmawiałem z profesorem muzyki, który powiedział, że dobre strzyżenie jest sztuką, tak jak dobra gra na fortepianie.
Jest wielu, którzy potrafią odtwarzać muzykę poprawnie, ale nie każde wykonanie jest genialne, bo do tego oprócz doskonałej techniki, potrzebne są również talent i pasja, czego wszystkim i sobie życzę.
Krzysztof Piwecki
Fot.: Fotolia
Fot.: Fotolia


















