środa, 26 października 2011
Panie Pawle, ogromne gratulacje od „Kuriera Fryzjerskiego”! Zwycięstwo podczas Kreatora to niewątpliwie ogromny sukces. Co spowodowało, że zainteresował się Pan tym konkursem i podjął decyzję o starcie, i dlaczego akurat z taką fryzurą? Czy wiąże się to z Pana planami na przyszłość?Od wielu lat interesuję się konkursami, które są organizowane w Polsce. W niektórych brałem nawet udział na początku jako uczeń, i tak przez 10 lat. Zawsze starannie przygotowuję się do konkursu, jaki by on nie był. Już drugi raz podchodzę do tematu Kreatora, pierwszy był 4 lata temu. Jest to jedyna konkurencja, gdzie można pokazać styl, charakter, nie tylko ostrzyc i uczesać, ale zmienić całkowicie wygląd osoby poprzez fryzurę, makijaż, ubiór. Czasami można swoją pracą wyrazić siebie, nie tylko oglądając i przypatrując się najlepszym w fachu, ale dodając coś od siebie. Nie było to proste. Same przygotowanie zajęły kilka tygodni – rozmowy, projektowanie, szukanie, aż w końcu działanie. Jeśli chodzi o dalsze plany, to czas pokaże, co i jak przyjdzie nam realizować. Jeszcze wszystko przed nami, może mistrzostwa Europy, a potem Polski…? Kto wie…?
Każdy ważny konkurs wymaga odpowiednich przygotowań, treningów, przemyśleń, krótko mówiąc – perfekcyjnego planu. Jak wyglądało to w tym przypadku? Czy szukając modelki, korzystał Pan z profesjonalnej agencji modelek, czy może była to koleżanka lub klientka?
Na początku nie jest łatwo. Z czasem pojawiają się różnego rodzaju pomysły i rozwiązania – może taki kolor, może takie cięcie. Jednak zawsze mogę liczyć na pomoc i rady mojego mistrza – pani Małgorzaty Strug-Zgrzywy. Fryzura jest moja, koncepcja wspólna, no i jeszcze miałem pomoc żony. Przy okazji nieźle się bawiliśmy, trochę czasu nam to zajęło i sporo pracy kosztowało, ale było warto.
A skąd w ogóle wziął się u Pana pomysł na wykonywanie zawodu fryzjera i jak przebiegała Pana edukacja zawodowa?
Tak naprawdę to nie wiem, gdzie i kiedy wszystko się zaczęło. Z opowiadań rodziców wynika, że ponoć już w przedszkolu obcinałem grzywki i nawet przytrafiło się to kiedyś mojemu bratu. Potem – już w szkole, nie mogłem wysiedzieć. Ciągnęło mnie do nożyczek i kilkakrotnie udało mi się coś przyciąć. Długo jednak wahałem się, co robić. Wszyscy koledzy szli w kierunku elektryka-mechanika, a ja sobie poszedłem we fryzjerstwo. Nikt nie wierzył…, ale po pół roku nauki w szkole i pracowni „M Studio” poczułem, że to jest właśnie to. Od samego początku ciągnęło mnie do tego zawodu, a teraz nie mogę wysiedzieć w domu i są tego efekty. Cały czas myślę o nowoczesnych trendach, przy okazji śledzę zmagania kadry Polski we fryzjerstwie podczas konkursów w Europie i na świecie. Może kiedyś do niej dołączę?
Życzymy zatem powodzenia i realizacji marzeń. Dziękujemy za rozmowę.
Fot.: Piotr Piosik


















