środa, 28 lipca 2010
W roku 2006 Komisja Europejska wprowadziła dyrektywę, w której mowa jest o zakazie stosowania w farbach do włosów aż 22 substancji, które powodują poważne komplikacje zdrowotne, a także udowodniono, że kilka z nich odpowiedzialnych jest za zachorowanie na raka pęcherza. Jednak przeciętny konsument staje bezradny przed półką z farbami, bierze je do ręki i czyta skład, ale niewiele z tego wynika, ponieważ jest tam zazwyczaj wymienionych wiele substancji i nawet ściągawka zrobiona z listą zabronionych składników nie do końca pomoże, ponieważ producenci farb i innych kosmetyków stosują celowo skróty nazw w różnych językach, i nazwy składników brzmią inaczej niż te podane w dyrektywie. W rezultacie konsument musi opierać się na mało wiarygodnej opinii producenta, bo każdy z nich zapewnia, że jego produkt jest zgodny z normami, ekologiczny itp. Jeśli na opakowaniu farby do włosów w składzie znajdziesz skrót PPD lub PTD to zrezygnuj z zakupu – są to bowiem skróty ukrywające groźne dla zdrowia aminy aromatyczne, które są właściwie zabronione.
Wracając jeszcze do składników zabronionych w farbach, oto dwa przykłady:
1. 6-Methoxy-2,3-Pyridinediamine and its HCl salt
2.4,5-Diamino-1-((4-Chlorophenyl)Methyl)-1H-Pyrazole Sulfate
Jak widać nie łatwo jest zapamiętać te nazwy. Zresztą farba do włosów to skomplikowany kosmetyk, którego nie każdy, a właściwie nikt nie musi używać. Jednak pojawi się zaraz oburzenie, a co siwymi włosami, a co z modnymi pasemkami, balejażami i innymi malowaniami włosów.
Otóż siwiznę można ukryć malując włosy henną. To naturalny kosmetyk, uzyskiwany z rośliny zwanej lawsonią bezbronną, też nie jest pozbawiony pewnych wad, ale na pewno nie powoduje żadnych groźnych chorób. Mogą się zdarzyć oczywiście uczulenia na hennę, może nawet wywołać ona napad astmy, ale zdarza się to niezmiernie rzadko w porównaniu z farbami chemicznymi. Niestety wadą henny jest to, że farbuje ona włosy ton w ton i nie daje możliwości radykalnej zmiany koloru. Henna nie wnika w strukturę włosa, nie niszczy zawartej w nim melaniny (barwnika włosa), która chroni włosy przed promieniowaniem UV – henna pełni wręcz funkcję ochronną przed różnymi czynnikami zewnętrznymi. Stosowanie henny wymaga trochę cierpliwości. Najczęściej papkę z henną trzeba trzymać na głowie parę godzin (farby do 40 minut). Nawet jednak przy zakupie tego wydawałoby się w pełni naturalnego kosmetyku trzeba z uwagą przeczytać etykietę – odłóż na półkę hennę, w której pojawią się w składzie sole metali, również, szczególnie przy czarnej hennie, sprawdź czy nie ma tam trucizny kryjącej się pod niewinnie wyglądającym skrótem PPD
Obecnie nie potrafimy już obejść się bez szamponu do włosów, odżywki i balsamy też są używane masowo. Na półkach jest coraz więcej, coraz bardziej wyspecjalizowanych kosmetyków. Mamy zazwyczaj poczucie, że kupując drogie kosmetyki renomowanej firmy kupujemy coś zdrowego. Nic bardziej błędnego. Okazuje się, że szampony z górnej półki to małe magazyny chemiczne, a część używanych w nich substancji powinna być prawnie zabroniona. Najbardziej głośno jest o parabenach, czyli środkach konserwujących uzyskiwanych z ropy naftowej. Parabeny oskarżane są o wiele problemów zdrowotnych od alergii po raka włącznie. Dzięki parabenom nie rozwijają się groźne bakterie i trwałość kosmetyków jest przynajmniej roczna. Istnieją roślinne konserwanty, które mają świetne właściwości, ale producenci z nich rezygnują ze względu na cenę – a tak ceną jest nasze zdrowie. Najgorsze jest w tym wszystkim jeszcze to, że parabeny są w składzie tak zwanych dobrych szamponów dla niemowląt i małych dzieci. Producenci dbają o to, żeby podważyć opublikowaną informację na temat szkodliwości parabenów i co pewien czas ukazują się artykuły i informacje, że parabeny nie są tak szkodliwe jak sądzono. Jednak z troski o własne zdrowie lepiej ich unikać, a jest to już możliwe, bo wiele firm stara się zaoferować kosmetyki do włosów bez parabenów i SLS. Należy dodać jeszcze, że parabeny działają estrogennie, co może wpływać feminizującą na mężczyzn, a także wpływać negatywnie na rozwój płodu.
Właśnie SLS to drugi ze składników, który jest niemile widziany w kosmetykach do pielęgnacji włosów (ale również w innych kosmetykach). Ten skrót oznacza albo Sodium Lauryl Sulfate albo Sodium Laureth Sulfate. Jest to substancja - detergent, która mocno się pieni i rozpuszcza tłuszcze. W niektórych szamponach i jest jej aż do 35%. SLS przesusza skórę, powoduje jej łuszczenie. Ale te stany są jeszcze najmniejszym złem wyrządzanym przez ten dodatek do kosmetyków. Bardzo często przedostaje się on do krwi i odkłada się w wątrobie, wpływa także na obniżenie estrogenów, co może przyspieszać lub zakłócać przebieg menopauzy u kobiet. SLS niszczy włosy i to jest pewne, że przesusza je i powoduje rozdwajanie się końcówek. Ich szkodliwe działania to jeszcze długa lista podejrzeń i pewników, na pewno mają charakter rakotwórczy, szczególnie, że często są zanieczyszczane dioksynami. Stwierdzono, że SLS są mutagenami więc należy unikać ich w ciąży, gdyż mogą spowodować zmiany rozwojowe płodu.
Bardzo często chcemy poprawiać naturę – mając kręcone włosy usilnie je prostujemy, a proste zmuszamy do skrętu. Najskuteczniejsza jest trwała ondulacja. Wszyscy wiedzą, że to dość agresywny zabieg z użyciem amoniaku i perhydrolu. Wszędzie czytamy, że najbezpieczniejsza dla naszych włosów jest kwaśna trwała i praktycznie żadnej wzmianki, jak bardzo zawarte w niej składniki są toksyczne i uczulające. Niebezpieczny jest w niej kwas tioglikolowy i jego pochodne, ale te informacje mogą jedynie znaleźć osoby uważnie czytające mało popularne strony w sieci, reszta opiera swoją wiedzę na perswazyjnych tekstach producentów i fryzjerów, którzy chcą po prostu sprzedać towar i usługę.
O chemii w kosmetykach do włosów można napisać tomy, ale chyba nie warto, bo niewielu znajdą czytelników. Lepiej ogólnie zastanowić się, czy jakakolwiek substancja chemiczna może być dobra dla włosów i organizmu, czy nie lepiej wrócić do natury?
Materiał przygotowany przez Klinikę Handsome Men


















