Fryzjerstwo to moje powołanie

"Kiedy rozpoczynałem swoją poważniejszą przygodę z fryzjerstwem i pracowałem już po praktykach i po przygodach w innych salonach „na swoim” – nie oglądałem się na innych, nie obchodziło mnie co robią inni fryzjerzy, nawet często nie znałem tych najbardziej znanych (guru fryzjerskich). Skupiałem się tylko na sobie – na swojej pracy i na tym, żeby wywołać uśmiech u każdej klientki, która odwiedza mój salon, to był priorytet. Dziś, kiedy czasy są inne i kiedy w mediach społecznościowych zobaczyć można wiele, czy się tego chce czy nie, jest to znacznie trudniejsze. Kiedy każdy fryzjer chwali się szkoleniami, certyfikatami – innym na pewno jest trudniej. Jednak udaje mi się." - Piotr Sierpiński

2021-12-21 12:46:14

Z Piotrem Sierpińskim rozmawiała Małgorzata Szadkowska 

Redakcja "Barber Expert Magazine": Jak zaczynałeś przygodę z fryzjerstwem? Czy od początku Twoim znakiem rozpoznawczym był uśmiech i pasja absolutna?

Piotr Sierpiński: Moja przygoda z fryzjerstwem wynikała wyłącznie z mojej pasji i obsesji na punkcie damskich włosów. Od najmłodszych lat uwielbiałem czesać, zaplatać warkocze i układać włosy koleżanek. Na początku była to bezinwazyjna zabawa – kiedy już opanowałem podstawy koloryzacji, to moimi pierwszymi „klientkami” były właśnie znajome, koleżanki itp. Później ich mamy i ich znajome. Wszystko szło bardzo naturalnie – jedna pani polecała mnie drugiej, a ja po szkole z kuferkiem biegałem po osiedlu.

Kiedy fama się rozniosła, że „Piotrek od włosów” jest „fryzjerem”, telefony do domu się rozdzwaniały. Wtedy jeszcze była to bardziej nauka – dzisiaj jestem wdzięczny tym wszystkim kobietom, że mogłem na nich ćwiczyć i  tak pewnie czuję się w koloryzacjach.

Byłem stałym klientem w osiedlowym sklepie „Roman” – to właśnie tam specjalnie dla mnie zamawiano miseczki i akcesoria fryzjerskie, które często dostawałem w gratisie do zakupów farb. Tak, sklepowych!  

Mój ojciec nie był zadowolony z tego powodu, że po szkole pracowałem zamiast się uczyć. W pewnym momencie powiedział „stop” i otrzymałem zakaz. Widział jednak, że nie potrafię bez tego żyć i szybko wróciłem do mojej „pracy”.

Myślę, że uśmiech i pozytywna aura to właśnie ja. W dużym stopniu pomaga mi to w pracy. Mam łatwiejszy kontakt z klientem i kobiety otwierają się przy mnie. Poza tym uwielbiam to, co robię a połączenie tego z moją energią to mieszanka wybuchowa. Myślę, że gdybym był mechanikiem samochodowym, to byłoby podobnie: w tle leciałaby głośna muzyka, a ja naprawiałbym samochody, tańcząc i śpiewając.

Redakcja BEM: Słyszałam, że z wyborem szkoły fryzjerskiej wiąże się ciekawa historia. Opowiesz naszym Czytelnikom coś więcej na ten temat?

Piotr S: Kiedy przyszedł czas wyboru szkoły średniej, postanowiłem złożyć papiery do dwóch liceów ogólnokształcących oraz jednego technikum. Mimo że fryzjerstwo było moją pasją, to cały czas z tyłu głowy miałem presję społeczną, by nie iść do szkoły zawodowej. W ostatniej chwili jednak zmieniłem zdanie i stwierdziłem, że fryzjerstwo to moje powołanie – do dziś nie wiem, jak wybłagałem panie ze szkoły zawodowej, aby przyjęły ode mnie papiery i zapisały mnie do szkoły fryzjerskiej... Był koniec sierpnia, a nauka rozpoczynała się z początkiem września.

W momencie zapisu do szkoły trzeba było mieć wybrane i zatwierdzone miejsce odbywania praktyk. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od razu po złożeniu papierów wyjechałem do babci na Mazury. Z moimi CV został w Poznaniu mój tata, który dostał zadanie zanieść papiery do salonu Enzo. W tamtym czasie był to jeden z najlepszych salonów w okolicy. Nie zdawałem sobie sprawy z prestiżu tego salonu, z tego, kto tam pracuje i jakich ma klientów. W nieświadomości wystartowałem do najlepszych jako uczeń.

Tata chodził, a raczej biegał po Poznaniu cały długi dzień, szukając salonu Enzo... W tamtych czasach nie było internetu i nie było możliwości wpisania w mapy Google „salon Enzo Poznań”... Nawet takie wpisanie nic by jednak nie dało. Bo salon nazywał się KENZO, ale o tym dowiedziałem się gdy tata zadzwonił do babci, że mnie „zabije i że mam nie wracać do domu”. Do teraz takie przekręcanie nazw jest dla mnie rzeczą normalną, ale tłumaczę sobie, że artyści tak mają... Nawet dziś, kiedy jadę na wakacje i ktoś pyta mnie po jakimś czasie, gdzie byłem, potrafię przekręcić nazwę z Toskanii w Albanię.

Wracając do Enzo-Kenzo – dostałem się. Pojechałem tramwajem z siatką z Biedronki na pierwsze praktyki. Dopiero wtedy zrozumiałem, że wkraczam w wielki świat. Wszystko było WOW. W Kenzo szybko zdjęto mi plakietkę „uczeń” i pomimo praktyk zostałem fryzjerem.

Redakcja BEM: 6 listopada ustanowiłeś rekord Guinnessa i rekord Polski w najszybszym przedłużaniu włosów. Gratulujemy serdecznie! Wynik 6 minut i 12 sekund jest imponujący. Opowiedz proszę, jak Twoja historia z przedłużaniem włosów właściwie się zaczęła? 

PS: Moje pierwsze przedłużanie włosów wykonałem w Kenzo! Kiedy klientka salonu zdjęła przedłużone włosy, uznając, że nadają się do śmieci, ja jako uczeń, wynosząc śmieci, postanowiłem położyć je obok śmietnika i przyjść po nie po pracy. Tak też się stało. W głowie miałem już, jakie piękne, długie włosy będą miały moje koleżanki... Pojawił się jednak problem, bo pomimo posiadania włosów nie miałem maszyny i akcesoriów, które pozwoliłyby je przymocować do włosów naturalnych. Problem jednak szybko się rozwiązał – poszedłem do sklepu papierniczego, kupiłem masę ołówków, ściągnęłam z nich te sreberka, do których przymocowana była gumka. I już chyba wszystko wiadomo... Moja koleżanka miała długie włosy przymocowane sreberkami od ołówków. Wtedy chyba liczył się efekt, a nie komfort „klientki”, ale tak właśnie wyglądało moje pierwsze przedłużanie.

Redakcja BEM: Pozytywnymi doświadczeniami każdy chętnie się dzieli, natomiast doskonale wiemy, że w tej branży są również trudne momenty i sytuacje zwątpienia. Jak w takich sytuacjach sobie radzisz?

PS: Kiedy rozpoczynałem swoją poważniejszą przygodę z fryzjerstwem i pracowałem już po praktykach i po przygodach w innych salonach „na swoim”, nie oglądałem się na innych, nie obchodziło mnie, co robią inni fryzjerzy, nawet często nie znałem tych najbardziej znanych (guru fryzjerskich), skupiałem się tylko na sobie, na swojej pracy i na tym, żeby wywołać uśmiech u każdej klientki, która odwiedza mój salon – to był priorytet. Dziś, kiedy czasy są inne i kiedy w mediach społecznościowych zobaczyć można wiele, czy się tego chce czy nie, jest to znacznie trudniejsze. Kiedy każdy fryzjer chwali się szkoleniami, certyfikatami i tym wszystkim innym na pewno jest trudniej. Jednak udaje mi się. Mimo tego, że nie pracuję już sam, a mam cały team ludzi, z którymi razem współtworzę to wspaniałe miejsce na mapie Poznania, i realia się trochę zmieniły, bo z małego saloniku zrobił się biznes i wymaga on tego, aby wiedzieć, co się dzieje na rynku, ja nadal skupiam się na swojej pracy i nie rozglądam się na boki. Dalej jestem fryzjerem stylistą i staram się temu poświęcać.

Jestem bardzo emocjonalny i wszystko „biorę na klatę”. Często kiedy coś mogłem zrobić lepiej albo klientka nie do końca była zadowolona (zdarza się), nie mogę spać po nocach – analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze i rozmyślam. 

Chwile zwątpienia są. Wynika to z przepracowania, bo nie pracuję jak normalny człowiek, raczej jestem pracoholikiem, bo jeśli pracujesz po 12 h codziennie, to chyba możesz się tak nazwać. Wtedy „krzyczę”, że mam tego dosyć i zaczynam szukać wakacji. To dla mnie jedyna równoważnia psychiczna. Oczywiście już pod koniec wypoczynku odczuwam brak pracy, chcę już wracać do moich klientów, współpracowników, do mojego życia. Dostaję kolejny power na kolejnych kilka miesięcy i tak w kółko.

Mój fantastyczny team i ludzie, z którymi pracuję, oraz projekty, które realizuję, dają mi power do dalszego rozwoju.

Redacja BEM: Zatrudniasz wiele osób, na pewno w tak dużym salonie każdy dzień jest inny i bywają trudne sytuacje, a klienci bardzo wymagający. Czy jest taki obszar, który wymaga od Ciebie najwięcej zaangażowania, jest najbardziej wymagający, może nawet problematyczny? Podziel się proszę z naszymi Czytelnikami Twoim sposobem- jeżeli działa- na radzenie sobie w takich chwilach.

PS: Miejsce, w którym obecnie pracujemy, to następstwo tego wszystkiego, co działo się wcześniej. Powstało z chęci ugoszczenia klienta w jak najlepszy sposób. To nie miejsce, w które ktoś zainwestował pieniądze i czekał, aż się zwróci. Wszystko budowałem ze swoim teamem od podstaw. Mam fantastycznych, oddanych i pełnych pasji ludzi, z którymi tworzę to miejsce.

Zawsze myślę o tym, że wcześniejsza praca w innych salonach oprócz oczywiście doskonalenia zawodowego i praktyki była po to, żeby pokazać mi, jak nie należy traktować drugiego człowieka. Jakim będę chciał być liderem, a jakim nie... i jak nie będzie wyglądała praca w moim salonie. 

Szanujemy każdego pracownika. Oczywiście pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, ale jesteśmy zdania, że każdemu należy dać szansę – jeśli jest otwarty na nasze wskazówki i chce się rozwijać, to jest dla niego miejsce w naszym salonie. 

Ten sposób na „sukces” to bycie człowiekiem! Traktowanie każdego tak jak sami chcielibyśmy być traktowani, docenianie, rozmowa (dobra komunikacja) i należyte wynagradzanie. W większości prac spędzamy większą część swojego życia. Nie wyobrażam sobie przychodzić do pracy (jako szef i jako pracownik) codziennie ze skwaszoną miną, bo mało zarabiam, bo atmosfera jest zła, bo nikt nie liczy się z moim zdaniem, bo czuję, że ktoś robi mnie w konia, a niestety kiedyś czułem takie emocje. 

Jeśli chodzi o obszary problematyczne, to oczywiście jest ich kilka. Myślę, że są to obszary, w których nie tylko ja jako fryzjer-przedsiębiorca mam problem, ale również moi koledzy i koleżanki z tej samej oraz z innych branż. To sprawy papierkowe, zawiezienie papierów do księgowej, pamiętanie o wszystkim. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że moja dusza artysty nie pozwala mi na ogarnianie tego. Nawet gdybym bardzo, bardzo chciał, to nie jest to możliwe. Ale to w formie żartu... Inne problemy? Coraz bardziej pretensjonalne i roszczeniowe klientki. Nie wiem, z czego to wynika. I to nie tylko u fryzjera, a w szeroko pojętych usługach. Oczywiście 99,9% naszych klientek to wspaniałe, pozytywne kobiety, które czują się u nas jak w domu, ale zdarza się, że jest „jazda po bandzie”. Opowiedziałbym kilka historii i byłby to na pewno temat na kolejny artykuł. Inna kwestia to podejście nowych i młodych pracowników do nowego miejsca pracy. Mam takie wrażenie, że często gdy nowa osoba po szkole przychodzi do salonu i jest to jej pierwsze miejsce pracy, to nie do końca potrafi się zachować (pomijając umiejętności) – często młodzi są bardzo roszczeniowi i na starcie niezadowoleni, potrafią niewiele, ale za to ile chcieliby zarabiać, w jakich godzinach pracować, to wiedzą doskonale. Gdyby takiego młodego człowieka z dzisiejszym nastawieniem postawić np. w mojej sytuacji, kiedy zaczynałem pracę, to nie wiem, jak by to się skończyło. Uważam, że brak pokory może spowodować wiele złego. Ja do dziś mam jej dużo i nie wyobrażam sobie, aby kiedyś mi jej zabrakło.

Redakcja BEM: Jakie masz marzenia? Czy jest coś jeszcze w sferze zawodowej, co chciałbyś osiągnąć?

PS: To pytanie słyszę bardzo często. I myślę, że na tę chwilę chciałbym, aby obecny stan trwał – robię wszystko, aby klientki były zadowolone, inwestujemy w salon i chcemy dalej zaskakiwać klientów. Moglibyśmy zarabiać więcej, nie inwestując i nie spełniając życzeń klientów – ale nie o to chodzi. Kolejny krok to coś, co zawsze chciałem zrobić: szkolenia fryzjerskie... Ale nie takie zwykłe z technik czy z koloryzacji, ale takie, które w realny sposób wpłyną na inne salony, na ich rozwój i pozycje. Szkolenia coachingowe które zarówno salonom, zawodowcom, jak i ludziom rozpoczynającym swoją przygodę fryzjerską dadzą siłę, kopa, pomysły i motywację do zawodu i prowadzenia swojego biznesu, bo tego nie uczą w żadnej szkole. Muszę coś zrobić w końcu z moją aurą i energią, której mam nadmiar.

Redakcja BEM: I na koniec szybki skok w przyszłość – gdzie widzisz siebie za 10 lat? Ależ jesteśmy tego ciekawi.

PS: Mógłbym napisać, że chce mieć salon w każdym dużym mieście, że chcę zatrudniać 1000 osób itp. Ale tak nie jest. Chcę dalej tworzyć obecne miejsce – rozwijać je, powiększać, zaskakiwać i doskonalić siebie, a cudownie byłoby gdybym mógł być inspiracją i motywacją fryzjerską dla innych.

Redakcja BEM: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów i spełnienia zawodowych marzeń.

 

Piotr Sierpiński

Stylista z pasji, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Ekspert w programach Dzień dobry TVN oraz Pytanie na śniadanie. Artykuły z jego wypowiedziami można przeczytać w wielu ogólnopolskich pismach, jak również na największych internetowych portalach. Współpracuje z wieloma artystami, dbając o ich wizerunek, m.in. Kasią Kowalską, Kasią Wilk, Małgorzatą Ostrowską. Szkoleniowiec marek Mounir Polska oraz Easihair pro Polska. Na codzień prowadzi swoje atelier w Poznaniu, gdzie wspólnie z teamem dba o włosy najbardziej wymagających klientek. 8 listopada ustanowił rekord Guinnessa oraz tym samym rekord Polski, w najszybszym, trwałym przedłużaniu włosów. Zadanie wykonał w 6 minut i 12 sekund.

 

 

 

ZNAJDŹ NAS: