Marzenia nie są nic warte, jeśli się ich nie realizuje - wywiad z Magdą i Łukaszem Dylik

Dylik - nazwisko, które coraz częściej jest na ustach fryzjerów. Choć nie mają jeszcze w Polsce swojej akademii, wielu chce już się u nich szkolić. W życiu prywatnym i zawodowym doskonale uzupełniają się i ciągle sięgają po więcej. Ich wspólna przygoda trwa od kilkunastu lat, a o tym, jak to wszystko się zaczęło, w jakim kierunku zmierza i jak swoje słabości przeobrazić w atuty – rozmawiamy z Magdą i Łukaszem.

2020-06-22 14:15:58

Madziu, otwierając naszą rozmowę chciałabym zapytać Cię, jak zaczęła się Twoja przygoda z fryzjerstwem? Dlaczego akurat ten zawód wybrałaś?

Magda: Kiedy kończyłam szkołę podstawową, nie wiedziałam jeszcze jaki zawód wybiorę. W pewnym momencie mama podpowiedziała mi, żebym zastanowiła się nad pójściem do szkoły fryzjerskiej. Posłuchałam jej, jednak żeby złożyć wszystkie dokumenty do szkoły zawodowej, musiałam mieć zaświadczenie od właściciela salonu fryzjerskiego, który zdecyduje się przyjąć mnie na praktyki. To okazało się bardzo trudne. W tamtych czasach, dziewiętnaście lat temu,  koszt praktyk wynosił około 3-4 tysiące złotych. Nie było mnie na to stać. Na szczęście dzięki pomocy mojej cioci w końcu udało się.

Czy od początku – już na etapie praktyk – wiedziałaś, że wyspecjalizujesz się w strzyżeniach?

Magda: Od początku czułam strzyżenia. Myślałam o kształtach, formach, które później odtwarzałam na głowach klientek. Strzyżenia pozwalają wydobyć kreatywność fryzjera, dlatego w tym się wyspecjalizowałam.

W którym momencie Wasze drogi – zarówno te prywatne, jak i zawodowe – połączyły się?

Łukasz: Poznaliśmy się 13 lat temu. Przez jakiś czas spotykaliśmy się, ale ostatecznie na szczęście nic z tego nie wyszło. Mówię „na szczęście”, bo nasze drogi ponownie zeszły się, kiedy wytrzeźwiałem. Byłem trzeźwym alkoholikiem od dwóch lat i przyjechałem na urlop do Polski. Spotkaliśmy się z Magdą przy kawie. Zaczęliśmy rozmawiać, odnowiliśmy znajomość, ale aspekt naszego ponownego spotkania był głębszy. Magda zapytała mnie wtedy, dlaczego zawsze trafia na mężczyzn, którzy niszczą jej życie, oszukują, a później zostawiają. Zapytałem wtedy Magdę: „kto w Twojej rodzinie pił, albo nadal pije?”. I to pytanie ją zaskoczyło. Nie rozumiała, skąd wiem, że w jej rodzinie jest taki problem , ale odpowiedziała: „tata”. Wyjaśniłem jej wtedy, że mając za sobą takie doświadczenia, dąży w życiu do modelu, który zna z domu rodzinnego. Opowiedziałem też Magdzie o swojej zmianie. Trzy dni po tym spotkaniu postanowiliśmy, że będziemy parą. Szybko zrozumiałem, że to jest kobieta, którą kocham od bardzo dawna. Tamtego dnia Magda z kolei podjęła bardzo odważną decyzję. Zdecydowała się zamknąć salon, który miesiąc wcześniej otworzyła. Postawiła swoje życie na jedną kartę i przyjechała do mnie, do Szkocji, żeby pracować jako sprzątaczka. Obiecałem jej wtedy, że zrobię wszystko, żeby wróciła jak najszybciej do swojego zawodu i otworzę dla niej salon. I tak się stało.

Magda: Pamiętam, jak tutaj w Polsce walczyłam o zdobycie lokalu, ile włożyłam w to pracy i serca. Przez kilka lat oszczędzałam, żeby otworzyć salon, ale nie zadłużając się. Chciałam spełnić swoje marzenia własnymi rękami, nie biorąc kredytu.

Łukasz: Jestem z Magdy mega dumny, bo do wszystkiego doszła własnymi rękoma. Nikt jej niczego nie dał. Odłożenie ponad 20 tys., które były mojej żonie potrzebne, wydawało się w tamtym momencie niemożliwe. A jednak udało się. Warto też powiedzieć, że Magda od osiemnastego roku życia utrzymywała się samodzielnie.

Magda: Zgadza się. Mając osiemnaście lat podjęłam samodzielne życie. Wyprowadziłam się z domu i wynajęłam mieszkanie. Zrobiłam też prawo jazdy. Chciałam być w pełni niezależna od rodziców i rodzeństwa. Oczywiście nie obyło się bez poświęceń. Oprócz pracy w salonie, jeździłam do domów klientek, żeby sobie dorobić. Szkolenia fryzjerskie były wtedy tylko moim marzeniem.

A jednak dotarłaś do etapu, w którym nie tylko sama szkolisz się, ale też szkolisz innych. Wasza marka Dylik Hair Design jest coraz bardziej rozpoznawalna w Polsce. Tworzycie ją wspólnie – jako partnerzy w życiu prywatnym i zawodowym. A jak wyglądały Wasze drogi rozwoju?

Łukasz:  Mój rozwój wygląda zupełnie inaczej, niż Magdy, ale wciąż idziemy obok siebie, w jednym kierunku. Ja od początku dążyłem do tego, żeby zdobyć autorytet wśród klientek. Dlatego zacząłem się szkolić. Już podczas pierwszego szkolenia, na które pojechałem razem z Magdą zrozumiałem, że zawsze, kiedy edukator pozwoli mi uczestniczyć w szkoleniu, sporo dzięki temu zyskam. Słuchałem, przyglądałem się pracy fryzjerów, poznawałem terminologię. Ukończyłem też kursy trychologiczne. W czasach, kiedy Magda chodziła do szkoły, nie było takiego przedmiotu, jak trychologia, dlatego teraz uczę tego moją żonę. To pokazuje jej ogromną pokorę. Magda czasami woła mnie i prosi, żebym zdiagnozował problem klientki, bo sama nie potrafi jej pomóc. To jest niesamowite! Dzięki temu, że zacząłem się szkolić, zyskałem po pierwsze: autorytet wśród klientek,  po drugie: autorytet wśród fryzjerów, bo zacząłem organizować dla niech szkolenia, a po trzecie: autorytet u żony. Magda nie boi się w obecności klientki poprosić mnie o pomoc, a przecież nie jestem fryzjerem!

Magda: Moja droga rozwoju od początku była stricte związana z fryzjerstwem. Niestety przez brak pieniędzy i brak szkoleń, nie rozwijałam się. Wszystko zmieniło się jednak po dwóch pierwszych szkoleniach, na które się wybrałam. Pierwsze było z koloryzacji, drugie ze strzyżeń. To drugie szkolenie w Lester prowadził Sebastian Curyło. Właśnie wtedy wydarzyło się coś dla mnie bardzo ważnego. Zmierzyłam się sama ze sobą. Musiałam pokonać swoje słabości. Przekonałam się, że popełniałam podstawowe błędy. Źle prowadziłam nożyczki. Uświadomienie sobie tego było naprawdę trudne. Wcześniej po prostu nie byłam tych błędów świadoma, a kiedy wszystko do mnie dotarło, górę wzięły emocje. Puściły mi nerwy i popłakałam się.

Łukasz: Wiedziałem wtedy, że w mojej żonie pękła pycha i pojawiła się pokora. Pomiędzy tymi dwoma cechami jest cienka granica, a Magda ją przekroczyła.

Magda: Tak, to prawda, ale to szkolenie było przełomowe również pod takim względem, że dostałam wiatru w żagle. Rozbudziła się we mnie chęć rozwijania własnych umiejętności. W  ciągu 3,5 roku ukończyłam blisko 70 szkoleń w najbardziej prestiżowych polskich i europejskich akademiach.

Pierwsze szkolenie ze strzyżeń było dla Ciebie oczyszczające, pozwoliło iść naprzód i poszerzać umiejętności. A co z koloryzacjami? Czy tego też musiałaś się uczyć od nowa?

Magda: Tak. Szkolenie z koloryzacji było drugim przełomowym dla mnie wydarzeniem. Potrafiłam już dobrze strzyc i wydawało mi się, że z koloryzacjami też świetnie sobie radzę. Z tego błędu wyprowadził mnie Łukasz.

Łukasz: Obserwowałem koloryzacje Magdy, a jednocześnie obserwowałem rynek. Widziałem, że to, co wykonuje moja żona, odbiega od tego, co jest modne. Któregoś dnia nie wytrzymałem i zapytałem, czy ma problem z koloryzacją. Pamiętasz Madziu, co wtedy odpowiedziałaś?

Magda: Odpowiedziałam: „nie, skąd! Przecież wszystko robię tak, jak chce klientka”. A tak naprawdę pracowałam wtedy tylko jedną techniką.

W końcu jednak nauczyłaś się robić piękne koloryzacje. Jak doszłaś do tego etapu?

Łukasz: W pewnym momencie powiedziałem mojej żonie wprost, że nie chcę, żeby kompromitowała siebie i nasze nazwisko. Postanowiłem, że więcej już nie opublikuję zdjęć koloryzacji wykonanych przez Magdę, bo do niczego się te zdjęcia nie nadają. Wiem, że może to brzmieć okrutnie, ale wolałem być szczery. Tak rozumiem prawdziwą przyjaźń. Wiedziałem, że to może być impuls do zmian, że dzięki temu moja żona resztę życia może być świetną fryzjerką, zamiast kompromitować się w oczach innych fryzjerów i klientek.

Czy to był dla Ciebie, Madziu, impuls do dalszego rozwoju?

Magda: Tak. Dzięki szkoleniom wyspecjalizowałam się w blondach, których wcześniej nie potrafiłam rozbić. Dzięki temu doświadczeniu wiem już, że każdy fryzjer ze swojej słabości może zrobić atut.

Łukasz: Ta zasada, o której powiedziała Madzia, jest uniwersalna. Wiemy to dzięki wielu szkoleniom, m.in. mentoringowym. Szczególnie podobają mi się słowa dr Mateusza Grzesiaka, który powiedział kiedyś: „wszystko, co początkowo sprawia Ci trudność, z biegiem praktyk i treningów, staje się łatwe”. To jest w zasadzie motto naszego życia. Chcemy, żeby wszyscy fryzjerzy, którzy nie wierzą w siebie, wiedzieli, że jeśli dziś podejmą decyzję o zmianie, to za rok będą w zupełnie innym miejscu swojego życia. To jest bardzo ważne.

Dlatego postanowiliście stworzyć kurs dla fryzjerów?

Łukasz: Tak. Postanowiliśmy uruchomić bardzo duży projekt – Fryzjerski Master Club. To roczny kurs online. Roczny, dlatego że w ciągu roku można zaobserwować bardzo dużo zmian, duży progres. Kurs ruszy w połowie czerwca i będzie składał się z 36 lekcji live: 12 z teorii, 12 z praktyki i 12 z marketingu. Wspólnie z Magdą stwierdziliśmy, że musimy fryzjerów zachęcić nie tylko kupna, ale przede wszystkim do nauki. Dlatego pod koniec trwania kursu wybierzemy osobę, która po pierwsze: zda test z największą liczbą punktów, po drugie: będzie aktywna, bo kiedy zadajesz pytania, najwięcej się uczysz. Wybrana przez nas osoba dostanie nagrodę o wartości 7 tys. zł: przelot do Edynburga i z powrotem, tydzień indywidualnej pracy z Magdą i zamieszka w naszym domu. Naprawdę wierzymy , że to ma sens.

Edukujecie fryzjerów nie tylko online. Wcześniej szkoliliście również stacjonarnie. Czy kiedy zaczęliście edukować fryzjerów  czuliście, że to właściwy moment na taki krok, byliście na to gotowi?

Magda: Moim marzeniem nigdy nie było edukowanie. Nigdy nawet nie przyszło mi to do głowy. Marzyłam o tym, żeby mieć salon w Edynburgu i  o tym, żeby pojechać na kolejne szkolenie. Chciałam być coraz lepsza w tym co robię.

A jednak zaczęłaś szkolić.

Tak, i doskonale pamiętam pierwsze szkolenie, które zorganizowaliśmy dla czterech wspaniałych dziewczyn, które same się do mnie zgłosiły. Iza, Justyna, Natalia i Ania poprosiły któregoś dnia żebym pokazała im podstawy fryzjerstwa. Od tego się zaczęło. Dziewczyny zaufały mi, a ja zgodziłam się poprowadzić dla nich trzydniowe szkolenie. Musiałam wtedy wyjść ze swojej strefy komfortu, a Łukasz mi w tym pomógł. Pokonałam swój strach, chociaż do dziś przed każdym szkoleniem mam tremę. Z czasem oczywiście coraz bardziej oswajałam się z rolą edukatora.

Łukasz: Kiedy Madzia mówi o tremie, przypominają mi się słowa jednego z najlepszych polskich aktorów, które dobrze pokazują nastawienie mojej żony. Człowiek, który ma dziesiątki lat doświadczenia pracy na scenie powiedział, że przed każdym swoim wystąpieniem, czuje tremę. Gdyby tej tremy nie było, nie byłby już aktorem. Nie byłoby w nim już tych emocji, a aktor gra przecież emocjami. Wydaje mi się, że ta zasada dotyczy też edukatorów. Edukator musi włożyć całe swoje serce i zaangażowanie w szkolenie innych, żeby ludzie wyciągnęli z tego 100% wiedzy.

Macie dość mało popularne nastawienie dotyczące szkolenia innych fryzjerów. Otwarcie mówicie, że edukator nie powinien być ponad swoim uczniem, bo sam może popełniać błędy, a nawet uczyć się od osób, które szkoli. Skąd u Was takie podejście?

Łukasz: Powiem krótko. Mówimy, że edukator nie jest Bogiem, bo to prawda. Człowiek nie może być ponad drugim człowiekiem. A od tego, jaką mamy w sobie pokorę, zależy nasz styl życia. Taka jest moja dewiza życiowa.

Magda: Każdy z nas może być edukatorem. Żeby to osiągnąć, trzeba szkolić się i nabierać pewności siebie. Trzeba też poświęcić czas, zainwestować pieniądze i włożyć sporo wysiłku we własną edukację. Jeżeli fryzjer jedzie raz w roku na szkolenie, to niech nie oczekuje, że nagle będzie miał odpowiednią wiedzę, żeby zostać edukatorem. Absolutnie nie. Tak to nie działa. Kolejna sprawa to treningi w domu. Nikt nie wychodzi ze szkolenia jako mistrz świata. Konkretne pomysły, formy, trzeba testować, ćwiczyć.

Łukasz: Fryzjerzy niejednokrotnie jeżdżą do różnych akademii i są niezadowoleni ze szkoleń. Czują, że niczego się nie nauczyli. Trzeba się wtedy zastanowić, dlaczego tak jest, skąd to rozczarowanie się bierze. Czy czasem nie pomyślałeś, Drogi Fryzjerze, że skoro uczy Cię mistrz, to nie jesteś w stanie mu dorównać?

Chciałbym powiedzieć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz: miejsce, w którym znalazła się Magda, jest miejscem dostępnym dla każdego. Ona nie jest nikim ważniejszym. Po prostu włożyła bardzo dużo wysiłku, żeby dojść do poziomu, który osiągnęła. Jeśli edukator postawi się na piedestale, to mózg jego ucznia w naturalny sposób podpowie: „nigdy mu nie dorównam”. A nie po to uczymy.

Oprócz dzielenia się wiedzą, dzielicie się też z innymi swoim życiem prywatnym. Mówicie o problemach osobistych, m.in. o uzależnieniu Łukasza czy terapii DDA, której poddała się Magda. Dlaczego tak otwieracie się w social mediach?

Łukasz: Taka jest nasza filozofia życia. Jeśli wszystko wyrzucisz na zewnątrz, nie czujesz, że coś Cię przytłacza. Mówiąc prawdę nie musisz zastanawiać się: co, komu i kiedy powiedziałeś. Nie kalkulujesz, nie masz obaw, że się zbłaźnisz. Ludzie to widzą. To nie jest jednak nasza strategia. Tacy po prostu jesteśmy.

Do 33 roku życia żyłem w totalnej obłudzie i w ciągłym stresie. Dopiero gdy pogodziłem się z całą swoją przeszłością, poczułem się dobrze. Dlatego kiedy ktoś pyta mnie np., co robiłem dziesięć lat temu, odpowiadam zgodnie z prawdą: byłem bezrobotnym alkoholikiem, który żył na garnuszku rodziny. Gdybym skłamał, prędzej czy później ktoś wytknąłby mi obłudę.

Magda: Oboje widzimy, że szczerość wygrywa. Trzymamy się tej zasady w życiu prywatny i w życiu zawodowym. Kiedy podczas szkoleń ktoś czegoś nie umie, mówimy to wprost i instruujemy, jak wykonać daną czynność poprawnie.

Jeśli chodzi o życie prywatne, to przypominam sobie, jak Łukasz przez rok namawiał mnie na terapię DDA. Strasznie się przed tym broniłam. W końcu jednak zdecydowałam się pójść na pierwsze spotkanie. Dopiero wtedy zobaczyłam w jakiej skorupie żyłam do tej pory. Terapia otworzyła mi oczy na to, że nie warto żyć w kłamstwie.

W Anglii sporo już osiągnęliście. Wasza marka jest tam już rozpoznawalna. A co chcecie osiągnąć tutaj – w Polsce? Do czego dążycie?

Łukasz: Żyjemy tym, co kochamy. Może to oklepane hasło, ale jest prawdziwe. Bardzo rzadko robimy sobie wolne od pracy, ale wciąż mamy marzenia i to one są naszą motywacją. Marzenia nic nie są warte, jeśli nie zostają spełnione. Nie da się ich jednak osiągnąć od razu. Trzeba zrobić mnóstwo małych kroków, żeby dość do tego największego celu. A naszym celem jest powrót do Polski i otwarcie tutaj własnej Akademii, a jednocześnie prowadzenie biznesu w UK.

Planujemy powrót, bo tęsknimy za rodziną. Nasi bliscy potrzebują nas, a my potrzebujemy ich.

Łukasz Dylik i Magdalena Dylik ~ Zakochana we fryzjerstwie

Rozmawiała: Ewa Sroka

ZNAJDŹ NAS: