Odwaga niepomagania

Jestem Oskar, chłopak z Dębicy. Mam swój piękny salon, szczęśliwe życie w Krakowie, cudowną pracę i szczęście w prywatności. Przez wiele lat czułem, że skoro mi się “udaje”, to jestem coś winien tym, którzy zostali w swoich miejscach.

2018-09-26 08:41:56

Może Ci, których świat kończy się na Dębicy. Może Ci, którzy utknęli w swoim piciu, gdy ja po kilku epizodach alkoholowych poszedłem dalej. Może Ci, którzy utknęli w swoim nadmiarowym ciele, gdy ja pożegnałem się z wieloma kilogramami. Ciągle słyszałem: “ale Ci dobrze Oskar, ale Ci się udaje, ale masz kasy, ale masz [i tu wstawiali dowolny obiekt budzący zazdrość]”. Odpalał mi się syndrom ratownika. Chciałem ich ratować opowiadając o swoich zmianach, ale też chętnie udzielając rad o życiu. Chciałem zagłuszyć ich smutek, stawiając kolejne drinki czy alkohole. Płaciłem, żeby im było łatwiej z moim sukcesem.

Jestem Oskar, już nie chłopak. Już mężczyzna. Dzisiaj już wiem, że kupując innym banię, chciałem kupić lekarstwo na swój smutek. Bo ich nieradzenie sobie z moim radzeniem sobie w życiu odpalało mi kawałek o bezsilności. A tego boję się najbardziej na świecie. Boję się nie móc nic zrobić. I gdy widzę świetnego kumpla, który przepija kolejną pensję a jego własne dzieciaki się go wstydzą, to czuję bezsilność, że nic z jego piciem nie mogę zrobić. Kiedyś tą bezsilność zagłuszałem złotymi radami: “chłopie, idź na terapię. Są ośrodki Anonimowych Alkoholików. Szkoda życia”. Dzisiaj czuję rodzaj wdzięczności, że patrząc na jego życie, jeszcze bardziej czułem potrzebę pracy nad zmianą w swoim życiu.

Mam piękny salon i gdy słyszałem komentarze o tym, po co mi taka droga lampa, odpalało mi to potrzebę wynagrodzenia komuś jego bezsilności, że mnie stać a jego nie. Najczęściej zaniżałem cenę lampy albo wymyślałem, że była okazja. Cokolwiek. Pretekst, by nie spotkać się w sobie z emocją, którą odpalała mi ta sytuacja. Dzisiaj mam w sobie w takich chwilach zdanie: “widzę, że Ci trudno z tym, że mam drogą lampę”. To zdanie w mojej głowie przynosi ogromną ulgę. Bo nazywam jego trudność, której się boję w sobie.

Dzisiaj, gdy ktoś chce mnie wyciągnąć na imprezę do rana i to najchętniej za moje pieniądze, czuję, że grzecznie odmawiając, chronię siebie. I troszczę się o siebie.

Jestem Oskar. Dorosłem. Też dzięki tym, którzy pozostali w dawnych miejscach. Patrząc na nich, czuję wdzięczność i siłę, by walczyć o siebie. Im nikt poza nimi samymi pomóc nie może. Dobrego Dnia dla tych, którzy idą do przodu, ale też dla tych, którzy stoją w miejscu. Taka droga.

 

OSKAR BACHOŃ

 

ZNAJDŹ NAS: