Deklaracja fryzjera. Dobrego fryzjera. Odcinek 2. Różne długości na długości

Ten tekst jest drugim z serii “gdybyś wiedział, ile trzeba się nastarać, żeby nie było widać, ile w tą naturalność jest roboty włożone”. Będę przedstawiał nowoczesne zabiegi i propozycje fryzjerskie, które zastąpią koszmarne strzępienie końcówek maszynką i ładowanie ton odżywki na spalone farbą z sieciówki włosy.

2018-11-07 11:36:53

Małgosia od lat próbuje zapuścić włosy. Używa dobrych szamponów i odżywek, regularnie podcina końcówki. Problem w tym, że codziennie jakieś włosy nam wypadają, jakieś odrastają, pojawiają się nowe. Więc, mimo że optycznie wydaje się, iż włosy mają jedną długość, tak naprawdę nasza głowa to miliony włosów różnej długości. Co z tego, że regularnie przychodziła do mnie, jak nożyczkami jestem w stanie usunąć zniszczone części tylko tych najdłuższych włosów. Te krótsze pozostawały postrzępione na końcach. Problem rozwiązała maszynka zwana kosiarką albo polerownicą. Prawda jest taka, że jest w Polsce tak nowa, że nie ma jeszcze swojej nazwy. Zasada jej działania jest prosta jak konstrukcja cepa: przeciągam maszynkę na całej długości i magiczne urządzonko niczym dobry wibrator wie, gdzie odpuścić, a gdzie docisnąć i w tym przypadku ścina tylko wysuszone, rozdwojone końcówki.

I tak podszedłem do włosów Małgosi. Z długości nic nie ściąłem, ale cierpliwie polerowałem kolejne pasma. W efekcie pojemniczek polerownicy wypełnił się po brzegi czymś, co odbierało świeżość Małgosinym włosom. To jeden z tych efektów, które uwielbiam: „tyle, ale jakby nic”. Włosy po prostu wyglądały na zdrowe i zadbane. Bo wszystko, co było już zniszczone decyzją mojej maszynki znalazło się w koszu.

Więc Kochana, do dzieła. Ty walczysz o siebie, a ja o Twoje włosy. I to wszystko zostanie między nami. Bo przecież to, co inni kochają w nas, to nasza naturalność. I niech taka pozostanie.

 

OSKAR BACHOŃ

 

ZNAJDŹ NAS: