Dżesika

Na fotelu siedziała dama najwyższej klasy. Pani z manierami, godnością, życiową mądrością. Moja wieloletnia klientka, którą wielbię nieustannie. Przepiękna polszczyzna, nienaganne zachowanie, szanowanie człowieka w człowieku.

2018-11-07 12:06:30

Nakładałem jej farbę. I wtedy wpadła pani w stylu Dżesiki: kilometrowe tipsy, blondi, szerszeniowe usta, nowohucka stylówa:

–   Panie Oskar, pan mi termin jakiś znajdzie, bo koleżanka z bloku mówiła, że pana w telewizji widziała i żeś pan fachowiec od włosów jest, a moje lecą mi na potęgę.

Popatrzyłem na nią i poczułem, że nie chcę. Że energia Dżesiki nie jest moją energią.

–   Proszę wybaczyć, ale nie przyjmuję już nowych klientek.

–   Pan sobie chyba ze mnie żartujesz? Jak to pan nie przyjmujesz?

–   No niestety przykro mi, ale nie.

–   To takie stare babska pan strzyżesz, a mnie pan nie przyjmiesz?

Zatkało mnie. Ale totalnie. Na maksa. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem w sobie ogromną niezgodę na obrażanie mojej klientki, jakby słowa Dżesiki jakoś brukały kogoś dla mnie ogromnie ważnego. Pani Hanna była dla mnie niczym królowa Elżbieta dla Anglików: świętością. Nabrałem oddechu, by coś powiedzieć, ale Pani Hanna mnie ubiegła.

–   Młoda Damo, chyba Pan Oskar dał już Pani sygnał odmowy najgrzeczniej jak potrafił. I chyba nie oczekuje Pani, że zmieni zdanie?

–   Nie z panią rozmawiam, tylko z tym panem.

–   Mnie wyłącznie Pani obraziła nazywając „starą babą”. I tak mi się przypomniał mem, tak to chyba młodzież nazywa, takie zdjątko z wypapranym w błocie guźcem, które mi wczoraj wnuczka pokazała. Podpisane, jeśli mnie pamięć nie myli: „kłótnia z debilem jest niczym zapasy ze świnią w błocie. Po jakimś czasie dostrzegasz, że świni się to podoba”. Oskarku, czy na pewno chcesz się ubrudzić?

ZNAJDŹ NAS: