Czy świat oszalał?

Ostatnimi czasy w moim życiu odbywa się jakaś schizofrenia. Do tej pory pisałem lekkie, anegdotyczne teksty, co śmiesznego fryzjer usłyszał w swoim salonie. Jednakże życie nie składa się wyłącznie z anegdot, więc coraz częściej moje teksty zaczynały mieć mocniejsze fragmenty. W tym roku, gdy dużo spraw w moim życiu się poukładało i zmieniło, a może po prostu dojrzałem do tego, by być dla siebie ważnym i siebie chronić, powstało więcej artykułów o stawianiu granic. Pisałem dużo o tym, jak ludzie nie szanują mojego czasu, moich pieniędzy, mnie i jak na to reaguję. Mój język też z „cimcirymci” przeszedł na konkretniejszy. I to jest ok. I mam na to wewnętrzną zgodę.

2018-11-15 15:31:30

Paranoja nie dzieje się jednak we mnie, tylko w świecie zewnętrznym. A wygląda ona z grubsza tak: na forach i w oficjalnych wypowiedziach dostaję uwagi za wulgarny język, za to, że ponoć nie szanuję klientek i nie jestem dyskretny, gdy tymczasem każda, ale to każda historia, opisana jest za zgodą opowiadającej, że… już mi się serio nie chce wymieniać. To normalne – powie ktoś. No może, gdyby nie fakt, że często Ci sami ludzie na prywatnych platformach dziękują mi za teksty, piszą, jak są dla nich ważne i jak ich wspierają. O co tu chodzi? To jestem chamski, czy jestem szczery? Za ten sam tekst? To jestem pomocny i empatyczny, czy zimny i bez serca? No niech się zdecydują! Piszę teraz wyłącznie o tych jawnych hejterach, którzy zapewne po jednym piwie czy winie zamieniają się w tajnych wielbicieli, albo odwrotnie – w nocnych światłach samotności odzywa się w nich wrogi duch.

Bo ich tak naprawdę jest niewielu. Większość listów i komentarzy jest cudowna i wspierająca - raduje me serce każdego ranka. Ale tych kilku Dr Jekyll’ów i Mr Hyde’ów zaczęło budzić moją ciekawość. Może te osoby nie czytają swoich tekstów, gdy są po jasnej czy ciemnej stronie mocy? Może w nich jest jakieś rozdwojenie? A może po prostu, tak po ludzku, denerwuje ich we mnie coś, na co w sobie nie mają zgody? Taki klasyczny cień. I jak sobie coś gulną, zażyją, wyjarają, to im się ta potrzeba otwiera jakoś mocniej.

Może zatem ujmę to tak: mnie to ani grzeje, ani ziębi. Ja robię swoje i słucham siebie. Ale może Ci, którzy wylewają jad a potem landrynkowy sos odwrócą kamerę z patrzenia na mnie na spojrzenie na siebie? Bo to wyłącznie o nich jest kawałek.

 

ZNAJDŹ NAS: