O! My hair!!!

Sezon na „ratuj moje włosy” uważam za otwarty. Lato odeszło, nastały chłodniejsze dni, jeszcze co prawda mrozów nie ma, ale ten moment zbliża się nieuchronnie. Jednym ze wspomnień ciepłych chwil, poza pięknymi zdjęciami z wakacji, często niestety bywają zdewastowane włosy.

2018-11-20 14:10:54
Autor:

Po upojnych chwilach kąpieli morskich, basenowych i słonecznych, plażowania i wakacyjnego relaksu, pozostają naszym Klientkom niejednokrotnie piękna opalenizna i, o zgrozo, mocno przesuszone, uwrażliwione, pokruszone, wyblakłe i nieco zaniedbane włosy. Jak zawsze letnią tendencją są oczywiście blondy, tudzież odcienie jaśniejsze niż dotychczas, co niewątpliwie wymaga nieco pojaśnienia włosów czy dekoloryzacji. Życzenie naszych Klientek jest dla nas rozkazem, zatem działamy ochoczo, aby spełnić ich oczekiwania. Niestety, żeby nie wiem jak fantastyczny włos wyszedł po zabiegu w naszym salonie, jeśli Pani nie będzie dbała o niego w domu, nie utrzyma jego dobrej kondycji, szczególnie kiedy wystawia go na ekspozycję ostrego słońca, słoną wodę czy suchy i drażniący piasek.

 

Cóż zatem poradzić?

Wasza edukacja zawodowa. Ten punkt jest kluczowy, ponieważ to na Was spoczywa obowiązek uświadomienia Klientki czego powinna używać, aby jej włosy zawsze były tak piękne, jak po wyjściu z salonu. Wasza wiedza o składnikach odżywek, masek, fluidów i całego pozostałego asortymentu kosmetyków, jest najważniejsza. Nie wystarczy rzucić na włosy odżywki na 30 sekund. Dziś możemy więcej, lepiej. Również za mało powiedzieć Pani, że dany kosmetyk po prostu wygładza włosy – powiedzcie dlaczego? Co zawiera? Jakie ma składniki aktywne? Czemu Wy używacie tego produktu, a nie innego? Zachęcajcie Klientki do zaopatrzenia się w kosmetyki, których używacie w salonie. To znacznie ułatwi Wam pracę, a Klientka będzie usatysfakcjonowana i zaopiekowana.

Oczywiście nie tylko aura i wakacyjne szaleństwa są powodem kiepskiej kondycji włosów Klientek. Często przychodzą Panie, które proszą o ratunek po domowych koloryzacjach. Niestety naszą zawodową zmorą są drogeryjne farby, które cudownie reklamują w telewizji jako „profesjonalną koloryzację w domu”. O zgrozo, prawdopodobnie niejednokrotnie złorzeczycie pod nosem próbując pozbyć się tego paskudztwa z włosów. Nie generalizując, bywają przypadki i marki, które nie są dramatyczne, ale niestety jest to niewielki odsetek.

Kochani – nie to wszystko jest najgorsze. Co więc jest? Będę okrutna, ale niestety prawda jest czarniejsza niż najczarniejszy sen. Wśród ogromnej rzeszy fryzjerów na naszym rynku nadal jest wielu takich, po których pracy Klientki niejednokrotnie wyglądają gorzej niż po domowych eksperymentach. Brak techniki, umiejętności, solidnego warsztatu, często powoduje załamanie już w momencie, kiedy rzucimy jedynie okiem na prace kolegów po fachu. Kiedy zagłębimy się w analizę tego, co Klientka ma na głowie, nadchodzi załamanie.

Tu przytoczę przykład z autopsji – niedawno „przeprowadzałam” do siebie manicurzystkę z innego salonu, który to założyła jakiś czas temu z koleżanką, a w którym dane było mi pracować około roku. Kiedy pracowałyśmy razem, zamawiane były materiały przez dystrybutorów, zmuszałam ową znajomą, aby w salonie było nieco więcej niż szampon i maska z najniższej półki szczególnie, że ceny średnie osiedlowe. Po jakimś czasie się rozstałyśmy między innymi właśnie z powodu sposobu pracy owej fryzjerki. Kiedy manicurzystka postanowiła, że się do mnie przenosi, zabierałyśmy wszystkie jej rzeczy, włącznie z regałem z zaplecza, gdzie zorganizowany był labor. Pomijając fakt, że farby od dystrybutorów pamiętały chyba jeszcze czas, kiedy ja tam pracowałam, poza tym, że kolejna marka jaka znalazła się w salonie to jedna z najtańszych i najmniej poważanych na rynku, to bonusem i taką wisienką na torcie była spora ilość farby pudełkowej, domowej, którą można dostać nie tyle w drogerii, co w każdym niemal kiosku przy przystanku autobusowym za kwotę nieprzekraczającą 10 zł. Co więcej, cena koloryzacji zmianie nie uległa, całość przygotowania do koloryzacji oczywiście jest ukryta przed Klientką, pielęgnacji jakiejkolwiek brak, a koleżanka po fachu w zawodzie jest ponad 20 lat i mieni się fantastycznym fachowcem, choć Klientek zamiast przybywać, ubywa.

Takie obrazki niestety podejrzewam, że niejeden z Was w swojej pracy widywał. Żaden to profesjonalizm, a oszukiwanie Klienta, które prędzej czy później się mści. Dlatego też jeśli zaczynacie dopiero swoją ścieżkę zawodową i trafiliście pod skrzydła takiego „mentora” – wiejcie jak najszybciej i jak najdalej, jeśli to Wy jesteście fryzjerem podobnym do mej znajomej – zastanówcie się czy naprawdę chcecie robić to, co robicie i miejcie świadomość, że robicie ludziom krzywdę.

 

Tekst: Barbara Robak

 

Rock’n’Beauty Pracownia Urody Barbara Robak

Barbara Robak Visage & Hair

tel. 504 194 933

e-mail: barbara.robak@autograf.pl

www.barbararobakvisageandhair.pl

ZNAJDŹ NAS: