Barber z powołania

Zdobywca wielu prestiżowych nagród. Szkoleniowiec z 26-letnim doświadczeniem fryzjerskim zebranym w wielu krajach. Człowiek, dla którego nożyczki są narzędziem do spełniania pasji. Poznajcie Mario Mayera, światowej klasy fryzjera męskiego i nauczyciela w Akademii Barberingu Mayer&Matykiewicz.

2019-02-20 15:10:48

Mario, jesteś teraz niewątpliwie znany w branży ze względu na swój talent i doświadczenie. A jak wyglądały Twoje pierwsze kroki jako fryzjera? Czy byłeś takim “cudownym dzieckiem” od początku?

(śmiech) Nie, zdecydowanie tak nie było. Początek w żaden sposób nie zapowiadał przyszłych sukcesów. Moja fryzjerska kariera zaczyna się w ‘93 roku, kiedy przyszedłem do jednego z salonów w Brzegu, aby zapisać się na praktyki. Właścicielka salonu kazała mi stanąć i przyglądać się jak pracują. Po całym dniu takiej biernej nauki powiedziała mi, że nic nie potrafię, nic nie osiągnę oraz powinienem zapomnieć o karierze fryzjera.

Zabawny początek jak na przyszłego fryzjera światowej klasy.

Mi wtedy nie było do śmiechu. Ale postanowiłem się nie poddawać i następnego dnia pojechałem do innego salonu, gdzie zostałem przyjęty na praktyki jako fryzjer damsko-męski. Przez trzy następne lata przyuczałem się do zawodu, odkrywając w sobie smykałkę do fryzur męskich. Zależało mi, żeby każdą możliwą chwilę spędzać na szlifowaniu umiejętności, dlatego potrafiłem nawet zapraszać losowych przechodniów i znajomych z ulicy do strzyżenia. I tak w ‘96 roku uzyskałem tytuł czeladniczy z fryzjerstwa damsko-męskiego.

Zdaje się, że później miałeś chwilową odskocznię od życiowego zawodu.

Tak i nie. Zaraz po ukończeniu szkoły poszedłem na roczną służbę do wojska, w jednostkach pancernych jako dowódca czołgu. Jednak nawet to nie oderwało mnie od mojej pasji. W armii strzygłem wszystkich kolegów, dbając o to, żeby nie wyjść z wprawy.

Czy ten rok jakoś wpłynął na Twoje życie?

Bardzo. Nabyłem tam szacunku do ludzi, którzy oddają swoje życie w służbie innym. Szacunek, który staram się okazywać przez moją pracę. Gdy mam przyjemność obsługiwać np. strażaka czy policjanta to chcę, aby poczuł, że są ludzie żywiący wobec niego respekt. Co ważne, w mojej opinii na takie traktowanie zasługują nie tylko policjanci czy żołnierze. Są inne zawody, jak hydraulicy, elektrycy czy drogowcy, których służba jest bardzo niepozorna, a bardzo potrzebna.

A co z Twoją dalszą karierą? Z tego co mi wiadomo, doświadczenie zbierałeś w różnych krajach. Po wojsku wyruszyłeś w tułaczkę po świecie, żeby zdobywać umiejętności i wiedzę?

Raczej bym nie używał słowa “tułaczka”. Rzeczywiście, po ukończeniu służby wyjechałem z Polski na 21 lat, jednak tu bardziej pasuje określenie “przygoda”. Moim pierwszym krajem po Polsce były Niemcy, gdzie pracowałem w różnych salonach, szlifując język i umiejętności. Spędziłem tam 15 lat z przerwami, ponieważ ten kraj stał się swojego rodzaju bazą wypadową. W tych przerwach, trwających czasami 2 miesiące a czasami 2 lata, zwiedziłem Włochy, Hiszpanię, Danię i Norwegię, wszędzie pracując nad swoim kunsztem fryzjerskim.

Co było dalej?

Wyspy Brytyjskie. W 2009 przeniosłem się do Anglii, ciekaw tamtego podejścia do barberingu oraz sposobu życia. Wkrótce potem przeniosłem się do Szkocji, aby tam w 2014 otworzyć swój pierwszy salon. Ten piękny kraj jest też dla mnie pewnego rodzaju punktem zwrotnym w karierze, ponieważ wtedy zacząłem interesować się targami i konkursami fryzjerskimi. Od tamtego czasu zacząłem kolekcjonować osiągnięcia. W 2016 było to trzecie miejsce na konkursie międzynarodowym we Włoszech oraz udział w mistrzostwach Dolnego Śląska. W 2017 zdobyłem ponownie trzecie miejsce we Włoszech, tym razem w ramach federacji międzynarodowej CAT. Do tego doszło pierwsze miejsce w Warszawie podczas Barber’s Battle oraz udział w Barber’s Match w Paestum. Zaś ubiegły rok jest moją największą dumą, ponieważ wystąpiłem jako członek Narodowej Kadry Polski na Mistrzostwach Świata w Paryżu, gdzie zająłem 9 miejsce w swojej kategorii. Dodatkowo zdobyłem dwa złote medale i jeden srebrny na Mistrzostwach Walii oraz zostałem trenerem Narodowej Kadry Szkocji.

Brzmi jak rozpęd do światowej kariery. Jak zatem znalazłeś się we Wrocławiu?

Okazało się, że w Polsce jest duże zainteresowanie moją osobą. W międzyczasie poznałem mojego aktualnego wspólnika, Łukasza Matykiewicza, z którym wspólnie wpadliśmy na ideę Akademii Barberingu. Poczułem, że chcę służyć pomocą fryzjerom w Polsce oraz dzielić się swoim doświadczeniem i umiejętnościami. Postanowiłem sprzedać swoje salony w Szkocji i wrócić do Polski po 21 latach.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Uczyć, uczyć i uczyć. Pragnę stworzyć swojego rodzaju spadek dla polskiego fryzjerstwa, którym będzie pokolenie wyspecjalizowane w męskich fryzurach, robiące dobrą robotę.

Cel godny pochwały. Trzymamy za Ciebie kciuki!

 

Rozmawiał Łukasz Rosiński

 

ZNAJDŹ NAS: