Psychologicznie o... włosach

Jeszcze jeden artykuł o odżywkach na piękne włosy i zwariuję! Jak mam odżywiać coś, czego nie mam? Chciałam poświęcić ten artykuł osobom, dla których włosy mają ogromne znaczenie, ciągle są w świecie fryzur, ale wcale nie dlatego, że szukają sposobu na intensywne nawilżenie czy nowe trendy 2019 we fryzjerstwie. Są to osoby, które codziennie myślą o włosach, ale dlatego, że... ich nie mają, albo bardzo intensywnie tracą.

2019-03-27 10:18:16

Na początku warto się chwilę zastanowić nad pewnym fenomenem, z którym spotykamy się codziennie, tylko o nim nie myślimy… do czasu. Wiecie, co nim jest? Niesamowita waga posiadania takiego atrybutu, jakim są włosy. Jedni powiedzą: „a co we włosach jest tak fenomenalnego? Idę do fryzjera, farbuję odrosty. Zacznę tracić włosy? Wezmę jakąś wcierkę, to pomoże”. A jak nie pomoże? „Trudno, to tylko włosy”. Otóż niestety w większości przypadków, szczególnie kobiet, wcale tak nie jest. Większa ilość wypadających włosów w wannie, na szczotce po czesaniu, poszerzony przedziałek... Kobiety, które przeszły tego typu sytuację, znają to mrożące uczucie, które się zaczyna rozchodzić w ich ciałach. Nagle wszystko zaczyna w jakiś dziwny sposób tracić sens. Nie chce się iść do pracy, do szkoły, spotkać się ze znajomymi. Pojawia się przerażenie. I co? Temat włosów przechodzi na życie prywatne, zawodowe, szkolne. Wszędzie widzimy oceniające spojrzenia innych osób, znalezienie kolejnego włosa na ubraniu skutkuje podniesieniem ciśnienia. Co zrobić? Jedna wizyta u lekarza, druga, wcierki, lekarstwa, działamy. Mijają tygodnie, za chwilę miesiące. Jesteśmy wykończeni walką o włosy. Prawda jest taka, że farmakologia może pomóc w bardzo wielu przypadkach łysienia, ale nie we wszystkich. Nie wspominając o chorobach powodujących bliznowacenia, łysienie plackowate, wystarczy wspomnieć o genetycznym obciążeniu, które powoduje przerzedzanie się naszej czupryny. Farmakologią możemy często proces wyhamowywać, ale nie zahamować. To jest o tyle ważne spostrzeżenie, gdyż pozwala nam przygotować się do pewnych sytuacji. Właśnie do takich, w których nie możemy już liczyć na gruby gęsty kucyk, dwa warkocze, albo musimy zaczynać schodzić przedziałkiem w lewą lub prawą stronę, gdyż na środku już widać gołą skórę głowy.

I tu pojawia się pytanie – czy jesteśmy na to przygotowani? Jesteśmy przygotowani żyć bez włosów? Prawda jest taka, że nie jesteśmy. Jesteśmy przygotowani, jak walczyć o swoje włosy, zwiększać objętość, wyhamowywać wypadnie, wydobywać ich blask. Ale być łysym? Łysą kobietą, dzieckiem czy osiemnastoletnim chłopakiem? Chyba tylko wtedy, kiedy chorujemy na nowotwór albo przechodzimy okres buntu. Nie zbudowaliśmy jeszcze odpowiedniej akceptacji łysienia. Samo to słowo w sobie jest trudne. Tak jak trudnym słowem jest peruka. I dlatego osoby, które tracą włosy, żyją w cieniu traconych włosów. Boją się reakcji otoczenia, tracą pewność siebie, ich głównym celem staje się ukrywanie swojego problemu. Nie wiedzą, jak rozmawiać z bliskimi o tym, co ich trapi, gdyż boją się niezrozumienia, ale też wstydzą się swojego wizerunku. Wstyd wynika z tego, że jako społeczeństwo właśnie nie dajemy warunków do bycia łysym. Możemy to robić kompletnie nieświadomie. I dlatego też warto o tym mówić i to zmieniać.

Mało kto wie, że utrata włosów może przebiegać przy przejściu przez wszystkie znane w psychologii etapy straty. A dokładniej etap niedowierzania i zaprzeczania, złości, ambiwalentnych uczuć, smutków, a wreszcie akceptacji. Kiedy coś tracimy, czy to są dobra materialne, czy praca, bliska osoba, czy właśnie włosy, to oznacza to dla nas, że nasze życie będzie się zmieniać. Może będzie mniej komfortowe, może bardziej samotne. Jedno niestety jest niezaprzeczalne: że będzie inne, i że będziemy musieli się do tego przyzwyczaić. Ale tak łatwo się nie „poddamy”, dlatego będziemy przeklinać w duchu pracodawcę, płakać za przyjacielem i niedowierzać, kiedy będziemy się przeglądać w lustrze i widzieć nowe wydanie siebie właśnie w takiej sytuacji, kiedy nie będziemy mieli już swoich kasztanowych fal czy blond grzywki. Wiecie, z czym się zmaga taki „włosowy przypadek”? Powiem wam z mojego doświadczenia jako psychologa od włosów, gdyż pracuję tylko z przypadkami „włosowymi”. Są to osoby, które z różnych przyczyn utraciły włosy. Czy w wyniku łysienia androgenowego, trichotillomanii, a może niedoczynności tarczycy. Taka osoba ma pewnego rodzaju obsesję. Obsesję cudzych włosów, tego, że inni je posiadają, a ona nie, ich „oceniających” spojrzeń, co może prowadzić do emocjonalnego wyczerpania. Temu towarzyszyć może poczucie braku sprawiedliwości (dlaczego ja?), a to tylko pogłębia wybuchy płaczu, złości, agresji. I jest jeszcze coś, o czym wspomniałam na samym początku. Ja nazywam to utratą tożsamości prywatnej i zawodowej. Dzieje się tak, kiedy tracimy zainteresowanie i możliwości angażowania się w codzienne aktywności. Co wtedy, kiedy właśnie przechodzimy przez tego typu stany? Właśnie wtedy kolejny napotkany artykuł o domowych odżywkach do włosów może być jak wbicie przysłowiowej szpilki. Zamiast tego jestem dla takich osób i zamiast składników na idealny olejek, powiem o składowych ułatwiających przejść do etapu akceptacji siebie takimi, jakimi obecnie jesteśmy. Jak sobie pomóc?

Uczestniczenie w grupach wsparcia/nawiązanie kontaktu z innymi osobami tracącymi włosy – nawet zwyczajna rozmowa z inną osobą, która zaczyna dzień od tuszowania przerzedzenia, może dać tyle radości. Nie jesteśmy sami! Ktoś rano razem ze mną trzy razy wiąże od nowa turban! A ktoś rano czesze na kolanie swoją perukę! Jak to robi? Ma sposób na to, aby linia grzywki wyglądała naturalnie? Jak chodzi na trening? – naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, jak środowisko osób z łysieniem wypracowało sobie wspaniałe sposoby funkcjonowania bez włosów albo z „włosami zastępczymi”. Warto oprzeć się na ich doświadczeniu!

Rozwiązania zastępcze, inne niż peruka – niewiele osób też wie, że istnieje alternatywa dla gotowych peruk, które często nie spełniają naszych oczekiwań. Te rozwiązania nazywa się „systemami uzupełnienia” włosów i są to projektowane na indywidualne zamówienie włosy na całą głowę, które możemy z powodzeniem traktować jak własne, wyrastające ze skóry głowy.

Tak jak dla „włochatych” są poradniki i rady, jak ujarzmiać niesforne loki, tak dla łysych i łysiejących są poradniki i rady, jak nosić turbany, peruki albo po prostu żyć bez włosów. Dla osób, które są na początku swojej ścieżki życia bez pięknych pukli, może się to wydawać nie do przejścia. Muszę też podzielić się pewnym banalnym sformułowaniem, bez którego faktycznie nie będziemy mieli szansy się przekonać, czy satysfakcjonujące życie bez włosów jest możliwe. Bez akcji nie ma reakcji. Jeśli nie podejmiemy próby wykorzystania możliwości, jakie istnieją, nigdy nie będziemy mogli zmienić swojej sytuacji. Dlaczego? Bo jak zmienić swoje zdanie, kiedy nie poznamy innego?

Wasz psycholog od włosów,

Magda

Magdalena Szymczak – mgr psycholog, diagnosta, trycholog, autorka książki: „Problem w głowie czy na głowie. Dowiedz się, z czym naprawdę walczysz!”. Prowadzi bloga www.psychologodwlosow.pl. Autorka licznych publikacji związanych z tematyką włosów, często pojawia się jako psychotrycholog w porannym programie Dzień Dobry TVN. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe w zakresie psychologii klinicznej SWPS, oraz w zakresie dietetyki w chorobach wewnętrznych i metabolicznych WUM. Założyciel Fundacji Włos ma Głos, oraz członkini-założycielka ICATA. Współwłaścicielka Kliniki Włosów Hair Lab w Warszawie, gdzie pracuje z osobami borykającymi się z utratą włosów na różnym tle. Na co dzień pracuje z włosowymi przypadkami. Prowadzi autorski program terapeutyczny dla osób zmagających się z trichotillomanią. Zajmuje się również projektowaniem niechirurgicznych uzupełnień włosów.

https://hairlab.pl

https://psychologodwlosow.pl/

ZNAJDŹ NAS: