Z życia wzięte, czyli jak nic nie robić... ale dostać, co się należy

Ostatnio stwierdziłam, że zatrudnienie pracownika to nie lada koszty i wyzwanie (o czym było w poprzednim numerze KF), więc pomyślałam o stażyście z Urzędu Pracy. I w sumie nawet tego nie planowałam, ale zanim przejęłam swój salon, miałam stażystkę na fryzjerstwie (sama do mnie przyszła, ale na stanowisko kosmetyczki). Poszłam, dopytałam w urzędzie i załatwiłam. Dziewczyna bardzo ładna, sympatyczna, sama poprosiła o staż, gdyż ma dziecko i nie chciałaby robić problemu, jeśli będzie chore itd. Fajnie, odpowiedzialność to podstawa. Była mama, która w razie czego miała pomagać... no właśnie... miała. Podobała mi się jej energia, chęć do pracy, zaangażowanie. Skakała, kiedy udało się załatwić staż, cieszyła się jak dziecko na lizaka, kiedy przychodziły materiały, nota bene za 3 tysiące złotych, aby miała na czym pracować.

2019-03-29 10:41:06

I jak to w dzisiejszych czasach bywa, moje stresy okazały się nie bez podstaw. Opierając się na doświadczeniu z posiadania poprzedniej stażystki, wiem już, że nie zawsze wszystko idzie w parze z oczekiwaniami. Zaczęło się nieźle, ale wiadomo, ludzie chorują, więc w pierwszym miesiącu pojawiła się choroba, a z nią L4. Jasne, każdemu się zdarza, roboty przecież też czasem chorują ;)

Energia trwała, pojechałyśmy na szkolenie, były chęci i inspiracje, ale przyszedł grudzień, a z nim chorujące dziecko. Prawie dwa tygodnie, do samej Wigilii, opieka na dziecko. Byłam wyrozumiała, bo w końcu sama mam dzieci i dobrze pamiętam, jak to było. Zakasałam rękawy i mimo ogromu klientów i obowiązków nie robiłam afery, choć momentami się odechciewało. Samo życie. Wiadomo, póki kasa się zgadza, jest fajnie. Tylko że pani nie pomyślała, że opieki i chorobowe są wypłacane tylko w 80%. Nawet na stażu z urzędu.

Z początkiem nowego roku przyszły większe problemy. Kolejne chorobowe na dziecko. Ba! Mój pracownik zaczął styczeń od urlopu, później doszła opieka na chorujące dziecko i na koniec okazało się, że w styczniu przepracowała 7 dni! Serio? I oni się dziwią w urzędach, że później ludzie nie chcą takim stażystom dawać pracy? Jak opłacę ZUS i wypłatę, to mnie szlag trafi, jeśli nie będę miała dalej pracownika, a wydam kupę pieniędzy. Mało tego, podczas dwóch tygodni nieobecności nie dostałam właściwie znaku, czy się pojawi i kiedy. Nawet zdążyła dostać nieusprawiedliwioną nieobecność, gdyż miała iść do lekarza z dzieckiem, ale nie dotarła tam, nie przychodząc do pracy i nie informując mnie o tym. Nie ukrywam, że przestałam mieć już nadzieję na lepszy czas.

Ostatni miesiąc nie okazał się lepszy, chorobowego było już mniej, ale było dużo więcej nagannych zachowań typu wołanie jej do klientki, kiedy siedziała na zapleczu ze słuchawkami w uszach, nie słysząc mojego wołania i pukania. Robienie sobie selfie przy klientkach, siedzenie w telefonie, kiedy wszyscy widzą ją w lustrze i wiele innych. Przez cały okres stażu nie sprzątnęła, nie zamiotła pomieszczenia pracy, tylko czasem wytarła blat w biurku do manicure. Katastrofa. I na nic upominanie, prośby. Szkoda słów. Przecież nie za to jej urząd płaci, co nie? Zero starań o klientów. Takich incydentów i wpadek przez ten czas było naprawdę sporo, aż odechciało mi się kontynuowania tej zabawy. Znudziło mi się martwienie, czy pojawi się w pracy, czy muszę przejąć jej klientki, czy mam się tłumaczyć, jeśli zadzwonią się umówić.

Powiem wam, że pierwsza stażystka wcale nie była lepsza. Całymi dniami siedziała za recepcją i grała na telefonie w gry. Nie malowała się w najmniejszym stopniu, choć prosiłam, aby użyła chociaż tuszu do rzęs, gdyż bez makijażu wyglądała na 15 lat. Kiedyś nowa klientka zapytała mnie, jak się czuję z tak młodą szefową, ponieważ ja cały czas pracowałam, a ona... nie robiła nic. Mowę mi odjęło po prostu, włożyłam w ten salon swoją pracę i całe serce, a tu takie coś. Poczułam się strasznie. Może jestem za mało asertywna, na zbyt wiele pozwalam, ale też wymagam. Potrafię się wkurzyć i widać po mnie niezadowolenie, ale chyba posiadanie takich ludzi w pracy tylko mnie przytłacza i doprowadza do depresji.

Klienta nie obchodzi, że to twój pierwszy tydzień, że jesteś stażystą, on ma być szybko i sprawnie obsłużony. Pracujesz tutaj, więc traktuje cię na równi z pełnoprawnym wykonawcą zawodu. I niezależnie od twojej wiedzy czy umiejętności – takie samo powinno być twoje nastawienie. Pierwszą rzeczą, jakiej musisz się nauczyć na stażu, jest samozaparcie – tylko to pomoże ci w ciężkiej pracy i wspinaczce po szczebelkach naszego wspaniałego zawodu. Na pewno będziesz popełniać błędy. Naucz się do nich przyznawać i wyciągać z nich wnioski. Zasłanianie się plakietką „dopiero się uczę”, przebywanie w kółko na zwolnieniach czy granie na telefonie w niczym ci nie pomoże. Pamiętaj, że jesteś od A do Z stażystą. To krótka droga, by stać się pełnoprawnym pracownikiem. Nie wykopuj w niej dziur czyniąc z siebie niepełnosprawnego ucznia.

Jestem już zmęczona wielogodzinnym przesiadywaniem w salonie i z chęcią podzieliłabym się z kimś obowiązkami. Liczyłam, że znajdę kogoś, kto przejmie na siebie część obowiązków i spowoduje, że nie tylko będę mieć więcej czasu dla siebie, ale i więcej pieniędzy. Piękna wizja, to prawda. Tyle że odnalezienie właściwego pracownika nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Nie chcę po raz kolejny popełnić błędu i postawić na niewłaściwą osobę. Teraz stawiam na współpracę, gdyż w pracowników i stażystów straciłam już wiarę. Wolę podnająć komuś stanowisko lub pomieszczenie niż wkurzać się na niekompetentnego pracownika. Mniej stresu, mniej kłopotów, mniej wszystkiego ;) Na serio. Skończyłam marzenia, biorę się do pracy i nie zawracam sobie już głowy takimi mrzonkami.

I Wam również życzę spokojnej pracy

~~ pozdrawiam, Iv!

 

Znajdziesz mnie tu: https://www.facebook.com/Salon-Creat-Iv-e-101253083852093/

O mnie:

Od kilkunastu lat w zawodzie fryzjera. Hobbystycznie również zajmuję się makijażami. Na swoim koncie mam kilkuletnią pracę przy sesjach zdjęciowych z modelkami, fotografami, stylistami. Prowadzę swój salon fryzjersko-kosmetyczny, w moim mieście. Prywatnie matka dwóch chłopców – niestety żadnej córki do czesania ;) Uwielbiam pracę z ludźmi, podróże i wyzwania. Kocham swoją pracę i wszystko, co z nią związane, bo fryzjerstwo to nie tylko praca, to pasja, która daje miliony możliwości.

ZNAJDŹ NAS: