„Czemu tak drogo?”

Tym razem wrócimy do tematu cen, tylko w nieco innej formie. Jak wielu z Was niejednokrotnie usłyszało te słowa od potencjalnych czy niedoszłych Klientek? Pracując jakiś czas w zawodzie, słyszymy ten tekst przynajmniej kilkukrotnie, niezależnie właściwie od tego, w jakim salonie, na jakim poziomie i w jakim miejscu działamy. Również niezależnie od tych czynników stopień naszej irytacji zawodowej w takiej sytuacji jest podobny szczególnie, jeśli zdajemy sobie sprawę z ceny i jakości materiałów. Irytacja wzmaga się tym bardziej, jeśli wiemy, że poziom naszych usług jest wyższy niż w okolicy, choćby dlatego, że wiele Klientek z innych salonów trafiło do nas na fotel i zostało stałymi bywalcami. Pominąć milczeniem należałoby w tym miejscu stan ich włosów po wcześniejszych wizytach u konkurencji.

2019-07-04 15:53:22
Autor:

Zatem – czemu tak drogo?

Trzeba zacząć od tego, co i dla kogo oznacza „drogo”. Wiadomo przecież, że zasobność portfela Klientów jest różna. Niemniej nie Wam się nad tym zastanawiać. Jak wytłumaczyć Klientom, czemu cena jest, jaka jest? Nie ukrywajmy, że do łatwych to nie należy. Jakiś czas temu natknęłam się na materiał w sieci, gdzie pewien fryzjer fantastycznie przeliczył dzisiejsze koszty usług. Nie uwzględniając w kalkulacjach pracy fizycznej fryzjera, jego szkoleń itp., podsumował czyste koszty materialne typu lokal, materiał, czas potrzebny na zabieg, kawki, herbatki itd. Przejrzyście, na chłodno. Co więcej, doskonale wiemy, że materiałowy koszt ma ogromną rozpiętość cen zależną od marki i poziomu kosmetyków, zatem tu wyciągnięta została średnia. Okazało się, że koszt przeciętnej, popularnej usługi koloryzacji w salonie działającym na terenie większego miasta powinien być średnio
70-100% wyższy niż faktycznie widnieje na większości cenników. Jednym słowem, koloryzacja w pakiecie ze strzyżeniem, pielęgnacją, modelowaniem, która w Waszym salonie kosztuje 250 zł, powinna faktycznie kosztować 400–500 zł, zależnie od kosztów ruchomych, takich jak lokal czy materiał. I tu jest problem, ponieważ o ile salon jest fantastycznie wyglądającym miejscem, z topowym materiałem i medialną otoczką, umiejscowionym w centrum miasta czy ekskluzywnej dzielnicy, z taką ceną większość potencjalnych Klientów dyskutować nie będzie. Jeśli jednak salon mieści się w mniej prestiżowym miejscu, musimy liczyć się ze zderzeniem z rzeczywistością, szczególnie jeśli naszym rejonem jest ogromne osiedle, gdzie w najbliższej okolicy i promieniu 500 m jest dwadzieścia salonów, a każdy niemal ceny ma niższe, bowiem liczy się ilość, a nie jakość. Długa i mozolna droga do utrzymania swoich Klientów i pozyskania nowych, ponieważ „czemu tak drogo?”.

Nie ukrywam, że dopiero niedawno oddech złapałam po otwarciu studia, ponieważ zawsze pierwszy rok czy dwa to inwestycja i weryfikacja cen. Co więcej, otworzyłam właśnie w takiej okolicy, gdzie salonów jak mrówek i na jednej ścianie bloku jest ich pięć. Żeby było jeszcze lepiej, otworzyłam ściana w ścianę z salonem, który istnieje w tym miejscu ponad 15 lat. Pomyślicie – samobójczyni. Jak się okazało, nie do końca. Postanowiłam sobie, że profil studia będzie zupełnie inny niż w okolicznych salonach, że nie będę robić zabiegów, których nie cierpię robić (przecież nie muszę), że Klientki siadające na mój fotel będą wychodzić szczęśliwe, zrelaksowane i wyglądające jak na czerwony dywan, że nie będę wykonywać zabiegów połowicznych (np. strzyżenie bez modelowania czy końcówki za 20 zł na sucho). Wszystko byłoby super, gdyby nie początkowy strach, że jak podniosę ceny po salonach, w których pracowałam, to Klientki odejdą. Największym błędem tego planu było to, że wyszłam z materiałówki z najniżej półki cenowej, dałam jakościowy materiał 100% droższy, a cenę podwyższyłam bardzo nieznacznie, aby Klientki tego nie odczuły. Po roku, robiąc bilans, okazało się, że salon prowadzę właściwie dla zabawy. I do tego notorycznie borykam się z potencjalnymi Klientkami „czemu tak drogo”, które dotychczas korzystały z usług salonów na okolicznych bazarach, a do mnie miałyby bliżej itd. Co więcej, gościły Panie, które po moim i salonu wyglądzie oczekiwały koloryzacji rodem z Instagramu, ale błogo nieświadome ceny były i przeżywały zderzenie z rzeczywistością, spodziewając się kosztu z poziomu klasycznej koloryzacji globalnej. Apogeum przeżyłam pewnego dnia, kiedy to pewna „dama” sieknęła moimi drzwiami, którymi trzaskać się nie da, wykrzykując, że „u siebie to ona 1/3 tej ceny płaci”. Ręce mi opadły. Stwierdziłam, że jak było do tej pory drogo, to dopiero teraz będzie. Podniosłam ceny o 30%, osiągając cennik taki, jak powinien być przy tym poziomie materiału, kosztach i jakości. I powiem Wam, że lepiej zrobić nie mogłam. Co prawda mój portfel Klienta zweryfikował się w okresie ok. 3 miesięcy, pewne Klientki odeszły, ale ich miejsce zajęły te, które szukają dobrej jakości w przyzwoitej cenie. To właśnie oznacza „drogo” – wszystko zależy, jakiej usługi szuka Klient, bowiem te Panie, które dziś goszczą w salonie, twierdzą, że cena jest konkurencyjna w stosunku do jakości, jaką oferuję.

 

Tym sposobem każda ze stron jest zadowolona, uświadomiona, co więcej – pracuje się przyjemniej, a i nieświadomych Klientek mniej.

Podsumowując – życzę Wam albo anielskiej cierpliwości, albo odwagi, żeby wyjść ze strefy bezpieczeństwa i finalnie satysfakcji.

 

Tekst: Barbara Robak

 

Rock’n’Beauty Pracownia Urody Barbara Robak

Barbara Robak Visage & Hair

tel. 504 194 933

e-mail: barbara.robak@autograf.pl

www.barbararobakvisageandhair.pl

ZNAJDŹ NAS: