„Lalka”, czyli rozważania o fryzjerstwie w pandemii

„Pokaż mi Twoje włosy, a powiem ci, kim jesteś”- to cytat doktora Szumana z Prusowej „Lalki”. Doktor ten życie swoje poświęcił na badanie ludzkich włosów i nawet własnym sumptem wydał broszurę na ten temat w liczbie tysiąca egzemplarzy. Niestety nie znalazła ona nabywców, ale Szuman cierpliwie prowadził swoje badania i podczas rozmów z przyjaciółmi - Wokulskim i Rzeckim - opowiadał o swoich planach, ale też prosił ich o włosy różnych ludzi z różnych stron świata potrzebne do badań. Raz nawet zapytał starego subiekta: „A Pana włosy już mam?”.

2020-05-04 08:51:35
Autor:

Ta najsłynniejsza powieść naszego pisarza jest lustrem polskiego społeczeństwa drugiej połowy XIX wieku. Jego opisy zachowań klas niższych i sfer wysokich, mniejszości narodowych i rzemieślników, ale też stosunków i układów panujących wtedy w zaborowej Warszawie, to majstersztyk; choć sam autor przyznawał, że po prostu obserwował świat za oknem swojego mieszkania i czytał codzienną prasę. Bolesław Prus chyba tylko dlatego nie dostał Nagrody Nobla za swoje pisarstwo, bo jeszcze wtedy tej nagrody nie ustanowiono.

Cytat Szumana ma odniesienie i do dzisiejszej sytuacji. Wystarczy przyjrzeć się bohomazom na głowach ludzi, którzy masowo ulegli nowej modzie jaką jest domowe fryzjerstwo. W telewizji i w mediach społecznościowych promuje się  teraz instruktaże, jak można się samemu ostrzyc, a wielu fryzjerów ochoczo (sic!) pokazuje w sieci swoje triki na wykonanie usługi w domu. Hurtownie fryzjerskie, które wspieraliśmy przez lata, teraz reklamują tanie nożyczki i maszynki z instrukcjami jak łatwo zmieniać nakładki, jak się tym sprzętem posługiwać i jakie to jest w ogóle fajne. Po co? Czemu to ma służyć? Chwilowej popularności w internecie? Pieniądzom? Niezrozumiała ludzka natura, która szybko chce przystosować się do sytuacji nie patrząc na innych, a nawet kosztem innych, jest dla mnie niesmaczna. My przecież wrócimy i co wtedy? Skąd weźmiemy środki na zakupy w sklepie fryzjerskim, skoro wszystkim klientom sprzedadzą już narzędzia i know-how? Fryzjerzy, którzy dziś tak chętnie pokazują, jak podciąć boki, jutro będą narzekać, że nie ma klientów. Tak się po prostu nie godzi. Tak się nie robi. Nie ucina się gałęzi, na której samemu się siedzi. Etyka zawodowa się kłania proszę państwa.

Wszyscy pracowaliśmy na swoje pozycje wiele lat. Płaciliśmy za szkolenia, książki i edukację. Poświęcaliśmy czas. Wyjeżdżaliśmy na szkolenia, pracowaliśmy w weekendy, uczyliśmy się nowych technik, żeby klient był zadowolony, żeby branża szła do przodu, a teraz mamy to pokazać za darmo w internecie, bo ktoś nie może wytrzymać dwa miesiące? My God - gdzie my jesteśmy?!

Dlaczego inne branże tak nie robią? Dlaczego dentyści nie robią tutoriali, jak wyrywać zęby?

To może inaczej: niech wszyscy rzemieślnicy pokażą, jak się wszystko robi, i będziemy tylko w domu siedzieć i zamawiać jedzenie z tego żółtego sklepu, co to jest teraz czynny całą dobę!

Jest jeszcze jeden ważny aspekt i tu wróćmy znowu na chwilę do lektury. W „Lalce” znajdujemy niezwykle barwnie opisane (i potem pokazane w filmie oraz serialu) postaci, które mają piękne fryzury i brody. Są tam niezwykle modne w tamtym czasie uczesania wzorowane na klasycznych, rzymskich fryzurach. Są brody a’la Napoleon III, a rozmowy  bohaterów na temat włosów, ich farbowania czy usług „fryzjerczyków” wielokrotnie przewijają się na kartach powieści. Przede wszystkim jednak pokazane jest, że usługa fryzjerska to nie jest tylko strzyżenie. Elementy: socjalny, towarzyski i międzyludzki nie są bez znaczenia.

Główny bohater Stanisław Wokulski ma swojego fryzjera, który odwiedza go w domu. Pan Fitulski - tak się nazywa ów fryzjer – jest, jak pisze Prus „młodym artystą, pięknym jak Serafin i z wyglądu sprawia wrażenie jakby uciekł z żurnala krawców”. Przychodził regularnie strzyc i golić Stacha. W trakcie usługi jednak trwa ożywiona rozmowa między dwoma panami. Tematyka jest jakże nam bliska na naszych fotelach: Polityka! Kobiety! Bijatyki! Muzyka! Wszystko to przeplatane dyskretnymi uwagami Fitulskiego o aktualnie wykonywanej usłudze. Prus musiał wysoce sobie cenić usługi fryzjera męskiego, bo jego bohater lubi te spotkania i ożywia się w dyskusji z fryzjerem. W serialu o tym samym tytule scena ta jest pokazana w wyjątkowo stylowy sposób - strzyżenie, pogaduszki, śmiechy, rubelek w rączkę i do następnego razu!

Może warto więc przypomnieć sobie w tym wszystkim definicję naszego zawodu. Kim jest i czym zajmuje się fryzjer? Zajrzyjmy do Słownika PWN: „ fryzjer to osoba zajmująca się zawodowo strzyżeniem i czesaniem włosów oraz goleniem”. W podręcznikach do nauki zawodu czytamy, że fryzjer zajmuje się strzyżeniem, goleniem i układaniem włosów KLIENTÓW! Nie ma ani słowa o tym, że fryzjer strzyże się sam lub udziela takowych porad. Poza tym skąd fryzjer miałby wiedzieć jak się samemu ostrzyc? Przecież my się sami nie strzyżemy. My wykonujemy usługę dla ludności, a nie dla siebie. Historycy amerykańskich barber shopów już dawno doszli do wniosku, że jedną z przyczyn upadku zakładów fryzjerskich tego typu było zdradzanie tajemnic zawodowych klientom. Fryzjerzy mamieni tym, że ktoś im wyda książkę, za którą dostaną pieniądze, opisywali wszystko po kolei. Wszystko było z góry na dół jak leci: jak trzymać grzebień, nożyczki i jak mama ma ostrzyc syna, żeby nie tracić pieniędzy na wizytę u fryzjera. Wielu z nas od lat walczy o to, żeby pozycja fryzjera męskiego wróciła na swoje miejsce. Na pewno nie wróci przez krótkowzroczne działania.

Wcale nie jest tak, że teraz nic złego się nie może wydarzyć. Nadchodząca pauperyzacja społeczeństwa związana z utratą dochodów w trakcie pandemii może doprowadzić do zmniejszenia ilości naszych klientów. Do tego fakt, że część z nas uczy klientów, jak się obciąć się na szybko w domu, niewątpliwie nie pomaga.

Młodszym powiem, a starszym przypomnę, że historia kołem się toczy. Koniec lat dziewięćdziesiątych i początek XXI wieku to były nasze chude lata. Między innymi dlatego, że tanie maszynki do strzyżenia włosów za kilkanaście złotych były prawie w każdym domu. Niektórzy może nie pamiętają jak wyglądali ludzie ostrzyżeni w tamtym czasie. Wszyscy ogoleni na równo bez względu na to, czy miał głowę dużą, małą, owalną... Obowiązywały dwie najważniejsze zasady: byle szybko i tanio. Ilu z tych klientów przychodziło do nas w ostatnich latach mówiąc, że od dziesięciu albo i więcej lat, nie byli u fryzjera, bo najpierw mama strzygła, potem sam się ciachał maszynką, potem żona się na nim uczyła, no i teraz wreszcie zapuścił się trochę i prosi o fryzurę. Człowiek po kilkunastu latach strzyżenia się samemu w domu, oduczył się odruchów pielęgnacji, codziennego czesania i nakładania pomady. Czy naprawdę tego chcemy?

À propos pomady musimy znowu wrócić na karty powieści Prusa. Wielki autor pisze, że niejaki Maruszewicz- arystokrata i próżniak fiksatuaruje się w swoim domu przed wieczornym wyjściem. Fiksatuar to dawne określenie środków do stylizacji. Piękne słowo wyparte przez prostacki żel było  używane przez branżowców i osoby znające się na rzeczy. Tego oczekujemy. Niech zawód fryzjera- człowieka wykształconego, etycznego i oczytanego to lata ciężkiej pracy, przygotowań i ciągłej edukacji - będzie zawodem fryzjera, a nie klienta! Znajomość branży to nasze top secret i nie powinniśmy rozpowiadać na lewo i prawo, jak się strzyc. Często klienci pytają mnie po usłudze: „jak to jest, że ja sam sobie tak nie ułożę w domu?”. Odpowiadam – „robię to wiele lat, cały czas się uczę i ćwiczę”. A oprócz tego mówię mu: „Ty znasz swoją pracę, a ja swoją, ja edukuję się w swoim, Ty w swoim i nie wchodźmy sobie w drogę”. Gospodarka to naczynia połączone, a nie kraina złotych rączek co kran naprawią, włosy ostrzygą, zęby wyrwą i krawat zawiążą.

Zawsze będzie na świecie mały procent ludzi, którzy wykonują fryzjerskie usługi sami dla siebie w domu. Ale w naszym żywotnym, branżowym interesie jest nie zwiększanie ich ilości i nie sprawianie wrażenia, że to szybka, prostacka usługa, tak po prostu do zrobienia w kuchni czy przed telewizorem! Szanujmy się, to będą szanować nas. Poza tym wciąż nie mogę zrozumieć jak ludzie, którzy przez lata mają długie włosy nagle MUSZĄ je ściąć sami przed lustrem w łazience i jeszcze oznajmić to całemu światu?

W pandemicznych dniach fryzjerzy naprawdę mają co robić! Jak żadna inna grupa zawodowa na co dzień dużo się uczymy, ale teraz wszyscy fryzjerscy edukatorzy organizują internetowe spotkania na żywo podczas których rozmawiają o przyszłości branży, strzygą, nauczają nas wszystkich i przekazują wiedzę zawodowcom. Nie znam innych profesjonalistów, którzy teraz, w tych czasach, tak szeroko uczą się i uczą innych udostępniając swoją wiedzę kolegom i koleżankom z naszego sektora. Korzystajmy z tego! Darmowa wiedza dla zawodowców wylewa się z sieci - tylko brać lub samemu pokazać co się potrafi. To zupełnie co innego niż pokazywanie klientom jak sobie samemu obciąć boki…

Czytajmy więc „Lalkę”, to zrozumiemy ten świat. A prawdą z niej wynikającą, będzie proste stwierdzenie: jeden wymaga i płaci, a drugi wykonuje i inkasuje. Po drugie: mimo technicznej różnicy stu pięćdziesięciu lat, innych ubiorów i otoczenia, ludzie się nie zmieniają, a ich charaktery wciąż pozostają te same. Chciwość, sława i głupota zawsze były i pewnie zawsze będą. Minimalizujmy je jednak jak się da najbardziej poprzez piętnowanie takich zachowań. Podczas lektury „Lalki” widzimy jeszcze jedną rzecz - zupełnie pewną  i oczywistą- : fryzjerzy się nie zmieniają i nasza praca jest wciąż tą samą pracą dla klienta. Daje nam satysfakcję, rozwój i pieniądze. Tego się trzymajmy - to nasza pasja i chleb.

Zamiast więc robienia tutoriali i oddawaniu darmo tajemnic zawodowych klientom, proponuję poczytać stare lektury z nieprzemijającym morałem. A hurtownie niech się zatowarują w to, co nam będzie potrzebne po lockdownie (rękawiczki, maseczki, płaszczyki jednorazowe, środki do dezynfekcji, papierowe ręczniki itd.), bo za chwilę jak będą prowadzić taką politykę to nie będą miały komu sprzedawać, a ci, którym sprzedali dziś tanią maszynkę jutro sobie znajdą tańszą w markecie.

 

Adam Szulc, maj 2020

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: