By twórczość była szczepionką przeciwko okruchom czasu – wywiad z Jagą Hupało

Kryzys potrafi sprawić, że przewartościowujemy różne rzeczy, patrzymy na siebie z innej perspektywy. Czy zmieniamy nasze priorytety? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że życie jest ulotne? O sposobach radzenia sobie z zastaną rzeczywistością rozmawiamy z Jagą Hupało – najbardziej rozpoznawalną stylistką fryzur i kreatorką wizerunku.

2020-06-25 09:58:32

Spokój wewnętrzny, jasny umysł, twórcze myślenie, zachowanie balansu pomiędzy strefą ducha i materii zawsze mnie w Tobie ujmowało.  Czy moment zatrzymania w kwarantannie, izolacji, pracy z domu przy ograniczonym kontakcie z ludźmi był dla Ciebie szczególnie trudny?

Prawdę mówiąc do dziś trudno jest mi pogodzić się z faktem, że jakaś siła w postaci wirusa w tak krótkim czasie zmieniła nas w okaleczone ptaki, którym podcięto skrzydła. U wielu z nas przybyło zwątpień, tracimy złudzenia, mamy w sobie resztki entuzjazmu, staramy się żyć mniej lub bardziej udolnie ze swoimi dramatami. Ta siła była w stanie zatrzymać wśród nas, fryzjerów, pęd twórczego działania i kreowania oraz tworzenia świata powstałego z misji piękna, które pozwalało każdemu wyrażać siebie, budować poczucie własnej wartości i otwierać się na innych.

Na czas kwarantanny również ja poddałam się izolacji. Jestem w miejscu, w którym nie zmuszam się do aktywności, lecz wyzwalam ją, tworzę warunki do myślenia. Bo otaczająca mnie przyroda stała się dla mnie jednym, wielkim, pulsującym źródłem refleksji. Siedzę na tarasie, jest piękna wiosna, ale zaciemniają się projekty, które tworzyłam na kilka dni przed pandemią na Zamku Królewskim. To był mój królewski projekt… Dziś z lekkim przymrużeniem oka łączę semantycznie, znaczeniowo mój tamtejszy, wizjonerski, królewski projekt w kontekście nazwy koronawirus…

Gdy myślę o tym, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, nasuwa mi się fragment książki Olgi Tokarczuk pt. „Zagubiona dusza”, który pozwolę sobie przytoczyć: „Był sobie raz pewien człowiek, który bardzo dużo i bardzo szybko pracował i już dawno zostawił swoją duszę gdzieś daleko za sobą. Bez duszy żyło mu się nawet dobrze – spał, jadł, pracował, prowadził samochód, a nawet grał w tenisa. Czasem jednak miał wrażenie, że wokół niego jest zbyt płasko, jakby poruszał się po gładkiej kartce z zeszytu do matematyki, kartce, którą pokrywają równiutkie kratki…”. Bo okazuje się, że w wyniku pandemii staliśmy się zagubionymi duszami, dla których czas się zatrzymał. Myślę, że to zatrzymanie należy wykorzystać na spotkanie ze sobą samym, by zadać sobie pytania związane z naszą egzystencją. By zadać sobie pytanie: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co dajemy światu i co świat nam daje. Przestrzeń, w której przyszło nam żyć, jest zarówno wielkim szokiem jak i wielkim darem. Zaczynamy rozumieć, co nam grozi…

O jakich zagrożeniach myślisz?

Myślę, że to co się dzieje na nowo odsłoniło kruchość naszego życia. Niewidzialny wirus sprawił, że ludzie stali się nie tylko siewcami lęku, ale sami też zrozumieli, że życie powinno być  nie tyle co urządzone, ale wartościowe, że lepiej bardziej żyć, niż więcej mieć. Że nie jesteśmy wieczni.

Rzeczywistość z przewidywalnej zmieniła się w bardzo krótkim czasie na futurystyczną historię, a obserwując tę nową rzeczywistość, nieustannie przecieraliśmy oczy. W tym okresie ludzie podzielili się na takich, którzy „musieli wiedzieć”, i takich, którzy „woleli nie wiedzieć”. W której grupie się znalazłaś?

Cały czas balansuję między wiedzą i niewiedzą. Trudno jest być tylko po jednej stronie, ale na pewno nie można izolować się od ograniczeń, nakazów czy zakazów. Wierzę mocno, że nauka znajdzie lek, jak i sposób powstrzymania epidemii. Mimo strachu uważam, że warto wiedzieć, niż utrzymywać się w błogich nadziejach, które mogą nas rozczarować. Teraz powinniśmy skupić się na tym, by wyjść ze szklanej kuli i sprawić, by stres nas nie zabijał, tylko mobilizował, by przekonwertować swoje myślenie na poznawanie nowego, w celu czerpania z tego radości. Najbardziej paraliżuje nas strach przed przeorganizowaniem swojego życia, przed wyjściem ze swojej strefy komfortu, przed nauką nowych rzeczy, by popatrzeć na świat inaczej, zrobić coś innego (być może trudnego), odrzucić ograniczenia, rozwijać się i wzrastać. Ten strach doprowadza do powolnego umierania od środka.

Nasz zawód opiera się na ścisłym związku z rzeczywistością, tą zastaną również. Do tworzenia piękna używamy pięknych surowców związanych ściśle z naturą, ale pamiętajmy o tym, że one zubożają ziemię. Dlatego apeluję do twórców, żeby w tym kontekście audytować również siebie, bo dobra natury kryją w sobie piękno, dają nam siłę i energię do działania. Z niepokojem obserwuję nierozsądne zachowania w kontekście ekologii. Apeluję o docenienie przyrody i dbanie o nią. Na każdym kroku afirmujmy jej siłę, wartość i piękno.

Naukowcy fantazjują w temacie nowej wizji człowieka, który ma być mądrzejszy, wrażliwszy, rozumiejący, który dopiero teraz w pełni pojął kruchość życia, który wybierze cele duchowe, a nie materialne. Koronawirus bezdyskusyjnie zmienił świat. Czy Twoim zdaniem zmieni również nas?

Okazuje się, że staliśmy się świadkami narodzin nowego typu tożsamości człowieka zwanego homo separatus, który w swoim domu skupia się na rzeczywistości internetowej, a opuszczając go jest na tyle ostrożny, że przemieszcza się w masce. Ta rzeczywistość sprawiła, że utrzymujemy dystans fizyczny… Uważam jednak, że pomimo to, nadal pozostajemy kreatorami wizjonerstwa, że będziemy na nowo mogli tworzyć wizerunek człowieka, że będziemy go pielęgnowali, troszczyli się o niego. Nasza cielesność jest osłoniętą bryłą, włosy ją w części odsłaniają, tworząc bazę dla kreacji. Niech ta sfera pozostanie naszym medium.

Szczególnie teraz, w dzisiejszych czasach, doceniam dział fryzjerstwa zwany trychologią. Bo piękno we włosach ma swoją podstawę w zdrowiu, dlatego tym bardziej będę skupiała się na tym aspekcie. Nie dopuszczam do siebie uniformizmu, jednakowości. Nie doceniam jej, bo każde spotkanie, każdy człowiek emanuje innymi emocjami, dlatego każdego należy ze znamienitym szacunkiem traktować indywidualnie, fryzury również. Pokładam duże nadzieje w minimalizmie, redukcji rzeczy niepotrzebnych, nadmiernych, wierzę w sztukę prostego życia. Minimalizm nie musi być czarno-biały, może mieć kolor. Ważne, by barwy, które dobieramy, decyzje, przed którymi stajemy, rzeczy, które posiadamy, pomagały nam żyć prościej. Głos natury, która mnie otacza, podpowiada mi jak bardzo potrzebujemy zbliżenia do czystych intencji, zdrowego stylu życia, piękna bez obciążającej ciemnej chmury, która za nami podąża.

Pewnie marzysz o powrocie do Pracowni, o kontakcie ze swoimi klientami. Zdradź nam, co będzie pierwszą rzeczą, którą zrobisz po zniesieniu wszelkich zakazów, gdy znów po tak długim czasie znajdziesz się „w punkcie przecięcia się dróg codziennej rzeczywistości i świata idei”?

Brakuje mi bliskości drugiej osoby, głębi spojrzenia, dźwięku głosu, ciepła i dotyku. Bo człowiek potrzebuje drugiego człowieka, żeby wyzbyć się swoich ograniczeń, wspinać się wyżej w swojej duchowej i fizycznej wędrówce. Świat się zmienił, sposób jego rozumienia jest inny. Jesteśmy poszukiwaczami idei, wartości i inspiracji. Posiadamy kompetencje instrumentalne, a także wrażliwość społeczną, estetyczną, wrażliwość na problemy. Dlatego fryzjerstwo stawia sobie cele, zadaje inne pytania. Pielęgnujmy swoją kreatywność, dla wspólnego dobra.

Prywatnie brakuje mi przytulenia się do mojego wnuczka, z którym na czas epidemii, ze zrozumiałych względów, nie spotykam się. Kończy właśnie roczek…

Jeśli chodzi o pracę, mam nadzieję, że to wszystko, co powstaje w mojej głowie, w moich marzeniach, będę mogła wprowadzić w życie. Wierzę, że kiedy wrócimy do swoich salonów, to wszystko to, co powstało w izolacji, poszerzone o system wartości, będzie mogło być zrealizowane. Ufam, że żadne procedury, żaden gąszcz zakazów i nakazów nie będzie powodował tego, że będę musiała odstąpić od moich obecnych wizji. Kierując się po raz kolejny słowami Olgi Tokarczuk chciałabym, aby nasza twórczość była „szczepionką przeciwko okruchom czasu”, w których przyszło nam żyć.

Rozmawiała: Monika Wrońska - Artefakt

ZNAJDŹ NAS: