AUTORYTETY- czy są potrzebne we fryzjerstwie?

Podczas jednego z pandemicznych „lajwów”, do którego byłem zaproszony padło pytanie o autorytety w branży fryzjerskiej. W trakcie tej rozmowy jeden z uczestniczących w niej gości rzekł, że autorytety są niepotrzebne, bo każdy ma swój rozum i swoją głowę i wie co ma robić. Wydaje mi się, że to było trochę przekorne, ale jakakolwiek by nie była intencja, to ja się z tym twierdzeniem nie zgadzam. Szczerze powiedziawszy obserwując spotkania i szkolenia fryzjerskie nawet na najwyższym szczeblu zaawansowania technicznego chciałbym się zapytać tych szkoleniowców właśnie o to, kto miał wpływ na to jak pracują i kto był lub wciąż jest ich inspiracją. Myślę, że w takim zawodzie jak fryzjer męski jest to niezwykle ważne.

2020-07-09 12:11:49
Autor:

Jesteśmy zawodem historycznym. Profesją, która przez lata była na raz po raz na wysokim lub bardzo niskim szczeblu drabiny społecznej. Jednak wszystko zawsze zależało i wciąż zależy tylko od nas - z kogo będziemy czerpać, a czyje wzorce odrzucać. Ja twierdzę, że warto mieć kogoś, z kogo młody (i nie tylko) człowiek może brać przykład. Uważam, że mocne umocowanie w przeszłości to dobry fundament do pracy w przyszłości. Może patetycznie, ale trochę tak to wygląda... Rozwój dzięki tradycji - we fryzjerstwie męskim jest to możliwe, a nawet konieczne. Ja nie wstydzę się, a raczej powiem, że jestem dumny, że ukształtowałem się zawodowo i moralnie dzięki kilku ważnym fryzjerom, których spotkałem na swojej drodze.

Kim jest autorytet? Jak podaje Słownik Języka Polskiego PWN autorytet to: „uznanie jakim obdarzana jest dana osoba w jakiejś grupie” lub „osoba, instytucja, pismo itp. cieszące się szczególnym uznaniem”. Wydaje mi się, że nie ma nic zdrożnego w tym, żeby mieć lub powoływać się na jakiś autorytet. Dodam jeszcze, że w naszym zawodzie autorytet to też osoba, która inspiruje nas do kolejnych działań, do nowych fryzur i lepszej pracy.

Zaczynając od początku. Ja zacząłem naukę zawodu, bo inspiracją był mój dziadek, który w czasie okupacji był fryzjerem męskim. Sam chciałem być nim również i miałem dużo samozaparcia, ale najpierw to dziadkowe opowieści miały wpływ na moje postanowienie. Jego podejście do zawodu, barwne historie z pogranicza westernu i filmu wojennego okraszone wojenno-historycznymi wspomnieniami dawały mi dużo paliwa do mojego, początkowo dość słomianego ognia. Dziadek pierwszy pokazał mi jak się goli brzytwą, jak się namydla, jak się brzytwę konserwuje, czyści i ostrzy. Obserwowałem go, jak gładko sunie ostrzem po twarzy lewą albo prawą ręką. Umiał też golić się bez lustra siedząc w pokoju przed telewizorem. Strzyżenie włosów też posiadł w stopniu dobrym. Poznał kilka prostych patentów i to on tłumaczył mi, jak powinno robić się przedziałek. Pamiętam to i stosuję cały czas. Zapach „Przemysławki” czy „Warsa” po jego wyjściu z łazienki wdarł mi się w nozdrza już na zawsze, a ponownie poczułem go gdy jako młody sztyft przekroczyłem progi pierwszego zakładu fryzjerskiego, w którym miałem praktyki w Poznaniu. Nauka zawodu mojego dziadka to dwa czy trzy lata pracy u niemieckiego fryzjera męskiego. Zawsze też mawiał, że to jedyny porządny Niemiec, jakiego spotkał w swoim życiu. Dziadek był moim pierwszym modelem na strzyżenie półkrótkie i golenie, a kiedy tuż przed śmiercią leżał w łóżku po wylewie, przyjeżdżałem do niego do domu golić i strzyc go w tymże łóżku…tak historia zatoczyła koło….

Moje autorytety dzielę na pięć grup (dziadek jest pierwszy i jest poza klasyfikacjami) i wypisuję tych, którzy są wciąż dla mnie ważni: pierwszych pięciu najstarszych, potem pięcioro młodszych, potem piątka zagranicznych, potem ci trzej, których nigdy nie spotkałem oraz nowi fryzjerzy.

Najstarsi:

Roman Lisiecki - poznański fryzjer męski, którego strzygę i z którym przyjaźnię się do dziś. Poznaliśmy się kiedy aplikowałem do Spółdzielni Fryzjersko-Kosmetycznej w 1986 roku. Sympatyczny, fachowy, konkretny w wypowiedziach i z wielką wiedzą o poznańskiej branży fryzjerskiej.

Emilian Łukasik - pierwszy mój mistrz. Fryzjer męski jak z przedwojennego filmu. Nienaganne maniery, biały kitelek, troszkę staromodny sznyt, czarny wąsik, zawsze wylakierowane buty i wyprasowane spodnie. Ciekawy facet z dobrymi umiejętnościami. On pierwszy nauczył mnie trzymać nożyczki, podejść do klienta, golić, modelować…

Grzegorz Szulc - nauczyciel zawodu i życia. Uczyłem się u niego dwa lata. Wspaniały i mądry człowiek, świetny fryzjer. Genialne podejście do klienta, szybka i dynamiczna praca, dobre słowo dla każdego. Dobry organizator całego porządku w firmie.

Stefan Siankowski - jeden z najbardziej znanych poznańskich fryzjerów. Jeden z organizatorów, propagatorów i inicjatorów fryzjerstwa w naszym mieście po II Wojnie Światowej. Mój nauczyciel technologii w zawodówce. Zaraził mnie historią fryzjerstwa i opowieściami o Antoinie Cierplikowskim.

Franciszek Głów - poznaliśmy się całkiem niedawno, bo cztery lata temu. Najwyższy autorytet moralny i zawodowy dla mnie ever, ever, ever. Pan Franciszek kończy w tym roku 89 lat. Kocha fryzjerstwo. Ciągle czynny zawodowo. Mimo sporego wieku ma genialną pamięć, dobrze strzyże, bierze udział w wyjazdowych pokazach i imprezach organizowanych przez naszą bandę. To trochę nasz dziadek i Honorowy Członek Jamy. Nazywam go Profesorem Fryzjerstwa Męskiego!

Młodsi:

Jaga Hupało - niezmiennie podziwiam od lat. Kreatorka, wizjonerka, mocno wykraczająca poza krajowy, a nawet światowy standard. Ciągle ma świeże podejście do zawodu i wciąż idzie pod prąd. Poznaliśmy się kilka lat temu i wspólnie robiliśmy pokaz „Piękna i Bestia”. Królowa Polskiego Fryzjerstwa!

Andrzej Matracki - na przełomie wieków zachwycałem się jego pracami. Ta fryzura klasyczna z Chicago to mi się śniła po nocach! Dziesiątki razy obejrzałem płytę z relacją z Fryzjerskich Mistrzostw Świata z USA, podczas których Andrzej zdobył złoto. Parę lat później oglądałem jego strzyżenia na żywo w Sieradzu. Poznaliśmy się na początku drugiej dekady XXI wieku i okazało się, że łączy nas to, że po prostu kochamy fryzjerstwo.

Robert Grzempowski-  pochodzący ze znakomitej, poznańskiej rodziny fryzjerskiej. Jego pokaz karnawałowy sprzed 15 lat w Wielkopolskiej Izbie Rzemieślniczej zachwycił mnie. Robert po prostu robił swoją robotę po swojemu, bez kopiowania, ale z dużą inspiracją Antoine’a. W 2017 roku wspólnie wystąpiliśmy na scenie w Katowicach robiąc brawurowy pokaz „Neon & Punk”, łączący fryzjerstwo męskie i damskie.

Maciej Lewandowski - poznański fryzjer, który zmienił moje spojrzenie na bryłę we fryzjerstwie. Maciej jest wyedukowanym fryzjerem, który stale szuka czegoś nowego i potrafi przekazać wiedzę. Naturalny i pracowity - bardzo wysoko w moich oczach.

Lucjan Szajbel - nietuzinkowa osobowość polskiego fryzjerstwa męskiego. Pracowity i powściągliwy. Znakomity edukator. Nie dba o zaszczyty ani wyróżnienia. Kilka razy był już u nas w Jamie, a razem robiliśmy pokaz „The Rebels”. Mistrz!

Zagraniczni:

Anthony Mancinelli - amerykański fryzjer, który pracował do 108 roku swojego życia. Specjalnie poleciałem do Nowego Jorku, żeby go poznać. Skromny, pracowity, dowcipny, religijny. Miał w sobie taką oldschoolową manierę podejścia do klienta, jakiej się teraz nie spotyka. Kiedy się spotkaliśmy, czekał na mnie na fotelu. Grzecznie się przywitał, opowiedział historię swojego życia i… pracował dalej. Wielki człowiek. Świeć Panie nad jego Duszą!

Garry Jackson - północnoirlandzki barber, którego miałem przyjemność kilka razy spotkać. Fajny kumpel- podobny do mnie wiek, broda, zainteresowania, muzyka, podejście do zawodu i życia. Fachowiec!

Schorem Barbers - to nie jedyny przypadek, gdzie nominowani w moim opisie zajmują miejsce kolektywnie. Dwóch niderlandzkich barberów Bertus i Leen pokazali kilka lat temu, że można fryzjerstwo męskie robić z pazurem, po mistrzowsku, z jajem, z muzyką, po punkowemu i z deskorolką w ręku. Wielkie ukłony dla obu panów - dużo nauczyłem się od nich.

Joth Davis - właściciel słynnej angielskiej barberskiej bandy Savills Barbers. Dokładne strzyżenia, tradycyjne fryzjerstwo, powiązanie wszystkiego z historią i duża wiedza teoretyczna. Poznałem i cieszę się, że mogłem uczestniczyć w kilku jego pokazach.

David Raccgulia - właściciel marki American Crew. Fryzjer, fotograf, wizjoner. Facet, dzięki któremu barbering znowu wrócił w Stanach Zjednoczonych. Miałem przyjemność słuchać go i widzieć jego pokaz - czad!

Niespotkani:

Antoine Cierplikowski - to od mojego nauczyciela technologii dowiedziałem się o tej postaci. Mega kariera polskiego fryzjera wciąż może być przedmiotem gruntownej analizy. No bo jak to jest - Polak z ruskiego zaboru wyjeżdża do Paryża z kilkoma groszami w kieszeni i robi międzynarodową karierę jak w bajce? Cud!

Zdzisław „Laurent” Gasparowicz Gas - poeta grzebienia i jeden z najważniejszych fryzjerów  w historii zawodu  w naszym kraju. Mistrz, rysownik, malarz, artysta. Uczeń Alexandre’a de Paris. W latach 90. wydawca magazynu dla fryzjerów „Laurent” o wysokiej jakości merytorycznej i artystycznej, który zawsze czytałem z wypiekami na twarzy.  Jego genialne malunki fryzur przeszły już do historii i powinno się o tym nauczać adeptów w szkołach. Przede wszystkim dla mnie jednak twórca fryzury do jednej z najlepszych okładek płyty winylowej. Mowa o „Alei gwiazd” Zdzisławy Sośnickiej. Fryzura geniusz - idealne odzwierciedlenie lat osiemdziesiątych.

Vidal Sassoon - jego matematyczne cięcia- celowo nie mówię strzyżenia tylko cięcia - bo to właśnie pojedyncze cięcia budują w tym przypadku fryzurę VS- to mistrzostwo, na którym wzoruje się mnóstwo fryzjerów na całym świecie. Prosto, geometrycznie i precyzyjnie. Nic nie dzieje się przypadkowo. Oprócz tego kariera biznesowa - pozazdrościć i brać przykład!

Nowi:

Kamil Turlej - nowa fala polskich barberów przyniosła między innymi Kamila z Warszawy. Piękna praca, spokojne, rzeczowe wytłumaczenie dlaczego tak, a nie inaczej, i ciągła chęć dążenia do doskonałości. Wielki fryzjer, którego miałem okazję gościć w swojej Jamie.

Natalia Kozłowska - młodziutka artystka z ekipy Alfa Parf. Jej show podczas Kongresu tej firmy w 2019 roku zachwycił mnie. Nazwałbym ją nowym wcieleniem Jagi Hupało - power, pomysłowość, muzyka, styl, spójność koncepcji, witalność, anty-schematyczność, czyli fryzjerstwo z samej góry!

Menspire - tę drużynę, a raczej barberską trupę, widziałem kilka razy podczas ich występów w UK. Skrzyżowanie vidalowych cięć z nowoczesnym geometrycznym strzyżeniem w angielskim stylu. Piękne. Zachwycające. Matematyczne i fantazyjne. Tak wygląda fryzjerstwo męskie XXI wieku!

Jako pierwszego wymieniłem mojego dziadka. Nie klasyfikowałem go do żadnej grupy. Jako ostatniego, również poza grupą chciałbym wymienić mojego syna. Nikodem Szulc, bo o nim  mowa, inspiruje mnie od pierwszych dni swojej pracy. Zaczął barberowanie w wieku 12 lat. Rok później szkolił już fryzjerów z dużym stażem. Cierpliwy, spokojny, opanowany, pracowity, skromny, konsekwentny i precyzyjny w robocie. Moralność i kultura osobista na najwyższym poziomie. Jeśli takie będzie fryzjerstwo męskie młodych ludzi w przyszłości, to możemy im spokojnie zostawić świat i wyjechać na plażę.

Od każdego z wyżej wymienionych przejąłem jakąś cząstkę. Jestem sobą, ale jestem też kompilacją różnych wpływów z zewnątrz. Żadna to ujma, że inspirują mnie różni ludzie.

Wszyscy oni  nauczyli mnie pracy, szacunku do ludzi, cierpliwości, dążenia do perfekcji i świeżości w podejściu do zawodu. Każdemu z osobna: DZIĘKUJĘ!

Wielu innych polskich i zagranicznych fryzjerów miało i ma wpływ na moje życie - może kiedyś stworzę ich całą antologię, a na razie przedsmak w postaci tych najważniejszych.

Konkluzją niech będzie zdanie, jakie wymawiał amerykański prezydent Theodore Roosevelt (ten wąsaty): „Największą nagrodą jaką daje nam życie, jest możliwość ciężkiej i wartościowej pracy”.

I tego się trzymajmy.

Adam Szulc

 

Posłuchaj komentarza Macieja Lewandowskiego na temat niniejszego felietonu:

 

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: