Powrót do natury

Od jakiegoś czasu obserwujemy w branży tendencję powrotu do naturalnego looku. Mam wrażenie, że zaczęło się od włosów. Najpierw były sztuczne, płaskie, plastikowe koloryzacje, baleyage, ciężkie pasma, monotonny kasztan czy ekstremalny platynowy blond. Powszechnie panowały mocno prostowane stylizacje i sztywne lok. Z biegiem czasu wszystkie stylizacje nieco złagodniały. Z przyjemnością patrzymy na subtelne rozświetlenia i refleksy, które delikatnie imitują naturalną pracę światła. Podziwiamy niesamowite w głębi odcienie, cudowne kasztany, brązy, szykowne, klasyczne blondy, łagodne sombre w wielu odsłonach, a także te bardziej ekstrawaganckie kolory tęczy, które nabrały klasy w całym ich kreatywnym szaleństwie niezależnie od tego, czy jest to ognista czerwień, czy słodki pastel. W stylizacjach wróciły swobodne fale i loki, czesane wiatrem kosmyki, lekkość i kobiecość nawet przy krótkich włosach.

2020-07-22 15:46:50
Autor:

Coraz większą sympatią cieszą się koloryzacje bez amoniaku czy kosmetyki, nawet już nie bio czy eco, ale wege. W ciągu ostatniego roku pojawiło się na rynku wiele marek tego rodzaju, a klientki coraz częściej o nie pytają.

Co słychać w naturalnej pielęgnacji?

Nie ukrywam, że jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ jako pasjonatka naturalnych metod pielęgnacji, mam wreszcie o czym szeroko rozmawiać. Oczywiście nie zapominam o kosmetykach profesjonalnych, ale wiele osób w ostatnim czasie pyta o domowe i całkiem naturalne metody pielęgnacji. I nie mówię o kosmetykach z najniższych półek sklepowych, a raczej o sposobach rodem z chaty zielarki. Fajne w tym jest to, że informacje, o których zapomniano gdzieś po drodze, klientki czerpią garściami i zawsze oczekują nowych. Pamiętacie płukanki z piwa do włosów kręconych, żółtko z oliwą i cytryną, odżywkę z drożdżami czy ocet winny? Akurat tych nie polecam, bo zapach bywa odrzucający i ciężki do usunięcia, ale stosowane na dłuższą metę zapewniały niesamowity efekt. Cóż innego w takim razie, jeśli nie to?

Metody, które wymieniłam, pamiętamy głównie z babcinych opowieści, ale dziś można nieco więcej. Trochę Wam podpowiem, resztę musicie ogarnąć sami. Ocet winny, który fantastycznie zakwasza włosy i wspomaga wygładzenie oraz nadaje połysk, możemy zastąpić sokiem z cytrusów. Oczywiście nie tym z kartonu, a tym z wyciśniętego owocu. Można wybrać dowolna nutę zapachową i po umyciu włosów zrobić płukankę, a po około 20 minutach spłukać chłodną wodą. Delikatne zakwaszenie na poziomie 2-3% poprawi wygładzenie, podciągnie połysk włosów, a zapach sprawi, że jeszcze długo będziemy czuć świeżość. Jeśli włosy potrzebują witamin i nawilżenia, klientce zaproponować można masę z zielonego ogórka lub aloesu z jogurtem naturalnym i miodem bądź bananem. Wszystko Klientka znajdzie prawdopodobnie w swojej lodówce. Oczywiście po tych cięższych mieszankach trzeba umyć włosy. Jakie jeszcze mamy możliwości?

Na wzmocnienie włosów sprawdzi się płukanka z naparu ze skrzypu polnego, pokrzywy lub chmielu. Najlepiej jeśli mamy dostęp do ziela, ale nie tego z torebki. Wszystko można, jeśli się chce. Mieszajcie, kombinujcie, analizujcie. Zwróćcie uwagę, jak wiele kosmetyków profesjonalnych bazuje na naturalnych składnikach i tym się podpiera. Niestety niejednokrotnie okazuje się, że do mocno uwrażliwionych włosów niezbędna jest pielęgnacja lub odbudowa chemiczna, ale nie stanowi to przeszkody do wspierania jej naturalnymi metodami.

Naturalny wizaż – czy to możliwe?

Ponieważ poza fryzjerstwem, moją miłością jest wizaż, tu również na szczęście wchodzą nowe trendy. Widać powolne odejście od szpachlowych makijaży z Instagrama, ciężko konturowanych, wielu warstw na twarzy, przerysowanych stylizacji. I jak najbardziej, sprawdzą się one do sesji zdjęciowej, na scenę, na ścianki, imprezy itp. Ale po co to komu na co dzień, o ile naprawdę nie ma takiej konieczności ze względu na blizny, bielactwo itp.?

Powoli kobiety odkrywają na nowo delikatniejsze, bardziej transparentne podkłady, naturalne powieki, wytuszowane rzęsy, ewentualne kępki rzęs zamiast firan przesłaniających świat. Powoli pokazują słodkie piegi, podkreślają subtelnie tęczówkę i naturalny koloryt ust. I nie mówię absolutnie o tym, że powinna wrócić monobrew czy trend total natural, bo nie chodzi o to, żebyśmy biegały zarośnięte jak sarenki na leśnej łące, ale o to, żeby uwydatniać naturalne piękno i podkreślać je. Oczywiście jest też parę naturalnych metod na pielęgnację cery. Pomijając legendarnego ogórka czy popularny aloes, maseczka z jogurtu, miodu i soku z cytryny cudownie odświeży cerę, rozświetli ją i doda satynowej gładkości. Peeling z cukru czy kawy z miodem ujędrni usta i poprawi ich koloryt, co więcej, zapobiegnie ich przesuszaniu się. Do cery problematycznej czy trądzikowej można polecić napar z rumianku, chmielu bądź bratka do delikatnego przemywania skóry twarzy.

Myślicie, że czegoś więcej bardzo potrzeba? Jeśli tak, to szukajcie wiedzy, twórzcie swoje zestawienia. Pamiętajcie, że takie naturalne składniki rzadko kiedy uczulają, są bowiem czyste, nie posiadają składników dodatkowych, o ile oczywiście pochodzą ze sprawdzonego źródła. Potrzeba jedynie chęci i cierpliwości, a metoda sama się znajdzie.

Powodzenia Wam życzę w tym dziwnym dziś czasie.

Barbara Robak

ZNAJDŹ NAS: