Wywiad z Edem Carsonem – gwiazdą pomadowych smakołyków

Amerykańska manufaktura pomadowa Pomps Not Dead jest coraz bardziej rozpoznawalną marką na świecie. Edwin Carson - pomysłodawca, a zarazem muzyk i barber to sympatyczna osoba, którą poprosiłem o wywiad.

2020-08-04 10:50:13
Autor:

Jeśli chcecie przeczytać więcej o nim, jego pracy i specyfice amerykańskich barber shopów zapraszam do przeczytania mojej najnowszej książki „Następny Proszę!”. Tam znajdziecie sporą dawkę wiedzy o fryzjerstwie męskim zza oceanu.

Pomps Not Dead słynie z robienia pomad do włosów w tradycyjnej, woskowej recepturze. Robi je z hardcorowym zacięciem i ozdabia swoje puszki logotypami zespołów. Slayer, Refused, Cymeon X, Booze & Glory, Sick Of It All, The Corpse, Integrity, Minor Threat, Bad Brains i wiele innych nazw znajdziecie na wieczkach dedykowanych artystom.

Miłej lektury.

Adam Szulc

Ed, napisz proszę skąd pochodzisz, jakie są Twoje zainteresowania i jak dotarłeś do USA?

Jestem Filipińczykiem. Mam już trochę powyżej czterdziestki. Kocham muzykę hard core i punk. Przeprowadziłem się do Stanów ponad dwadzieścia lat temu. Zależało mi, żeby zdążyć przed 21 urodzinami, żeby nie utracić statusu imigranta.

W kręgach pomadowych jesteś dość znaną w Europie osobą. Powiedz, jak się z tym czujesz i jaka jest recepta na sukces?

Nie twierdzę, żebym był nie wiadomo jak sławny, ale wiesz jak to jest: kiedy ludzie zainteresują się Twoimi produktami, to zainteresują się również twoją osobą. Ja po prostu robię to, w co jestem wkręcony czyli pokazuję, jak można połączyć muzykę i skateboard z produktami do włosów. Myślę, że ludzie widzą, że to jest szczere.

Jesteś facetem, który tworzy pomady związane ze sceną hard core punk. Jak znajdujesz chętne zespoły i czy one zgadzają się na to? Dlaczego akurat takie kapele wybierasz i jak Ci się pracuje z artystami?

Zespoły, którym oddaję hołd w moich kosmetykach to są te, które kocham i które dały mi impuls do pozytywnych działań w moim życiu. Dlatego mocno angażuję się w to co robię i to jest lubiane przez kupujących za pełną uczciwość i szczerość. Nie przygotowuję pomad pod czyjeś sugestie. Raczej sam wszystko wymyślam, a zespoły przy tym się całkiem dobrze bawią, bo dla nich to jest też coś zupełnie nowego. Oczywiście każda kapela wyraża zgodę na bycie na opakowaniu. Nie działam tylko z zespołami ze sceny punkowej. Mam też w swojej stajni na przykład Reverend Horton Heat - teksański rockabilly band albo F.Y.I., czyli pierwszą kapelę jaką zobaczyłem na żywo w USA. Robiłem również mazidło do włosów dla country zespołu Doug C and The Blacklisted prowadzonego przez znanego Douga Carriona - postaci związanej z takimi zespołami jak Dag Nasty i Descendents. Na początku wszyscy wydają się być trudni, ale po chwili lody kruszeją i bez problemu dogadujemy szczegóły.

Oprócz swoich serii pomad do włosów robisz też sporo limitów i kastomów dla różnych ludzi. Jak organizujesz się w takim chaosie?

Problem w tym, że nie jestem zorganizowany - ha, ha, ha!! Robię tego tak dużo, że chciałbym trochę przystopować. Nie mamy z żoną zbytnich warunków mieszkaniowych, myślimy o przeprowadzce, ale zobaczymy co czas przyniesie.

Opowiedz o swojej kooperacji z inną, znaną, amerykańską manufakturą pomadową Lockhart’s.

Tak to prawda - takie coś miało miejsce. Steve z Lockhart’s poprosił mnie, żebym zrobił dla niego jedną z pomad dla jego tarotowej serii. Nazywa się ona HIEROPHANT. To było fajne zagadnienie.

Jesteś muzykiem i grasz w różnych zespołach, projektach. Opowiesz nam coś o tym?

Oj tak. Nawet kiedy mieszkałem jeszcze na Filipinach, grałem zawsze w kapelach. Mój pierwszy zespół Underdogs miał kłopoty, bo graliśmy cover Sex Pistols „Anarchy in the UK”. Szkoła, w której mieliśmy próby, była katolicka i trochę nas banowali - ha, ha, ha! Potem w średniej szkole grałem w Shrapnel. Nawet wydaliśmy kilka płyt i graliśmy sporo koncertów. W tym samym czasie grałem w Left of Center. Z nimi nagrałem dwa albumy. Wtedy grałem na gitarze, ale kiedy przyleciałem do Teksasu i chciałem dołączyć do jakiegoś zespołu, okazało się, że gitarzystów jest tu na pęczki. Kupiłem więc bas i zacząłem wymiatać na nim. Przez parę lat później nie grałem, ale potem znowu odnowiłem dawną miłość i wstąpiłem do trzech kapel od razu: Feels like Murder, Fuska i Reagan Era Rejects. Teraz gram tylko w Liberty & Justice.

I właśnie ten zespół, w którym jesteś teraz, czyli właśnie Liberty & Justice, jest coraz bardziej popularny. Na jednej z płyt śpiewa z Wami nawet Roger Miret z Agnostic Front. Powiesz nam trochę, jak do tego doszło?

To było szalone, że legenda z Nowego Jorku śpiewa z nami na płycie. Brzmiało to niewiarygodnie, ale się stało! Na tamtym albumie śpiewało też kilka innych znanych, scenowych postaci: Johnny Rioux (Street Dogs), Matt Henson ( Noi!se ) iJoe Blow ( Dog Company ). Jednak najwięcej pomógł wspomniany przez Ciebie Roger. Dał z siebie dużo serca na tę płytę i podzielił się z nami cennymi wskazówkami.

A poza tym to wies- jesteśmy wielkimi fanami Agnostic Front, a nazwa naszego zespołu jest wzięta z tytułu ich trzeciego albumu, więc musiało się tak skończyć.

Czy gracie sporo koncertów? Kiedy zobaczymy Was w Europie?

Przed pandemią graliśmy zaledwie jeden koncert w miesiącu. Mamy rodziny. Mamy pracę i obowiązki, więc sam pewnie wiesz, jak trudno to wszystko pogodzić. Jak tylko ruszą znowu koncerty jak dawniej, to na pewno przylecimy do Europy na koncerty.

Skończyłeś niedawno szkołę barberską. Napisz ile to trwa, jakie są procedury i jakie są koszty takiej nauki?

Jestem właśnie świeżo po skończeniu takiej szkoły. Zajęło mi to rok i trzy miesiące, w którym to czasie z początku miałem poświęcić 1500 godzin na naukę. W trakcie roku jednak skrócono cały proces do 1000 godzin. Moja szkoła jest w miarę tania. Cały kurs kosztował 4 tysiące dolarów, a są w okolicy szkoły, w których ten sam kurs może kosztować nawet 20 tysięcy dolarów. Moim zdaniem i tak wszystko zależy od ucznia.

Brałeś kiedyś udział w pokazie najsłynniejszych barberów świata Schorem Barbers z Holandii. Jakie były Twoje odczucia?

To było wspaniałe uczucie. Poznałem Leena i Bertusa gdy byli z pokazami w Teksasie. Byłem trochę zdenerwowany, bo byłem ich modelem na strzyżenie. Byłem na scenie, a tam wiesz: kamery itd. Ale był to zabawny czas, który mnie sporo nauczył.

Pracujesz w barber shopie? Dużo macie klientów?

Pracuję w barber shopie o nazwie EAST END BARBER. To lokal mojego kumpla Ryan’a z zespołu, który jest barberem. Na razie pracuję na recepcji, bo wciąż czekam na licencję. Bez niej nie można w USA pracować przy fotelu. Przed pandemią mieliśmy sporo klientów, a teraz jest wszystko takie dziwne, są nowe restrykcje bezpieczeństwa i nie ma już tego klimatu…

Jakie są Twoje inspiracje do codziennej pracy w zakładzie?

Bacznie przyglądam się barberom w moim zakładzie. Naprawdę świetnie strzygą. Ryan poświęca mi sporo czasu pokazując techniki i opowiadając o wszystkim, co ważne w zawodzie. Bardzo lubię filmy wspomnianych już tutaj chłopaków z Schorem. Oni są prawdziwą inspiracją i z przyjemnością i rozbawieniem przyglądam się ich pracy.

Jak teraz wygląda sytuacja covidowa w Teksasie?

Jest kiepsko. Teksas ma najgorsze wskaźniki i największą ilość zarażonych ludzi covidem. Wszyscy musimy zachowywać dystans i dbać o podstawowe bezpieczeństwo. Jednak jest też tu wielu ludzi, którzy traktują to wszystko jak wielką ściemę i nie stosują się do żadnych zaleceń. To mnie dobija, bo widzę jak przez brak izolacji umiera coraz więcej ludzi. Ja będę nosił maskę tak długo, jak to będzie potrzebne.

Co robisz w wolnym czasie?

Najbardziej lubię oglądać telewizję.
 

Coś do dodania?

To zaszczyt dla mnie, że przeprowadziłeś ze mną wywiad do „Barber Expert Magazine” Miałem też przy tym trochę rozrywki w tych ciężkich czasach. Jestem za to wdzięczny. Cieszę się , że znam Cię Adam i mam nadzieję spotkać się z Tobą jak najszybciej jak tylko świat znowu wystartuje.

Dziękuję za wywiad.

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: