Ile to wszystko jeszcze potrwa?

To pytanie w gruncie rzeczy retoryczne. Bo nie ma nikogo na świecie, kto by na dzień dzisiejszy znał na nie odpowiedź. Odnosi się ono oczywiście do pandemii, ale przede wszystkim do nałożonych przez Głównego Inspektora Sanitarnego w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia restrykcji, rygorów i zaleceń sanitarnych dla branży beauty po ponownym otwarciu lokali.

2020-10-30 10:22:45
Autor:

Fakt jest taki, że od 18 maja 2020 roku pracujemy na innych zasadach, niż przed pandemią. Czy słusznie? Rozważę to.

Zacznę od tego, że zakłady fryzjerskie i kosmetyczne nie robią nikomu łaski, że są czyste i że zwracają szczególną uwagę na higienę zarówno lokalu, narzędzi jak i osobistą higienę pracowników. To jest nasz obowiązek. Żaden nakaz z sanepidu i żadne, nawet najbardziej śmiałe teorie o tym, czy Covid-19 jest, czy go nie ma, tego nie zmienią. Nie trzeba było być specjalnie spostrzegawczym, żeby zauważyć fakt, który jest niestety taki, że przed lockdownem stan higieniczny części zakładów fryzjerskich i kosmetycznych delikatnie mówiąc pozostawiał wiele do życzenia. Nie czepiam się nikogo z osobna. Sam wiem, jak pracowało się kiedyś i jaką przeszedłem drogę do momentu, jaki jest teraz. Jednak współczesne czasy nie są dla fryzjerów- flejtuchów. Klient siedząc w poczekalni zwraca uwagę na to, jak zakład wygląda, jakie są zachowania pracującego tam personelu i jak przestrzega się procedur higienicznych. Co prawda teraz teoretycznie nie ma poczekalni, więc może kolejny potencjalny klient nie zauważy tego, czego nie powinien, co nie zmienia faktu, że porządek i czystość u fryzjera to rzeczy święte.

Dlaczego to jest takie ważne?

Okazuje się, że to nie my wymyśliliśmy proch i wszystko, co się tyczy zagrożeń chorobowych w zakładach fryzjerskich i ich zapobieganiu poprzez odpowiednie procedury sanitarne, jest znane w branży fryzjerskiej od przynajmniej stu pięćdziesięciu lat, a pierwsze uregulowania dotyczące tego tematu pochodzą jeszcze ze średniowiecza.

Badania z końca XIX wieku doprowadziły do wprowadzenia regulacji higienicznych bezpośrednio do zakładów fryzjerskich. Badania te dotyczyły banalnych akcesoriów codziennego, fryzjerskiego użytku. Mianowicie chodziło o ręczniki używane do golenia oraz ałuny, które służyły do tamowania krwi. Niemieccy i amerykańscy mikrobiolodzy wzięli te przedmioty pod mikroskopy. Na wszystkich artefaktach znaleziono tak ogromną ilość wirusów, że naukowcy oglądając to, nie mogli wyjść ze zdumienia. Jeden z nich stwierdził, że tylko w dwóch przeznaczonych dla ogółu  miejscach jest taka ilość zarazków. Są to barber shopy i… domy publiczne. Tak więc sięgnęliśmy dna. Jednak taki stan rzeczy miał swoje plusy. Sprawił, że od dna można było się tylko odbić. Przeprowadzone zadania zaowocowały to nowymi, sanitarnymi regulacjami, naukowymi rozprawkami o higienie i uświadomieniem barberskiej braci. Od tego momentu zaczęły się pojawiać książki do nauki fryzjerstwa męskiego, których kolejne wydania tematami coraz śmielej wkraczały na terytorium zarezerwowane dotychczas dla lekarzy i higienistów.

Pandemia koronawirusa Sars-Cov 2, która na całym świecie wciąż się objawia, rozprzestrzenia i wbrew oczekiwaniom nie chce się skończyć, pozostając z nami od kilku miesięcy. Jakkolwiek lekceważąco i pobłażliwie byśmy tego w zakładach rzemieślniczych nie traktowali, niektóre z nakazów nie powinny nas w ogóle dziwić ani oburzać, bo mają chronić nas i naszych klientów. Przypomnę więc jakie są obowiązujące teraz w Polsce nakazy, jakie są wytyczne i zalecenia oraz jak należy wprowadzać procedury.

13 maja Główny Inspektor Sanitarny umieścił na swojej stronie listę wytycznych przeciwepidemicznych dla gabinetów świadczących usługi kosmetyczne w trakcie epidemii SARS-CoV2. Nowe dla nas procedury to:

  • zachowywanie dwumetrowego dystansu między stanowiskami lub ewentualne przepierzenia między nimi,
  • noszenie przez pracowników maseczek/przyłbic i jednorazowych rękawiczek,
  • stosowanie do każdego wykonywanego zabiegu jednorazowych podwłośników,
  • brak poczekalni,
  • brak osób towarzyszących klientowi,
  • umawianie wizyt na konkretną godzinę,
  • czekanie przez klientów na swoją kolej na zewnątrz lokalu,
  • obowiązek wchodzenia noszenia przez klientów maseczek/przyłbic,
  • zakaz podawania napojów,
  • zakaz używania telefonów komórkowych w zakładzie przez klientów oraz przez pracowników w trakcie wykonywania usługi,
  • umieszczenie w widocznych, dostępnych dla każdego miejscach płynów do dezynfekcji rąk i regularne ich stosowanie przez wszystkie osoby znajdujące się w pomieszczeniu,
  • zakaz korzystania z toalety przez klientów,
  • noszenie przez pracowników odzieży ochronnej, która po skończonej pracy powinna zostać w szafce BHP,
  • regularne czyszczenie powierzchni dotykanych przez wiele osób, takich jak: klamki, poręcze, włączniki światła czy miejsca przy recepcji.

    Informacje o wszystkich wytycznych i nakazach powinny znajdować się w widocznym miejscu przed wejściem do lokalu oraz na stronach internetowych zakładu lub w mediach społecznościowych prowadzonych przez daną firmę.

Tyle suche przepisy. Jak to wygląda w praktyce?

Jeśli chodzi o sposób wprowadzania procedur, to sądzę, że fakt zamknięcia przez długi czas zakładów fryzjerskich i brak możliwości wykonywania pracy sprawiły, iż łatwiej nam wejść w te nowe buty. Trudniej byłoby nam przestawić się na nowe regulacje z dnia na dzień. Myślę, że do wszystkich działań trzeba podejść na spokojnie zachowując zdrowy rozsądek bez względu na to, czy mamy status właściciela, czy pracownika. Odpowiednie myślenie w przód i regularne zaopatrywanie zakładu w środki czystości, pomogą w spokojnym prowadzeniu działalności. Na pewno zostanie to docenione przez odwiedzających nas klientów.

W pierwszych tygodniach po otwarciu zakładów wszyscy dość mocno przejęliśmy się sytuacją. Fakt, że spędziliśmy ponad dwa miesiące w domu nasłuchując wiadomości o kolejnych zakażeniach, obostrzeniach i zgonach na całym świecie, wzmagał poczucie z jednej strony bezsilności, ale też z drugiej pokazywał, że każdy z nas może mieć wpływ na to, co dzieje się w jego salonie czy zakładzie fryzjerskim. Myślę, że nauczyło nas to spojrzenia z szerokiej perspektywy na cały problem oraz większej odpowiedzialności za siebie, rodzinę, klientów, pracowników i resztę społeczeństwa.

U mnie w barber shopie trzymamy rygory sanitarne cały czas. Wszystkie wyżej wymienione przeze mnie wytyczne przeciwepidemiczne są cały czas stosowane z największą starannością. Klienci od początku wykazują dużą dyscyplinę i poza nielicznymi wyjątkami większość nie widzi problemu w zastosowaniu się do nowych reguł gry. Nie wiadomo przecież jak długo one z nami pozostaną, tak samo jak nie wiadomo, czy „stary świat” jaki znaliśmy do marca 2020 roku jeszcze kiedykolwiek wróci. Potwierdziły się moje przypuszczenia wyrażone w jednym z artykułów dla „Kuriera Fryzjerskiego”, że niektóre hurtownie branżowe mogą nie być przygotowane na otwarcie zakładów fryzjerskich w maju. Trudno było zdobyć cokolwiek, co wcześniej nie stanowiło żadnego problemu -ręczniki jednorazowe, płaszczyki foliowe, rękawiczki czy dezynfekcja. Teraz sytuacja jest trochę łatwiejsza. Sam też kupuję sporo na tak zwaną górkę. Obawiam się jednak, że łatwiej w tym momencie kupić jednorazowe artefakty, ponieważ część zakładów przestała stosować rygory sanitarne w pełnym zakresie. Wiem to z rozmów z klientami, fryzjerami i osobami pracującymi w branży. Tacy outsajderzy narażają siebie i innych na możliwość przenoszenia zakażenia oraz na ewentualne sankcje finansowe ze strony organów kontroli. Od pobłażliwości w jednym temacie jest tylko krok do zaprzestania myślenia w kategoriach czystości na całej linii lokalowej. Jakkolwiek pandemia na świecie nie została odwołana, to oprócz „antypandemicznych” działań fryzjerzy bez względu na panującą sytuację, MUSZĄ stosować się do procedur higienicznych, które obowiązywały (i wciąż obowiązują!). Znaczy to ni mniej ni więcej, że dezynfekcja blatów, narzędzi, rąk i powierzchni nie jest z nami tylko na okres koronawirusowej gorączki, ale przez CAŁY CZAS! Pisałem o tym obszernie w wydanej dwa lata temu książce „Fryzjer Męski”. Jest tam spory rozdział o higienie, który był pisany przed „nowymi” czasami, zatem nie był obciążony myśleniem pandemicznym. Tam można znaleźć wszystkie zalecenia, przepisy, wytyczne i nakazy, jakie obowiązują każdy lokal branży beauty. Każde szkolenie rozpoczynam pogawędką od czystości i higienie. Dopiero potem, przechodząc do jakości wykonywanych usług, całego anturażu, zaangażowania, technik, narzędzi itd. Programy telewizyjne traktujące o rewitalizacji zakładów fryzjerskich sporą część swoich uwag odnoszą właśnie do higieny. Fakt, że trzeba o tym przypominać często fryzjerom ze sporym bagażem zawodowym, pokazuje tylko skalę problemu. Uważam, że dopiero w czystej i bezpiecznej pracowni można dokonywać jakichkolwiek metamorfoz.

Mam nadzieję, że pandemia skończy się jak najszybciej, ale traktuję to tylko jako przejaw myślenia życzeniowego. Jak będzie, to czas pokaże. Na pewno nie chciałbym, żeby znowu zamykano nas na dłuższy czas, ale to zależy od postawy nas wszystkich. Pokażmy, że jesteśmy branżą, która nie myśli tylko o czubku własnego nosa, nowym basenie i wakacjach. Ze względu na setki lat tradycji jesteśmy w pewnym sensie zobowiązani do niesienia pokoleniowej pochodni i podtrzymywania fryzjerskiego ognia w najlepszej jakości, jaka tylko jest możliwa. Nie zaniedbajmy zawodu, bo tego oczekują od nas rodziny, klienci i kolejne pokolenia fryzjerów.

Adam Szulc

 

ZNAJDŹ NAS: