Współczesny wizerunek mężczyzny z włosami i bez - czy mężczyźnie wolno łysieć?

Oglądając niejeden film akcji, patrzyliśmy na Bruce’a Willisa czy Jason’a Statham’a, którzy na każdym kroku emanowali swoją męskością i właściwie mało kto zastanawiał się, czy w wizerunku przystojnego i twardego mężczyzny przeszkadza mu łysina widoczna na głowach aktorów. Albo inaczej: wielu nas mogłoby powiedzieć nawet, że łysina korzystnie wpływa na atrakcyjność mężczyzn. Niestety szczerze powiedziawszy przykładów łysiejących przystojniaków, których zobaczymy w roli innej niż „dobrych” gangsterów raczej nie zobaczymy…

2020-11-26 13:13:19

Rola filmowego amanta w komedii romantycznej czy trzymającym w napięciu thrillerze zazwyczaj przypada panom z bujną czupryną, a łysiejący mężczyźni mogą liczyć na rolę co najwyżej przestępcy lub życiowego nieudacznika. Od razu pojawia mi się przed oczami postać Joe’go Pesci’ego, grającego złodzieja w filmie „Kevin sam w domu”, który po nieudolnym złapaniu Kevina biega w obu częściach filmu z łysą głową. Gdy będąc małą dziewczynką oglądałam ten film nie sądziłam, że kilkanaście lat później będzie to jeden z częściej przypominających mi się wątków tego znanego na całym świecie sequelu.

Wróćmy jednak do teraźniejszości. Jak dzisiaj postrzegana jest męska łysina? Otóż nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem potwierdzającym lub negującym wagę problemu. Postaram się za to przytoczyć najważniejsze kwestie, które będą świadczyć o tym, że utrata włosów, niezależnie od tego, czy dotyczy kobiet czy mężczyzn, potrafi tak samo dać w kość i spowodować, że temat włosów skutecznie uprzykrzy nasze życie.

Odbiór tego artykułu będzie uzależniony od tego, czy Ty – Drogi Czytelniku – borykasz się z problemem łysienia, czy też Twoim jedynym zmartwieniem jest ujarzmienie tony niesfornych włosów po przespanej nocy. Prawda jest taka, że dopóki nie tracimy włosów, nie wiemy jaka jest ich waga. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ten atrybut urody decyduje o naszym postrzeganiu siebie, swojej atrakcyjności, swojego ciała. Jako psycholog bardzo często pracuję z mężczyznami, którzy mówią mi, że kiedyś, gdy patrzyli na Bruce’a Willis’a myśleli, że i oni bez problemu mogliby mieć taką „fryzurę” jak on. Ta perspektywa zmieniła się jednak, kiedy dotknęła ich rzeczywistość walki z zakolami i pojawiającym się gniazdkiem na szczycie głowy. Wtedy u moich pacjentów pojawiało się często uczucie, które do tej pory było nieznane - wstyd. Czuli wstyd spowodowany tym, że inni patrzą na ich gołą skórę głowy. Często w takich przypadkach mówię, że nagość skóry głowy jest jak nagość intymnych części ciała. Jest jak wyjście do ludzi bez spodni, bez bielizny. Czujemy się zawstydzeni, że obnażyliśmy się. Są oczywiście osoby, które nie boją się takiej „włosowej” nagości, podobnie jak są osoby, które nie boją się odsłaniać swojego nagiego ciała na plaży nudystów. Nie jest to jednak norma.

Po drugie, ważny jest wiek. Jeśli problem łysienia dotyka młodego chłopaka, który dopiero wchodzi w dorosłe życie, może mieć duży problem ze swoją utratą włosów. Dlaczego? Odpowiedzi nie musimy szukać daleko. Młodzi dopiero wchodzą w życie zawodowe, gdzie pierwsze skrzypce często odgrywa wygląd. Ten etap przechodzenia z -naście, na -dzieścia, jest też czasem szukania swojej drugiej połówki. Budowanie relacji zawsze jest łatwiejsze, kiedy czujemy się bardziej atrakcyjni wizualnie. Co więcej, a tego chyba tłumaczyć nie muszę, żyjemy w czasach, w których dobry wygląd jest bardzo wymagany. Co pokażemy na swoim Instagramie albo na Tinderze? Głowę z ogromnymi zakolami? Na pewnej popularnej stronie internetowej znaleźć można zdjęcie łysiejącego mężczyzny określonego mianem „przegryw”. Taki „przegryw” nie znajdzie sobie dziewczyny i nigdy nie będzie atrakcyjny… Jeśli nie będzie miał włosów.

Po trzecie chciałam też wspomnieć o pewnej dysocjacji, z jaką mam wrażenie obecnie się zmagamy. Od wieków istnieje problem męskiego łysienia. Większość młodych mężczyzn wie, że w przyszłości niemal na pewno czekają ich zakola i tonsura na czubku głowy. Tak samo, jak kobiety wiedzą, że wpływ „grawitacji” właściwie na całe ciało, jest nieunikniony. Istnieją nawet powiedzenia mówiące o tym, że „łysieć trzeba z godnością”. Z drugiej natomiast strony mamy social media i reklamy, które wręcz krzyczą ze wszystkich stron „zadbaj o swoje włosy mężczyzno!”. Bądź tu mądry i odgaduj, czego chce od nas świat… I tu powiem Tobie, co ja myślę na ten temat. Nie zastanawiam się, co o włosach mówi świat, co pokazują reklamy, czy konta influencerów na Instagramie, tylko co ja czuję i co czuje każda osoba, która doświadcza tego problemu. Czujesz się jak Jason Statham z zakolami? Super, bardzo się cieszę! Masz postępującą tonsurę i brak Tobie odwagi, żeby wyjść ze znajomymi na miasto? Tak być nie może! Twoje włosowe obawy odejmują Ci radość z życia, dlatego zacznij coś robić ze swoim problemem! Nie oceniajmy się też nawzajem. Nie oceniajmy kolegi, który idzie na mezoterapię, żeby wyhamowywać swój problem. Nie namawiajmy łysego męża na przeszczep włosów. Nie żyjmy wyborami innych i nie patrzmy na te wybory przez własny pryzmat. Przyjmijmy do wiadomości, że decyzję dotyczącą włosów każdy musi podjąć w zgodzie z samym sobą. Nam pozostaje ten wybór uszanować.

Myślę, że pogodzona ze swoją łysiną męska część moich czytelników może powoli zabierać się za kolejny artykuł tego wydania, ale dla panów, którzy czują niedosyt i zastanawiają się, co właściwie powinni zrobić dalej ze swoim włosowym problemem, przygotowałam dalszą część tekstu. Opowiem w niej o rozwiązaniu pozwalającym zażegnać problem z łysiną. Tym razem nie wspomnę o przeszczepach, możliwościach zabiegowych, które opóźniają proces androgenizacji, tylko zajmę się tematem niechirurgicznych uzupełnień włosów.

Metody uzupełnień włosów niechirurgicznych polegają na wykonywaniu bazy imitujących naturalną skórę głowy (bazy siateczkowe), lub bazy na tyle transparentne (bazy injection), aby własna skóra głowy prześwitywała. Następnie na takich bazach montuje się naturalne włosy słowiańskie o określonych parametrach odpowiadających naszej naturalnej fryzurze lub takiej, jaką chcielibyśmy uzyskać. W kolejnym etapie za pomocą hipoalergicznych klejów lub taśm są one mocowane do naszej głowy, przez co możemy traktować te włosy jak własne. Możemy je bez obaw czesać, czy uprawiać sporty nie czując elementu łączenia podczas noszenia. Dzięki bardzo cienkiej fakturze baza jest niewyczuwalna, a wstrzyknięte w nią włosy utrzymują kierunek naturalnie wyrastających włosów.

Jest to rozwiązanie dla wszystkich panów, u których nie sprawdził się chirurgiczny przeszczep, mikrowłókna, czy długoletnia terapia finasterydem. Jeśli sam znajdujesz się w takiej sytuacji i zastanawiasz się, jak „odzyskać” swój potencjał włosowy, zapraszam Cię do kontaktu i na stronę www.hairlab.pl, gdzie pomagamy również mężczyznom!

Wasz psycholog od włosów,
Magda
 

Magdalena Szymczak

mgr psycholog, diagnosta, trycholog, autorka książki: „Problem w głowie czy na głowie. Dowiedz się, z czym naprawdę walczysz!”. Prowadzi bloga www.psychologodwlosow.pl. Autorka licznych publikacji związanych z tematyką włosów, często pojawia się jako psychotrycholog w porannym programie Dzień Dobry TVN. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe w zakresie psychologii klinicznej SWPS, oraz w zakresie dietetyki w chorobach wewnętrznych i metabolicznych WUM. Założyciel Fundacji Włos ma Głos, oraz członkini-założycielka ICATA. Współwłaścicielka Kliniki Włosów Hair Lab w Warszawie, gdzie pracuje z osobami borykającymi się z utratą włosów na różnym tle. Na co dzień pracuje z włosowymi przypadkami. Prowadzi autorski program terapeutyczny dla osób zmagających się z trichotillomanią. Zajmuje się również projektowaniem niechirurgicznych uzupełnień włosów.

www.hairlab.pl
www.psychologodwlosow.pl

ZNAJDŹ NAS: