Świątecznie

Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym powinniśmy usiąść, wyluzować, odpuścić stare spory i umieć porozmawiać z drugim człowiekiem. Bo kiedy jak nie teraz? Przecież cały rok gonimy za codziennością próbując poukładać wszystkie puzzle, więc chociaż w te kilka dni dajmy spokój z tym, co niepotrzebne.

2020-12-15 09:42:06
Autor:

Jak to wygląda z mojej perspektywy?

Hmmm…. Święta bardzo lubię. To był zawsze taki jedyny moment w młodzieńczym czasie, w którym naprawdę mogłem powiedzieć, że jesteśmy rodziną. Fakt, że było inaczej niż zwykle i ojciec z mamą mieli trochę więcej czasu dla na nas, a przy stole wigilijnym można było po prostu porozmawiać jak dziecko z rodzicem, było dla mnie bezcenne. Te niejadane w ciągu roku potrawy też dodawały uroku, ale inna sprawa była taka, że część spożywki w postaci szynek czy pomarańczy pojawiała się tylko w tym okresie. Ubieranie choinki w dzień wigilijny rano połączone z corocznym oglądaniem brodatego Kenny Rogersa w roli Świętego Mikołaja z niesamowitą Dolly Parton jako Śnieżynką było czymś, na co czekałem cały rok bez względu na wiek. Właśnie zauważyłem na jednym z telewizyjnych serwisów streamingowych, że ten film pojawił się w ofercie i na pewno obejrzymy go między jednym a drugim Kevinem, który corocznie gubi się rodzicom. Jestem ciekaw, czy po latach budzi to jeszcze takie emocje?

Pewnie popatrzę teraz na to trochę inaczej, ale same Święta kojarzą mi się jako mocny czas czytelniczo-towarzyski. Zawsze otrzymuję pod choinkę rozmaite książki i staram się przerobić je już w te dwa gwiazdkowe dni, więc włącznie z odwiedzinami gości trzeba znaleźć na wszystko dobry moment.

Dopiero co obchodziliśmy kolejną, już teraz prawie okrągłą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Było to 13 grudnia 1981 roku w niedzielę i rocznica również wypadła w siódmy dzień tygodnia. Pamiętam wtedy, jak z braćmi i kumplami z osiedla cieszyliśmy się, że do końca roku kalendarzowego nie będziemy już chodzić do szkoły i od poniedziałku rana już byliśmy na górce na sankach z dziesiątkami innych dzieciaków. Ministerstwo Edukacji nie przewidziało dla nas wersji on line :)

Wspominam o tych sankach, bo górka, mróz, śnieg i te właśnie sanki były nieodłącznymi elementami zbliżających się Świąt, a zimy były wtedy konkretne, a może po prostu normalne? „Pani kierowniczko, jest zima, więc musi być zimno - takie jest odwieczne prawo natury”- filozofował palacz z barejowskiego „Misia”, a kto widział ten obraz ten wie, że cała akcja dzieje się tuż przed Świętami Gwiazdkowymi właśnie. Nie zabrakło tam akcentu fryzjerskiego. No tak, o tym bym nie mógł nie wspomnieć! Słynna scenka w eleganckim, warszawskim zakładzie fryzjerskim przeszła już do historii i można jej się przyjrzeć na kanale filmowym i podpatrzeć, jak wyglądała obsługa klienta. „Tu nie wolno palyć”- słowa wypowiedziane przez szefa lokalu, granego tu przez prawdziwego ojca głównego bohatera Stanisława Tyma informują, że to wcale nie było takie oczywiste. Nieprzypadkowo tata Tyma był z zawodu fryzjerem damskim, więc świetnie się wczuł w rolę golibrody ze stolicy. Jednak wspominam „Misia” nie tylko dlatego. Pokazane tam scenki z przygotowań bożonarodzeniowych w postaci zdobywania i potem dowozu do miasta choinek opowiadają nam o tym, że świat teraz już wygląda zupełnie inaczej, choć jak zawsze najważniejsi powinni być ludzie, ich sprawy i… przygotowania do Świąt.

Warto też w tym czasie przypomnieć sobie inny polski film o trzy lata młodszy od wyżej opisywanego. Nosi tytuł „Wesołych świąt” i w pewnym sensie ma podobną strukturę do „Misia”. Znowu rozchodzi się o dostarczenie drzewek świątecznych do Warszawy, co okazuje się wcale nie było takie proste, a upłynnienie tychże to już w ogóle była trudna sztuka, zwłaszcza dla tych z prowincji, którzy myśleli, że wystarczy przywieźć towar, ustawić się gdzieś na placu i po prostu sprzedać. W tymże obrazie oglądamy wspaniałą scenę z zakładu fryzjerskiego, który przed wizytą dawno niewidzianego kolegi- notabla odwiedza nie kto inny, jak jeden z bardziej znamienitych aktorów tamtego czasu – Janusz Kłosiński. Pokazana tam scena mycia głowy do przodu jest majstersztykiem. Po umyciu, ogoleniu i doprowadzeniu się do porządku można było pójść na salony, żeby nie zrobić wstydu przed starym towarzyszem broni.

Święta to wiele aspektów fryzjerskich, do których niewątpliwie należy sam główny bohater ceremonii rozdający prezenty. I bez względu na to, czy zostawia je nocą w skarpecie czy przychodzi osobiście to jego aparycja musi być bez zastrzeżeń i w naszej cywilizacji ma dobry społeczny odbiór. No właśnie ten społeczny wymiar wyglądu Mikołaja jest ważny i w związku z tym przypomina mi się jak kilka dni temu jeden z małoletnich klientów, który siedział u mnie na fotelu zapytał mnie jaką on ma fryzurę i jaką na nią nakłada pomadę! Zbił mnie mocno z pantałyku i zastanawiałem się nad tym, co tak naprawdę o Nim wiemy w kwestii włosów i kosmetycznych upodobań? Pewnie tyle co powiedzą reklamy pewnego gazowanego napoju lansującego wizerunek przerośniętego krasnala, ale w tym wszystkim konstatuję, że Święty czapkę zdejmuje rzadko i tylko czasami spod niej wychodzą siwe pukle. Natomiast Jego atrybutem numer jeden jest broda! A broda Świętego Mikołaja, zwanego u nas Gwiazdorem, ma bardzo dobre społeczne postrzeganie. Długa i siwa kojarzy się ze statecznością, wiekiem, mądrością, stabilizacją, zrozumieniem i doświadczeniem. Zauważmy, jak postrzegana jest czarna broda, zwłaszcza ta farbowana na kolor najczarniejszy z czarnych. Taki odcień w pop kulturze kojarzy się ze szwarc charakterami, jak w przypadku słynnego pirata Czarnobrodego czy choćby popa rodziny carskiej Rasputina. W ogólnym odbiorze nie przynależy ona do ludzi sympatycznych i pełnych ciepła, wręcz przeciwnie - podskórnie ale i zewnętrznie bije z takiej osoby niepokój. Takie dywagacje na temat koloru brody są na tyle istotne w naszej branży, że trzeba się odnieść do nich na fotelu fryzjerskim. Klienci często przecież pytają, czy warto pofarbować siwy zarost, bo to matce, żonie czy kochance się nie podoba i on sam nie wie co ma ze sobą zrobić. Zawsze daję na wzór właśnie Gwiazdora i jego dobre oddziaływanie na ludzi. Jednakże nie każdy chce być miłym, sprawiającym wrażenie infantylnego staruszkiem, rozdającym landrynki przechodniom. Stąd moje życzenia dla mężczyzn są wciąż te same: BĄDŹ SOBĄ!

Dlatego wszystkim czytelnikom Kuriera Fryzjerskiego i Barber Expert Magazine, tworzącym oba wydawnictwa paniom oraz wszystkim fryzjerom składam życzenia: najpierw spokoju i radości na najbliższe Święta, a nawiązując do ostatniego zdania - cytując mistrza Młynarskiego - po prostu róbmy swoje!

Wesołych Świąt!

Adam Szulc

ZNAJDŹ NAS: