Noworocznie

„Ach, co to był za rok!”- chciałoby się sparafrazować weselny przebój sprzed lat. Na pewno był ciekawy i różniący się od poprzednich, ale mimo wszystko w skali historii całego świata nie przypisywałbym mu jakichś nadzwyczajności. Ludzie przechodzili gorsze rzeczy i może trzeba potraktować to tak, że każde pokolenie ma swoje Termopile. Obserwując to, co działo się od marca, można śmiało powiedzieć, że lekki prztyczek w nos nam się wszystkim na pewno przydał i to rozpędzenie i rozhulanie wszystkiego i wszystkich spowolniło chyba w dobrym momencie.

2020-12-16 12:59:13
Autor:

Patrzę na to, co się dzieje przez pryzmat oczywiście głównie swój i naszej branży, ale nie sposób nie widzieć tego, jak teraz niektóre gałęzie gospodarki leżą i są w zdecydowanie gorszej od nas sytuacji.

Często słyszę, że w zakładach fryzjerskich jest trochę mniej klientów, że rezygnują z zapisów, że nie przychodzą na umówioną godzinę - bo covid, bo izolacja, bo kwarantanna, bo nie ma pracy, bo dzieci na onlajnie i tak dalej. Ale myślę, że pierwszy lockdown powinien dać nam do myślenia o racjonalizowaniu wydatków i zabezpieczaniu się na przyszłość. Ta wiedza to prezent, który trzeba dobrze spożytkować.

Powiem szczerze, że potraktowałem ten wiosenny czas jako dar, który należało wycisnąć jak cytrynę. Tak też zrobiłem i sporo swojej i Jamowej aktywności przeniosłem do sieci, ale nie zapomniałem też o tradycyjnych możliwościach czerpania wiedzy i rozrywki.

Książka „Następny Proszę!”, która miała debiut 1 września to dla mnie niewątpliwie ważny element roku 2020. To druga część trylogii fryzjerskiej. To spojrzenie na świat z perspektywy fryzjera męskiego z pewnym doświadczeniem i nie ukrywam, że jestem z tej pozycji bardzo zadowolony. Miejmy nadzieję, że to co się dzieje nie zaora branży i że będzie można działać spokojnie dalej - każdy na swoim froncie.

Wracając do końcówki roku, to usłyszałem już kilka lat temu od znajomego z branży beauty, że fryzjerska praca w Sylwestra już nie taka jak kiedyś. Zgadzam się z tą opinią, bo jeszcze kilka, kilkanaście lat temu pracowałem w tym dniu od naprawdę wczesnych godzin porannych, a ostatni klient siadał na fotel około dwudziestej. Rzeczywiście odczuwało się, że ten dzień to jest czas, w którym można zarobić więcej niż normalnie. Fryzury były bardziej wyszukane, ceny odrobinę wyższe, praca całkiem szybka, bo najczęściej robiło się same układanki i zmywalne kolory, używało się innych kosmetyków do stylizacji, a grafik był wypełniony do granic możliwości. Po takim maratonie trudno było jeszcze pójść gdzieś na bal sylwestrowy.

Starzy fryzjerzy wspominali mi nie raz, jak dzień sylwestrowej pracy zamieniał się w koszmar fryzjera. Nie tylko z powodu późno skończonej pracy, ale tych wszystkich chętnych, z którymi trzeba się było koniecznie napić i życzyć „do siego”. Opowiadała mi kiedyś znajoma fryzjerka, jak rok przed stanem wojennym pracowali w tym dniu do 22.00, bo mieli popołudniową zmianę. Zanim skończyli wszystkich klientów i ogarnęli jako tako lokal po lawinie całego dnia, okazało się, że jest awaria linii tramwajowej i trzeba wracać pieszo do domu, do którego normalnie jedzie się godzinę. Zima w pełni, mróz jak trzeba; o taksówkach w normalnych warunkach trudno było pomarzyć, a co dopiero w taki wieczór. Wracając więc z koleżankami z pracy miały przywitanie nowego roku po drodze z szampanem w ręku i obcymi, napotkanymi po drodze ludźmi! Teraz folklor, a wtedy się tak żyło jakie były możliwości.

Teraz widać, że jest trochę inaczej i myślę, że po prostu przyzwyczajenia się zmieniają. Ludzie może są trochę mniej towarzyscy, a może te wszystkie urządzenia mobilne sprawiają, że wolimy interakcję w sieci niż na żywca. Ani to złe ani dobre - tak jest i tyle. Trzeba się nauczyć z tym żyć, ale też nie popaść w jakąś depresję, że klienci wybierają inne terminy i inne pory roku jako te najważniejsze do koniecznej obsługi. Jestem też pewien, że nasza branża, która mimo wszystko wciąż jest tradycyjnym zawodem, przetrwa właśnie dlatego, że wciąż zaznać tam można normalnych, ludzkich interakcji. Uchowamy się dlatego, że człowiek mimo tych elektronicznych nowinek wciąż potrzebuje drugiego człowieka, a w pandemicznych czasach jak wszyscy ze strachu patrzą na siebie bykiem, to u nas jednak mogą dostać odrobinę normalności.

Wiemy, że w 2021 będzie inaczej niż przed laty. Wiemy, że nie będzie raczej kwietniowych targów w Poznaniu. Wiemy, że zarządcy targów jesiennych zastanawiają się, co dalej z tym fantem zrobić. W związku z tym branża musi zacząć działać inaczej i korzystać z możliwości spotkań online oraz w momentach poluzowania restrykcyjnego próbować zacząć ad hoc organizować małe eventy. W każdej chwili można prenumerować prasę, czytać książki zawodowe, oglądać filmiki w sieci i w jakikolwiek inny sposób nie tracić rozwoju zawodowego z pola widzenia. Jednakże za najistotniejsze teraz uważam skupienie się na swoich klientach i pracy przy fotelu. To tam w realu dostajemy te najważniejsze lajki, które zawsze najlepiej procentują i bezpośrednio, a często nawet od razu  przekładają się na pozytywny i widoczny efekt. Nie popadajmy w marazm i wyrobnicze, covidowe strzyżenia, tylko postarajmy się tchnąć coś nowego w swoje fryzury. Zawsze można spróbować użyć innej pomady, innego narzędzia, innej techniki i pomyśleć pod włos.

Dla mnie i dla Jamy będzie to kolejny, dobrze zapowiadający się rok - będziemy obchodzić piątą rocznicę firmy w tym miejscu, moje prawie okrągłą liczbę lat w zawodzie i zbliżający się mój setny felieton napisany do prasy muzycznej i fryzjerskiej. Dziać się będzie zwłaszcza, że wciąż planujemy intensywny rozwój obu steampunkowych linii kosmetyków - zarówno tej tradycyjnej, jak i mandarynkowej Working Class Hero. Na tyle na ile można - ostro i do przodu!

Nadchodzący nowy rok potraktuję jednak przede wszystkim jak kolejne wyzwanie i bez względu na okoliczności, dopasuję się do bieżącej sytuacji, a nawet jeśli to możliwe, samemu ją będę kreować.

Wam natomiast wszystkim życzę:

  • kreatywnego roku pełnego nowych wyzwań,
  • trudnych fryzur, po zrobieniu których jest wielkie zadowolenie,
  • dobrych, ale wymagających klientów, bo to oni stymulują nas do kolejnych działań.

Redakcjom Kuriera Fryzjerskiego i Barber Expert Magazine dziękuję za wspólny rok i mam nadzieję, że w kolejnym zrobimy jeszcze więcej konstruktywnych rzeczy razem.

Szczęśliwego Nowego Roku 2021!

Adam Szulc

ZNAJDŹ NAS: