Fast Fade Fight październik 2020

Nie ma co ukrywać - od marca jest posucha jeśli chodzi o branżowe imprezy. Targi zostały odwołane, wszelkie eventy jeśli się odbywają to na pół gwizdka i z zachowaniem rygorów sanitarnych, więc tym bardziej ucieszyłem się na zaproszenie do Wrocławia, żeby móc spotkać się z ludźmi z branży face to face. Mario Mayer organizuje tam swoją, autorską imprezę o nazwie Fast Fade Fight. Zaproszenie przyjąłem i mówiąc krótko: miałem ogromną przyjemność wziąć udział jako juror w eliminacjach do głównych finałów tego konkursu.

2020-10-05 10:52:33
Autor:

Wszystko wydarzyło się w dniach 3 i 4 października i były to kolejno czwarte oraz piąte eliminacje z ośmiu, które powinny się odbyć jeszcze do końca roku 2020.

Nie będę streszczał całego regulaminu, ale pokrótce powiem, że chodzi o to, żeby w czasie piętnastu minut ostrzyc, wymodelować i wystylizować fryzurę Skin Fade. Kto nie zdąży odpada, a kto zdąży jest oceniany przez sędziów. Najwyższa ilość punktów wygrywa. Jeśli jest remis punktowy, to wtedy decyduje lepszy czas. Jury ma cztery kryteria oceny: zgodność fryzury z tematem konkursu, czas wykonania, jakość cieniowania i wykończenie fryzury. Wszystko wydaje się proste i w zasadzie takie jest dla każdego kto spokojnie przestudiował regulamin- czy to juror czy zawodnik. Sędziowałem z trzema kolegami: Lucjanem Wośkiem z Gliwic, Damianem Zakrzewskim z Warszawy oraz Maciejem Szymkowiakiem z Gdyni.

Chciałem jeszcze tak na marginesie zanim przejdę do opisanie stricte samego wydarzenia dwa słowa o sensie robienia takich szybkich strzyżeń. Wielu fryzjerów kpi czy powątpiewa w ideę konkursu, który na starcie jako jeden ze swych głównych walorów stawia czas. Nie do końca jest to prawda. Czas w tym przypadku jest ważny po to, żeby go nie przekroczyć. Natomiast sędziowie przede wszystkim sprawdzają jakość pracy wykonanej w tym czasie. Powiedzmy sobie szczerze- szybkie strzyżenie nie jest we fryzjerstwie męskim niczym nadzwyczajnym. W XIX wieku czyli w czasie gdzie rozrywka dla ludu stawała się rzeczywiście rozrywką masową organizowano i świetnie bawiono się przy przedziwnych rodzajach uciech, które teraz mniej bawią lub nie bawią w ogóle. Barberzy tamtych lat to przede wszystkim szybkościowcy. Obwoźne barber shopy, które były zarówno zakładami fryzjerskimi, gabinetami lekarskimi czy kosmetycznymi w połączeniu z teatralnymi czy wręcz cyrkowymi sztuczkami to były permanentne zawody w szybkich usługach. Pamiętamy wszyscy fryzjera Adolfo Pirelli’ego z filmu o demonicznym golibrodzie Sweeney Todd’zie w wersji z Johnny Depp’em jak podczas pokazu dla tłumnie zgromadzonej ciżby golono na czas przy okazji oferując płyny na porost włosów i maści na wszystko. Golenie w tempie formuły jeden było wtedy przez gawiedź oglądane z zachwytem i podnietą jak sto lat później wyścigi tychże aut. Pokaz goleń dwudziestu klientów w dwadzieścia minut to nie był żaden wielki rekord. Ten rodzaj rozrywki popularny był głównie w krajach anglosaskich.

Były też inne rodzaje przedstawień. Bardziej wątpliwymi i myślę, że zupełnie niezrozumiałymi w naszych czasach były obserwacje krzywdy drugiej osoby i dopingowanie krzywdzącego. Chirurdzy byli gwiazdami stając na arenie wypełnionej ludźmi i wykonując jak najszybsze amputacje. Ważne było, żeby operacje wykonać jak najszybciej, ponieważ nie używano znieczulenia. Ludzie mdleli i wiwatowali. Obwoźne teatrzyki miały swoich fanów oglądających wystawianych na ich widok ludzi niepełnosprawnych. A fryzjer wyrywał zęby pokazując zgromadzonej gawiedzi krwawiące resztki.  Zresztą nie ma się co oszukiwać dekapitacja czy wieszanie człowieka na widoku publicznym jeszcze w XX wieku miały swoich zwolenników.

Ta dygresja nie ma na celu porównywania konkursu fast Fade Fight z rozrywką niskiego lotu. Wręcz przeciwnie. Chciałem nawiązać do fryzjerskich tradycji szybkiej pracy. Starsi fryzjerzy pamiętają jak jeszcze w latach osiemdziesiątych strzygło się po sześciu, siedmiu klientów na godzinę i nie był to żaden nadzwyczajny wynik. Pan Franciszek Głów- fryzjer męski z ponad siedemdziesięcioletnim doświadczeniem wielokrotnie opowiadał mi o tym jak golił po kilkudziesięciu klientów w trakcie jednej zmiany. Każdy wychodził zadowolony, bo było sprawnie i za parę groszy.

Kończąc temat-każdy konkurs ma jakieś kryteria w tym oczywiście czasowe, a jak ktoś nie chce brać w nim udziału to niech nie bierze i już. Tyle komentarzy pobocznych, a teraz czas wrócić do Wrocławia w październiku roku 2020.

Organizacyjnie cała firma Mario Mayer stanęła na wysokości zadania. Wszystko co może sobie wymarzyć zawodnik i sędzia było na miejscu. Obsługa techniczna, całość on line na swoim kanale, stale powtarzany zawodnikom regulamin, wzorowo przygotowane miejsca do pracy, dopracowane wszystkie detale jak karty punktacyjne, stopery, maski czy ekwiwalent żywieniowo- napojowy, a do tego wszystkiego niesamowity klimat walki, zabawy i faktu, że można się spotkać z fryzjerami po tak długim okresie posuchy. Do tego fachowa baza noclegowa. Dobre warunki = dobre sędziowanie! Hymn Fast Fade Fight, który został stworzony specjalnie na tę okazję przez wrocławskiego rapera Antonio (mam nadzieję, że nie pomyliłem imienia) odtwarzano wielokrotnie przez oba dni i wpadał w ucho dodając zapału startującym w konkursie.

Oba dni wyglądały podobnie. W obydwu chodziło o wyłonienie jednego zawodnika, który wystartuje w finałach. W sobotę startowało ośmioro barberów. Ludziom zgromadzonym tego dnia udzielał się klimat dopingu i sportowej rywalizacji, stąd często było słychać skandowanie miast i imion zagrzewające swoich do szybszej pracy. Do finału dotarły dwie panie o tym samym imieniu, stąd organizator krótko przed rozpoczęciem finału powiedział przez mikrofon, że on już wie kto wygra. Będzie to oczywiście Kasia! Nie pomylił się. Kasia wygrała, a druga Kasia zajęła drugie miejsce. Ilość nagród dla zwycięzców była przeogromna. Puchary, medale i pełne siatki od sponsorów były nie tylko dla dwóch pierwszych miejsc. To znaczy puchary i medale tylko, ale ilość reszty gadżetów, kosmetyków, narzędzi i drobiazgów sprawiła, że uczestnicy musieli podjeżdżać samochodem tyłem pod drzwi z otwartym kufrem i upychać gifty w bagażnikach!

Również jury zostało obdarowane niesamowitymi upominkami za co w imieniu swoim i reszty kolegów dziękuję!

Ilość sponsorów była imponująca, a każdy z nich wywiązał się ze swojego zadania dostarczając naprawdę duże ilości towaru dla osób biorących udział w konkursie. Chapeau bas dla Mario za dopięcie tych tematów, bo to nie jest proste prosić się o gifty i wymóc na obdarowujących, żeby je na czas dostarczyli.

W niedzielę startowało sześciu zawodników. Z jakichś powodów dwójka nie dotarła. W związku z tym całość konkursu w tym dniu trwała troszkę krócej, co nie oznaczało wcale mniejszej rangi tego wydarzenia. W ostateczności przy aplauzie publiczności jeden ze startujących wygrał niewielką różnicą punktów, co świadczy o zawziętości pojedynku jak i o równym, dobrym sędziowaniu.

Impreza bardzo mi się podobała. Podobało mi się, że zawodnicy strzygli Skin Fade’a różnymi technikami. Ich poziom zaawansowania był różny, ale to właśnie w takich miejscach się o tym dowiadują. Dużo cieniowań było naprawdę bardzo  ładnych! Większość startujących skupiła się na czasie jaki pozostał do skończenia konkurencji i nie dopięła ostatniego tematu czyli stylizacji fryzury. Często włosy były nie dosuszone do końca, a nakładane na nie środki do układania- dobierane w wielu przypadkach bez ładu i składu- sprawiały, że fryzury pływały i nie miały kształtu. Ale to taka drobna dygresyjka dla zawodników na przyszłość, że trzeba rozłożyć siły jak w maratonie i działać systematycznie zgodnie z przygotowanym planem.

Jednak  sprawy organizacyjnie były dopieszczone perfekcyjnie, a cały team Mario Mayera czuwał nad każdym drobiazgiem i myślę, że gdyby ktoś z zawodników nagle poprosił o ptasie mleczko, to by je dostał, bo obsługa była naprawdę na zawołanieJ

Ja kilkakrotnie zwracałem zawodnikom uwagę, że przede wszystkim przyjechali tu zabawić się i pobyć razem oraz porównać  się z innymi. Bo dobrze lub źle zawsze wypada się na czyimś tle. Jednak najważniejsze „lajki” my jako fryzjerzy dostajemy codziennie od naszych klientów- i tu tkwi całe sedno problemu. Nauczyć się walczyć, nauczyć się przegrywać (bez obrażania się!), nauczyć się wygrywać bez poniżania innych(to też sztuka!), przyjąć na klatę i działać dalej. Bo dla naszych klientów nic się nie zmienia- nadal jesteśmy tymi samymi fryzjerami, którzy od lat pięknie strzygą ich włosy bez względu na tytuły lub ich brak.

Warto dodać, że patronem medialnym był Kurier Fryzjerski.

Do zobaczenia na kolejnym evencie!

Adam Szulc

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: