Adam Szulc - "Krótko po męsku". Wywiad z autorem

W sierpniu ukazała się nowa książka Adama Szulca – „Krótko po męsku”. To ostatnia część trylogii o fryzjerstwie męskim – z tej okazji, redakcja „Kuriera Fryzjerskiego” postanowiła zadać autorowi kilka pytań. Zapraszamy do lektury.

2022-12-12 15:26:21

Redakcja „Kuriera Fryzjerskiego”: Co było największym wyzwaniem podczas pisania „Krótko po męsku”?

Adam Szulc: Założeniem ostatniej części trylogii było zakończenie całej opowieści. Długo zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób pospinać razem wszystkie elementy w postaci historii branży czy różnych zebranych przez lata ciekawostek. Uznałem, że najważniejsze będzie przygotować porządny historyczny rozdział podparty rzetelną kwerendą wykonywaną w archiwach i bibliotekach. Padło na historię Wielkiej Brytanii. Dlaczego na nich? Z jednego powodu. W poprzedniej części pojawiła się opowieść o Stanach Zjednoczonych, którą pisałem właśnie tam na miejscu. Powrót do Europy, do kraju rzemieślniczego dziedzictwa, wydał mi się najbardziej oczywisty. Poza tym Królestwo ma mnóstwo archiwów i przyzwoicie dokumentuje swoją historię. Zatem, odpowiadając na pytanie wprost, to największym wyzwaniem podczas pisania „Krótko po męsku” było znalezienie źródeł, dotarcie do nich, wyłuskiwanie informacji o barberingu, segregowanie wiadomości i spisywanie ich na brudno w skoroszyt. Potem doszły trudności z tłumaczeniem na polski niektórych starodruków, które pisane były inną manierą, archaiczną gramatyką, starym angielskim i z innym nazewnictwem branżowym. Sprawiało mi to trochę trudności, jednakże tu posiłkowałem się tłumaczami, którzy na co dzień zajmują się taką angielszczyzną. Dzięki temu powstał bardzo ciekawy rozdział, który płynie przez brytyjskie fryzjerstwo męskie od czasów Juliusza Cezara aż do dziś.


KF: Choć „Krótko po męsku” ma być zwieńczeniem fryzjerskiego tryptyku – czy planujesz napisać coś jeszcze? Czy jest jakiś temat na książkę, który chodzi Ci po głowie?

AS: Ja cały czas coś piszę i staram się nie wychodzić z wprawy. Piszę felietony do branżowych magazynów, piszę recenzje płyt i książek, przygotowuję posty do mediów społecznościowych czy swoje stałe cykle blogowe. Mam w głowie dwie duże rzeczy, do których zbieram materiały, ale to nie jest temat „na już”. Na pewno to potrwa, ale gdzieś tam coś po głowie chodzi… Trylogia „Fryzjer męski” jako taka, w tej formule, w cyklu dwuletnim i tej szacie graficznej jest zamknięta.


KF: Dlaczego warto przeczytać „Krótko po męsku”? Odpowiedź nie musi być skromna. 😊

AS: „Krótko po męsku” to kawał porządnej pisaniny. W prosty sposób zamyka całą trylogię, ale pozostawia też furtki, które można samemu zgłębiać. Myślę, że ta książka jest najłatwiejsza do czytania z wszystkich trzech. Mam informacje od czytelników, że łatwość pochłaniania kolejnych stron płynie na równo z przyswajaniem ogromu wiedzy na nich zawartych. Myślę, że pisząc wszystkie moje książki, udało mi się stworzyć formułę, która mimo tego, że jest mocno branżowa, to da się ją po prostu czytać i to nie tylko przez zawodowców. Taki był zresztą cel: popularyzacja pięknego zawodu, poukładanie pojęć, ugruntowanie wiedzy o historii i wrzucenie garści anegdot na równi z ważnymi tematami. „Krótko po męsku” jest najbardziej archetypiczną częścią tego tryptyku, bo zawiera wszystkiego po trochę, nie zostawiając jednak niedosytu niewiedzy, a wręcz przeciwnie – inspirując do większego zainteresowania zawodem barbera. Pomijając wątki personalne, wiedza w niej zawarta jest ponadczasowa i można do niej wracać w całym swoim zawodowym życiu.


KF: Co czytelnicy powinni zapamiętać z Twojej najnowszej książki?

AS: W mojej opinii najważniejsze jest to, że cała trylogia sprawiła, iż dziedzictwo fryzjerstwa męskiego zaczyna być traktowane na równi z „ważnymi” profesjami. Wyczytałem ciekawą rzecz u angielskiego historyka Carla Chinna. Postuluje on zwaną przez niego demokratyzację historii, która ma polegać na tym, że każda branża, każda grupa ludzi mają prawo do swojej opowieści. Dopiero wszystkie te opowieści zebrane razem stworzą cos na kształt historii świata. Nasz branża ma ogromnie dużo do powiedzenia. Dość powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych napisano (w ostatnich stu laty) ponad dwadzieścia pięć tysięcy książek o szeroko pojętej tematyce fryzjerstwa męskiego i wciąż powstają nowe. To pokazuje ile jeszcze pracy przed nami wszystkimi. Jednak jeśli pytanie jest konkretnie o to, co powinno być zapamiętane na zawsze, to odpowiem krótko: etyka i etos pracy. Reszta, czyli jak trzymać nożyczki i jak strzyc fryzury to czynności, których się można nauczyć. Powiadają, że nawet małpę nauczy się pisać na maszynie, ale etyka i zrozumienie wartości pracy, to jest coś, nad czym trzeba się poważnie pochylić. Bez tego nie ma nas jako ludzi.


KF: Co w procesie pisania sprawia Ci największą frajdę?

AS: Zbieranie materiałów. Szukanie ich w muzeach, archiwach, bibliotekach, starych gazetach, księgarniach, kościołach, szkołach, izbach rzemieślniczych, na cmentarzach czy po prostu gdzieś w terenie. Potrafię zdobyć informację o fryzjerstwie męskim w tak absurdalnym miejscu, że aż się potem z tego śmieję. To mogą być rozmowy z kimś w restauracji, spotkanie na plaży czy wizyta w regionalnej izbie sztuki ludowej. Wszędzie trzeba być czujnym, bo fryzjerstwo męskie czai się za każdym rogiem. Po uzbieraniu pewnej ilości materiału, zaczyna się przygotowywanie formuły, czyli tego jakie powstaną rozdziały, kto napisze rekomendację, czy jacy patroni powinni znaleźć się w tym wydaniu. Jednakże najważniejsze jest samo pisanie – i tu potrzeba ogromnej dyscypliny. Napisanie trzech książek zajęło mi trochę więcej niż cztery lata i to był proces, który trwał przez ten czas każdego dnia. Przy moim trybie życia, czyli codziennej wielogodzinnej pracy przy fotelu, licznej rodzinie i sporej ilości wyjazdów służbowych, trzeba było mocno spiąć cugle, żeby wszystko zagrało. Ale stare powiedzenie mówi, że jeśli chcesz coś z kimś zrobić, to szukaj tych, którzy są bardzo zajęci. Oni potrafią się zorganizować i wygospodarować czas.


KF: Opisz swoją książkę w trzech słowach – czyli krótko, po męsku.

AS: Kontynuacja, czyli zakończenie formuły rozprawkowej.
Edukacja, czyli to co jest clue rozwoju każdego z nas.
Nowoczesność, czyli to co jest tu i teraz, i przygotowuje nas na jutro.


KF: Czy jest coś, co teraz, już po premierze, dodałbyś do „Krótko po męsku”?

AS: Nie. Cała formuła trylogii barberskiej jest zamknięta. Wszystko co chciałem powiedzieć, powiedziałem. Zaznaczam jednak wszędzie, że aspekty poruszane w moich książkach mogą być twórczo rozwijane. Przecież świat się nie skończył, a fryzjerstwo męskie każdego dnia spotyka się z różnymi problemami. Dodatkowo dochodzą takie nowe zjawiska jak lockdowny, które nigdy wcześniej nie miały miejsca i myślę, że to można byłoby w przyszłości zbadać i opisać, czyli jaki dokładnie wpływ miało zamykanie lokali branży beauty na rozprzestrzenianie się lub zahamowanie rozwoju wirusa, czy do czego doprowadziło przymusowe trzymanie ludzi w domach albo strzyżenie klientów po piwnicach. Temat rzeka do zbadania.


KF: Czego najbardziej nie lubisz w procesie pisania i wydawania książki?

AS: Najgorsza jest ta nerwówka na samym końcu. Mimo tego, że zawsze oddawałem moje pliki z dużym wyprzedzeniem, zawsze słyszałem od wydawnictwa, że jest jeszcze dużo czasu i nie ma się co spieszyć. Niestety deadline’y są nieubłagane i zawsze na końcu jest niepotrzebna nerwówka, której za każdym razem starałem się uniknąć. Mam w ogóle wrażenie, że wydawnictwo lubi pracować w atmosferze spiętrzonego napięcia przedwydawniczego. Dla mnie to był zawsze trudny czas, kiedy w ostatniej chwili dostawałem pliki do sprawdzenia, korekty lub redakcji i niewiele czasu na działanie z mojej strony. Przy każdej kolejnej książce chciałem tego uniknąć i przesyłałem rękopis jeszcze szybciej, a to i tak nic nie dawało. Jeżeli chodzi o samo pisanie, to nie mam żadnych nerwowych sytuacji. Jak już mówiłem wcześniej, wiedziałem, kiedy chcę, żeby książka się ukazała i wszystkie teksty, grafiki i pliki potrzebne do pracy edytorskiej miałem przygotowane na czas.


KF: W „Krótko po męsku” przyglądasz się historii brytyjskiego fryzjerstwa męskiego – który jej okres jest dla Ciebie, osobiście, najbardziej interesujący i dlaczego?

AS: Uwielbiam czas XIX wieku. Uważam, że to najbardziej twórczy i interesujący czas w historii świata, który nie bez wpływu pozostał również na branżę fryzjerstwa męskiego. To wtedy powstały najważniejsze fryzury męskie znane do dziś, to wtedy powstały kosmetyki jakie znamy dziś, rozwinęły się barber shopy jako miejsce spędzania czasu i codziennej toalety, pojawiły się perfumy dla mężczyzn czy tak kochane przeze mnie uliczne subkultury. Najstarszy barber shop świata istnieje do dziś właśnie w Londynie, nauczanie barberingu w szkołach jest właśnie tam, a czerwono- biały barber pole pochodzi z Wysp. Wymieniać można długo, bo czasy wiktoriańskie to zmiana w myśleniu o czystości człowieka, o chorobach, o dezynfekcji narzędzi czy usystematyzowania fryzjerskiej edukacji. Jeżeli – oprócz XXI wieku – miałbym wybrać epokę i miejsce dla siebie, to myślę, że Londyn połowy dziewiętnastego stulecia byłby idealny.


KF: W książce zwracasz uwagę na fakt, że nurt Straight Edge jest ci szczególnie bliski – dlaczego?

AS: Nurt Punk, z którego się wywodzę, a który to przerodził się w Hard Core, a który to Hard Core wyodrębnił Straight Edge, jest dla mnie najbardziej interesującą i wpływową subkulturą w ich historii. W ruchu Punk to właśnie Straight Edge uważam za najbardziej rewolucyjny odłam. Bo czyż może nie być rewolucją odrzucenie używek w skądinąd degenerackim ruchu jakim stał się Punk w momencie narodzin Straight Edge? Poza tym, będąc młodym punkiem, najbardziej przeszkadzało mi upijanie się moich kolegów i ich doprowadzanie się do stanu nieużywalności. Szukałem przeciwwagi, ale nie chciałem uciekać od muzyki i sceny niezależnej. Zawsze też uważałem, że to wszystko to nie jest tylko muzyka, a coś więcej. Zmiana świata poprzez przykład własnej osoby jest do dziś dla mnie najważniejszym przesłaniem Straight Edge. Dlatego nie piję i jestem Straight Edge od 1985 roku.


KF: Jaka jest twoja ulubiona fryzura nurtu Straight Edge?

AS: Każda z nich jest ciekawa, ponieważ tak jak zmieniał się świat, tak i wpływały na Straight Edge różne bodźce. Ta historia fryzur tego nurtu opisana w „Krótko po męsku” jest absolutnie unikatowym spojrzeniem na tę subkulturę. Nikt wcześniej nigdy tego nie zrobił. Opowieść, którą snuję w tym rozdziale po raz kolejny potwierdza moją opinie, że fryzjerstwo męskie jest ważne zawsze i wszędzie. Bez względu na to, czy są to fryzury punków, dziadek z wnuczkiem idący do fryzjera czy brzytwa znaleziona na strychu. To wszystko ma swoje historie i należy je wyciągać na światło dzienne.


KF: W „Krótko po męsku” sporo piszesz o historii – przenieśmy się jednak na chwilę do przyszłości. Jak w najbliższych latach, Twoim zdaniem, zmieni się fryzjerstwo męskie?

AS: Trudno powiedzieć, bo w obliczu międzynarodowych, globalnych zdarzeń nie jest łatwo wyrokować. Obserwuję jednak pewne niepokojące zjawisko w postaci ogromnego zainteresowania młodych ludzi chęcią należenia do organizacji i zrzeszeń, i zdobywania ważnych laurów. Widać też, że to na tym chcą budować swój wizerunek. To może sprawić, że przestaną pracować na swoje nazwiska, a na nazwy międzynarodowych koncernów. Barber shop to miejsce, nad którym wisi napis: U Adama, U Dorotki, Jeff’s Shop, Jimmy’s Barber Shop i tak dalej. W momencie przekazania swojej tożsamości komuś z zewnątrz w zamian za medal straci się siebie samego. A to w zawodzie jest najważniejsze. Zawsze kiedy nie wiemy co zrobić, jaki wykonać zawodowy ruch i na jakim rozdrożu byśmy nie byli, warto wrócić do starych sprawdzonych filarów, które zawsze trzymają fundament w poziomie. To etyka, etos i edukacja. Mówiąc krótko są to pokora i praca, a szybki pieniądz i sława w zamian za złotego cielca i pozbycie się swojego wizerunku, to krótka smycz. Przed tym zawsze przestrzegam. Jakkolwiek, podczas wszystkich pięciu wielkich imprez targowych, które miały miejsce w Polsce w roku 2022, spotkałem setki ludzi, którzy chcą iść swoją drogą, by, kolokwialnie mówiąc, robić swoje. Nie boją się pracy i trudu, bo są fryzjerami z krwi i kości rozumiejąc, że najważniejsza praca fryzjera to ta dla klienta przy fotelu. Tego się trzymajmy.

Zdjęcie: Maciej Bogaczyk

ZNAJDŹ NAS: