Kiedyś i dziś, czyli fryzjerskie rewolucje…

Macie czasem tak, że zastanawiacie się, w którą stronę ta nasza moda i nie tylko zmierza? Że kiedyś było inaczej? Pamiętam czasy, kiedy uczyłam się w szkole zawodowej, piękne, dawne czasy... Te wszystkie przedmioty fryzjerskie, których dziś chyba nawet nie jestem w stanie dokładnie wymienić. Ach, technologia. Znalazłam nawet ostatnio u mamy w piwnicy mój zeszyt z tego przedmiotu. Jejku, nawet nie pamiętałam, że tam było tyle reguł, regułek, zasad i przeróżnych definicji. Wszystko było rozpisane z wszelką dokładnością. Każda szczotka miała swoje miejsce, każdy temat był dokładnie opisany, nic nie mogło zostać pominięte. Wszystko miało jakieś zasady. No właśnie, miało...

2018-10-24 09:07:58

Patrzę dziś na to, co się dzieje w moim świecie, jest to nieporównywalne. Pamiętam, kiedy chodziłam na praktyki do salonu, był już tam ze 30 lat, przekazywany z matki na córkę (swoją drogą szkoda, że mam tylko dwóch synów). Szefowa, lat wtedy ok. 60, i jej córka prowadziły go od lat. Każda z nich była inna i mogłam nauczyć się swojego zawodu jakby z dwóch perspektyw. Z jednej strony była szefowa, już troszkę wiekowa, która swoje już przepracowała, widziała wiele w modzie fryzjerskiej, wierna standardom i pracująca tak jak ją wyuczyli. Z dokładnością nawijała każdy wałek na głowy swoich klientek. Wszystko zawsze tak, jak ją wyuczono lata temu. Za to jej córka, która wtedy była w moim wieku, dopiero rozkręcała się i testowała swoje wysokie umiejętności. Rozwijała firmę z rozmachem, wprowadzając nowości i bawiąc się modą. Nie bała się mieszać kolorów, testować nowych technik strzyżeń, eksperymentować z firmami, których wtedy było raptem z 10, a nie 100. Wtedy myślałam sobie, że jednak ktoś po coś, te wszystkie reguły kiedyś wymyślił, aby się ich trzymać. Jeszcze wtedy nie było tonerów, żeli koloryzujących, botoxów, plexów i innych hitów. Za to była ogromna pasja, zaangażowanie i chęć kształcenia się i rozwijania dalszych inspiracji. Była to osoba, która tak bardzo kochała swoją pracę, że wychowała w salonie swoich dwóch synów pracując. Do dziś przejeżdżając pod tym salonem (tak, tak stoi tam do dziś, już ok. 45 lat) patrzę, że po godzinach wciąż świecą się światła, a moja mentorka dalej pracuje.

Teraz, kiedy sobie tak myślę pisząc ten artykuł, dotarło do mnie, że faktycznie była moją mentorką, inspiracją. To po niej mam wiecznie za mało szkoleń na koncie, tą pasję, te świecące się oczy kiedy ktoś przychodzi do mnie z nietypową koloryzacją. Taaak, kocham to. Kocham i choć czasem mam serdecznie dość tej pracy i ludziowstręt to i tak wracam tam każdego dnia i podejmuję kolejne wyzwania, które mnie cieszą.

Kiedyś były reguły, dziś już ich właściwie brak. Jak to mówią zasady są po to, by je łamać. I owszem, ja często to praktykuję, ale przeraża mnie brak podstawowej wiedzy u młodych fryzjerów. Nie potrafią korzystać z koła barw, nie znają podstawowych kątów strzyżenia, nie umieją nawet odpowiednio separować pasm włosów. Zastanawiam się czego ich uczą na tych praktykach teraz. Czy naprawdę wciąż tylko sprzątają salony i robią kawę? Wiecie, nigdy nie byłam geniuszem, do dziś nie uważam się za super fryzjera, ale staram się wykorzystywać każdą zdobytą wiedzę na użytek swojej pracy. Lubię się szkolić, uczyć nowości, przekładać je na swoje klientki. Też zaczynałam od sprzątania salonu, mycia fug w wc, robiłam szefowej zakupy i stałam za nią jak słup gapiąc się jej bezmyślnie na ręce. Ale zawdzięczam jej poniekąd (i sobie również) swój salon. Gdyby wtedy nie nauczyła mnie cierpliwości, nie wymagała zostawania po godzinach w Sylwestra, nie kazała przychodzić w każdy wolny dzień na praktykę, nie byłabym tym, kim jestem teraz i nie miałabym tego, co teraz mam. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, ponieważ jej wymagania i parcie na naukę stworzyły mnie takim fryzjerem, do którego ludzie chodzą i są zadowoleni. Jej matka nauczyła mnie spokoju (ha! To Ci dopiero wyczyn przy mojej nadpobudliwości ruchowej), cierpliwości, zaangażowania przy klientkach, które mają naprawdę mało włosów, a mają wyjść uśmiechnięte i zadowolone i wracać do mnie, czasem nawet z pokolenia na pokolenie. To każde nawinięte pasmo włosów na wałek do trwałej, odkręcone z 15 razy, aby je poprawić, każdy pierścionek, wygnieciona fala i wiele innych nauczyły mnie szacunku dla tego pięknego zawodu.

Mimo tego, że moda zmienia się jak w kalejdoskopie, ja pamiętam te czasy kiedy wszystko było poukładane, a nowości się bano. Dziś to nowości rządzą tym zawodem, ale cóż to byłby za nudny zawód gdyby nie te wszystkie dziwne, lepsze czy gorsze inspiracje napływające do nas. To właśnie dzięki nim jesteśmy bardziej kreatywni i odważni. I oby te inspiracje nigdy nam się nie skończyły, tak jak chęci rozwoju.

 

~~ Znów o rok starsza Iv ;)

 

Znajdziesz mnie tu: https://www.facebook.com/Salon-Creat-Iv-e-101253083852093/

 

O mnie:

Od kilkunastu lat w zawodzie fryzjera. Hobbystycznie również zajmuję się makijażami. Na swoim koncie mam kilkuletnią pracę przy sesjach zdjęciowych z modelkami, fotografami, stylistami. Prowadzę swój salon fryzjersko-kosmetyczny, w moim mieście. Prywatnie matka dwóch chłopców – niestety żadnej córki do czesania ;) Uwielbiam pracę z ludźmi, podróże i wyzwania. Kocham swoją pracę i wszystko co z nią związane, bo fryzjerstwo to nie tylko praca, to pasja, która daje miliony możliwości.

 

ZNAJDŹ NAS: